Po prawej stronie poetyckiej skali ustawmy poezję stricte językową. Grudy, zawijające się nawzajem taśmy i zamglony obraz człowieka stojącego za wersami. Nie wiemy, czy lubi piżamy, jeździ na pikniki polskiego radia, jaki jest jego status towarzyski i egzystencjalny. Grasuje w pewnej rzeczywistości językowej, której prawdopodobnie użyje przy wyplataniu swojej twardej wikliny, stąd od biedy można pokusić się o wróżenie z wersów, będzie to jednak czytanie niczym z czarnego ekranu, po którym suną losowe kombinaty znaków. Po lewej stronie wykresu musi znaleźć się w takim razie miejsce dla poezji realizowanej poprzez język przezroczysty, który niczym psiak ma wiernie służyć oddawanemu środowisku i światu, ma służyć doRead More →

Jechaliśmy rankiem do Wałbrzycha przez oblepiony śniegiem postindustrial. W fabrycznych budowlach przez wybite okna wystawiały głowy młode brzozy. Wszystko, co cenne, było doszczętnie opędzlowane przez pokolenia nieustraszonych ludzi z niewielkimi wózeczkami napędzanymi kołami od rowerów. Pomiędzy resztą wykwitły zachodnie stacje benzynowe, karłowate piekarnie i domy starców, małe warsztaty samochodowe reklamowane pociętymi kawałkami blachy, która ma przypominać auta w ruchu zawieszone w próżni. W plecaku obijały się o siebie buteleczki z czarnym płynem, wyłuszczałem bratu szczegóły wypadu: „mamy stówę od matki, więc na pierwszy nocleg jest. Meldujemy się, idziemy na deptak, szukamy drużyn starszych babek. Uśmiechamy się, przymilamy się, proponujemy produkt, opychamy produkt. „Za ile?”, bratRead More →

Po sukcesie „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy podniosły się gdzieniegdzie ciche głosy o tym, że podobnej książki nie wypada krytykować, bo byłoby to prawie równoważne z bezczeszczeniem pamięci o zmarłej matce autora. „M+M” Dominiki Lewickiej-Klucznik nie warto krytykować, ponieważ to mocny i intensywny zbiór wierszy, ale rzeczywiście książki z wrażliwym tematem, opartym na szczerym doświadczeniu pisarki lub pisarza, stanowią pewien problem opisowy, każde zdanie w podobnym tekście jak ten przypomina chodzenie po lodzie w zbyt ciężkich butach. Elbląska autorka pisze o sprawach jej najbliższych, o relacji matki i niepełnosprawnego dziecka, o przedzieraniu się przez gąszcz państwowych druczków, społecznej niechęci, o codziennej walce dedykowanej osobie,Read More →

Zofii Mikule udało się ze smakiem i sprytem zmieścić w ramach pięćdziesięciu stron rozgrzaną poezję barową, kolaż uczuć, groźne przebłyski z dzieciństwa i tajemniczą postać/metaforę Alafufu, który podąża niczym cień za podmiotem lirycznym. Aby odpowiednio oddać proporcje tematyczne tomiku, musimy wprowadzić gradację, hierarchię motywów. Konikiem wydaje się być tutaj mimo wszystko „ćmi-baryzm”, rozciągnięty słodko-gorzki romans, emocje i uczucia wysokich temperatur, duch często przywoływanego w cytatach Bukowskiego. Poezja jest o uczuciach, tylko o uczuciach, zdaje się mówić Mikuła, podając czytelnikowi kolejne sceny, przypominające amerykański romans lub musical z lat 50. Powolne przejście z czerni i bieli na kolor, uliczki oblane światłem neonów, mężczyzna w płaszczu, kobietaRead More →

Czasem tak bywa, że pewne tomiki chce się czytać według klucza biograficznego. “Garda” Sylwestra Gołębia właśnie taka jest, podmiot liryczny wydaje się mocno przylepiony do autora, siedzi mu wręcz na plecach. Czytelnik ma ochotę grzebać w wersach, przy okazji grzebiąc w trzewiach realnej postaci, która gdzieś tam jest i właśnie je kolację. Tomik sprawia wrażenie czułej, sfabularyzowanej spowiedzi, zamknięcia pewnego okresu lub zamknięcia całego dotychczasowego życia w sześćdziesięciu stronach. Z podsumowań wyłania się poezja z miejsc niechcianych, z terenów opuszczonych fabryk, z krzaków, na których powiewają jednorazówki, zza płotu, gdzie kable mieszają się z kapslami i gruzem. Taką przestrzeń, świat przedstawiony, zapowiada już okładka –Read More →

„Histeryjki obrazkowe” cechują ujęcia kontrastowe, zderzanie tego, co stare z drobinami współczesności. Powstaje wrażenie, że bohaterka tych wierszy to ktoś, kto dorastał w świecie wyobraźni, nie zaniedbując klasycznej edukacji i kontaktu ze sztuką, lecz teraz musiał wystawić czułki na świat, który jest czymś całkowicie innym niż tamten stworzony w imaginacji, ukształtowanej harmonią, malarstwem, beletrystyką i pięknym mitem. Bohaterka stara się odnaleźć w świecie bez piękna, na ulice wychodzi szczelnie oklejona bandażem i płótnem. Pełna tęsknoty za starymi czasami, za ludźmi, którzy trzymali klasę, dobrze akcentowali słowa, a w kieszeniach mieli róże. Ulica, przystanek, sklep nie mogą być tylko sobą, muszą zostać zderzone z językiem, wyobrażeniemRead More →

Te obrazy już gdzieś się widziało: problemy ze wstawaniem, picie wczorajszej kawy, zgaga, golenie się przy słabym świetle, zacięcie, skrzepy krwi spadające w ceramiczne kółko. Potem pogoń do drzwi, do auta, zmarznięta ręka trze szron z szyby, korki, para spod masek, za oknami czarno-białe mazy. 8 godzin, powrót, wieczór z alkoholem, nierozgarnięte romanse z samym sobą. Powtórz pięć razy, odpocznij dwa dni, powtórz pięć razy. Franciszek Olejniczak w swoich „Podgłosach” wyświetla przed nami podziemną etiudę. Kamera 8mm śledzi każdy ruch bohatera, czarno-białe kadry zlewają się w smołę i beton, a słońce funkcjonuje jako niedoskonała część scenografii, ukryta w piwnicy zza dymem z dymiarki, burymi ścianamiRead More →

Bartłomiej Siwiec to człowiek orkiestra, w jego szerokim literackim asortymencie poezja goni dramat, proza przeplata się z esejem, a on nadal znajduje jeszcze czas na życie, i na grę w szachy na poziomie turniejowym. Autor „Matki i róży” na poetyckiej niwie pokazał się z interesującej strony, choć można było odnieść wrażenie, że jego poezja opiera się na pewnej prozatorskiej kompresji, a nie na czysto językowym formowaniu wersów. Po lekturze „16 schodów” wie się już, że Siwiec należy do bractwa prozatorskiego, i to, co przynależne prozie, jest dla niego naturalne, odpowiada jego falom mózgowym i z niego w potoczysty sposób wypływa. „16 schodów” to książka, wRead More →

W przedszkolu zabierano nas na strych, gdzie w dziwnie podniosłej atmosferze na starym wyświetlaczu pokazywano nam radzieckie bajeczki. Plastelinowe ludziki, owady, zwierzyna przewalały się w nich po dżdżystej ściółce, a to wszystko wśród nerwowych szarpnięć smyczka. Z czymś podobnym kojarzy się pierwsza część książki „Obiecuję ci niewidzialność” Roberta Jóźwika. Autor zaprasza nas na specyficzny festiwal pod paprocią, na którym natura tworzy swoje korowody i układy choreograficzne. Jeszcze bez obserwatora, wkładającego próbki mchu do słoika i robiącego wymaz z mikroorganizmów, aby później delektować się nimi przez szkiełka mikroskopu. Żyje tu za to królestwo chwastów, zielska, strzelających nasion, kropli wody, które moczą małe skrzydła. Bachiczna uczta istnienia,Read More →

Wiersze z tomu “Homo Ferus” Krzysztofa Szewczyka powstawały pomiędzy 1999 a 2004 rokiem, choć równie dobrze mogłyby powstać w latach 70-tych albo dwa dni temu, ponieważ nie ma w nich żadnych wyznaczników epoki, nie spotkamy charakterystycznych przedmiotów, wydarzeń, miejsc związanych z określonym czasem. Jest tylko ten, który mówi, i jego kobieta, mieszkanie, miasto, przez które przetaczają się “kreskówkowi ludzie”. Przy całym szeregu zalet tomiku niektórzy odbiorą to jako jego wadę – czytelnik może podczas lektury poczuć się odrobinę dotknięty postawą bohatera. Nie wiem, dlaczego odbiorca zawsze reaguje uczuleniowo, gdy przekazujący myśli pragnie oddzielić się od masy, zbyt mocno zaznacza swoją indywidualność. Swoiste mówienie z góry,Read More →