Michał Kukuła – “Inne miasteczko”

Tajemnicze opowiadania pełne przygód utrzymane w klimacie realizmu magicznego. Nikt jeszcze tak nie pisał o Niemczy, niewielkim miasteczku położonym pomiędzy Wrocławiem a Kotliną Kłodzką.


Michał Kukuła – urodzony w 1978 roku w Dzierżoniowie. Chwilę po urodzeniu zamieszkał w Niemczy, która stała się jego małą ojczyzną. Tu dorastał, nasiąkał niepowtarzalną atmosferą, stąd czerpie inspirację literacką.

Zadebiutował w 2016 roku opowiadaniem „Futro”, które ukazało się w wydawnictwie „Niemcza – Partnerstwo Muz”.

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej, z zawodu etnolog, animator kultury, informatyk. Od czasów licealnych sporadycznie pisywał poezję, jednak proza jest dla niego odpowiedniejszą formą wyrazu. Żonaty, dwójka dzieci. Aktualnie mieszka we Wrocławiu.



DELI BAL

To już dziś? – zapytała retorycznie Magdalena.
– Tak, tej nocy – odpowiedział Kazimierz Dąbek – zadbaj moja droga, abym mógł szybko wyjść. Przygotuj jakiś mały prowiant i kawę.
– Dobrze.
– Zapakuj mi jeszcze jakieś papierosy.
– Miałeś nie palić – ganiącym tonem odpowiedziała Magdalena.
– Kochanie, w tych okolicznościach przyrody wolę nie rzucać z nałogiem. Wolę się jeszcze te kilka godzin potruć, niż denerwować się i palnąć jakąś głupotę.
Dobrze, dobrze, dostaniesz te swoje fajki. Tylko obiecaj, że to ostatni raz, kiedy wykorzystujesz okazję do odwleczenia rzucenia palenia.
– Dobrze, dobrze. Obiecuję. Tymczasem prześpię się trochę, przede mną trudna noc.
– Tak, sen ci dobrze zrobi.
– Kazik.
– Co?
Magdalena spojrzała na niego z żarem w oczach.
– Czy jak się uda, obiecujesz, że będę mogła spokojnie pójść do spowiedzi?
– Obiecuję.

Majowy wieczór zamieniał się w jasną ciepłą i aromatyczną noc. Kosmos eksponował się w całej krasie.

Kazimierzowi było to wielce na rękę. Nie musiał nawet zapalać świtała, kiedy wychodził z domu. Wszyscy – żona, dwoje dzieci i stary ojciec – spali spokojnie. Gospodarz pochwycił tylko pozostawiony przez Magdalenę na korytarzu, uszykowany specjalnie na te okazję tobołek i zamknął cicho drzwi przeszklonej werandy, przesiąkniętej mocnym zapachem miodu gryczanego.

Udał się do garażu. Odpalił silnik wiekowego już Tarpana Honkera i wjechał nim w głąb gospodarstwa, poza obręb trzech budynków, które ustawione były w kształcie wielkiej litery U. Podjechał do kilku uli, zapakował na tył auta tylko jeden z nich i odjechał. Po wjeździe na główną drogę skierował się na Wojsławice, wieś, która wsią w zasadzie już nie była. Kilkanaście lat temu wysiedlono stąd ostatnich mieszkańców, aby cały teren zaadaptować na potrzeby rozwijającego się ogrodu dendrologicznego, który to istniał tu od początku dwudziestego wieku, założony przez Ohaimba. Ohaimb botanik z zamiłowania odkrył, że na wojsławickiej wyżynie, na tym malowniczo pofałdowanym terenie panuje swoisty mikroklimat pozwalający rozwijać się azaliom i rododendronom, tak jak nigdzie indziej w promieniu kilkuset kilometrów. Niegdyś wznosił się tu na terenie zabudowań gospodarczych piękny neogotycki pałacyk, siedziba założyciela. Dziś z racji wielowiekowej tradycji narodowego ograbiania nie pozostało po nim nic. Po wojnie osadę przekształcono w PGR, a założenie parkowe zaczęto traktować jak większość poniemieckiej schedy, czyli po macoszemu. Teraz za to rozkwitało w pełnej krasie.

Kazik zjeżdżając z drogi prowadzącej na Strzelin w kierunku Wojsławic, wyłączył główne światła samochodu. Dalej, powoli jechał na pozycyjnych. Znał drogę bardzo dobrze, zresztą było to jedynie dwieście metrów asfaltu. Podjechał pod bramę, wyciągając z kieszeni latarkę. Wysłał z niej trzy krótkie sygnały w stronę stróżówki. Brama zaczęła się otwierać. Nocny strażnik kiwnął głową porozumiewawczo, stojąc w progu drzwi budynku, w którym jedno z pomieszczeń zaadaptowano na kasy biletowe. Kazik również kiwnął głową, po chwili wjechał dalej. Na ogromnym placu na spotkanie wyszedł mu elegancki jegomość w średnim wieku. Kazik zatrzymał wóz kilka metrów od niego. Wysiadł.
– Dobry wieczór, panie Dąbek – powitał kierowcę doktor Ignacy Jaśmin. […]


Zobacz także:
Znów oddaje Kapelmajster temu miastu hołd – recenzja “Innego Miasteczka”