Mariola Mikołajczak – Płowdiw. Klucze do miasta

Są takie miasta, które znają wszyscy i wiedzą o nich dużo, nawet jeśli nigdy tam nie byli. Napisano o nich setki książek, nakręcono tysiące filmów i filmików, uwieczniono na milionach fotografii. Są też takie, o których wiedza powinna być bardziej powszechna, ale znają je tylko nieliczni. Kiedy się o takich miastach myśli, ma się dwoiste odczucia, bo chciałoby się, żeby były bardziej znane, a jednocześnie niepokoi myśl, że mogłyby tam zjeżdżać tysiące autobusów wypełnionych ludźmi uprawiającymi tak zwaną turystykę komercyjną, czyli jeżdżących bez sensu po świecie. Tacy turyści – którzy patrzą, ale nie widzą, a nawet kiedy zobaczą, to nie rozumieją – nie są tu potrzebni. Byłoby najlepiej, żeby miasto pozostało takie, jakie jest, by nie zmieniało się zgodnie z gustami kolejnych hord turystów i pod ich naporem. Niech Płowdiw będzie taki, jak teraz. 


Drewen i weczen – mówią o Płowdiwie Bułgarzy – „starożytny i wieczny”. Trwający wciąż, od tysięcy lat. Nikt zresztą dokładnie nie wie, jak długo, są tacy, którzy twierdzą, że to rówieśnik Troi i Myken. Zmieniający nazwy i gospodarzy, strojący swoje ulice w domy o wciąż nowych kształtach, budowane z coraz to nowocześniejszych materiałów. Rozrastający się i rozlewający coraz szerzej po Nizinie Trackiej, a wciąż dziwnie przytulny, mimo wielu już nakładających się na siebie kulturowych warstw. Zamieszkiwany przez kolejne narody, ale zawsze wieloetniczny. Nowoczesny, chociaż wtulony w swoją historię, anachronicznie orientalny i na przekór wszystkim operujący starymi, tureckimi nazwami.

Założyli go Trakowie i nazwali Eumolpią, gdyż według legendy pierwszym tutejszym władcą był mityczny Eumolp, syn Haemusa i Rodopy, od których imion przyjęły nazwę dwa niedalekie pasma górskie. Dużo później, gdy od 342 roku przed Chr. rządził tu król Macedończyków Filip II, na jego cześć nazywano miasto Filippopolem. Kiedy Trakowie odzyskali władzę nad zmienionym przez Filipa miastem, nadali mu nową nazwę – Pulpudewa, którą kilkaset lat później Słowianie przekształcili po swojemu i tak pojawił się Płowdiw. Wcześniej, objąwszy władzę nad obszarem rozciągającym się na południe od Dunaju, Rzymianie przemianowali je w I wieku po Chr. na Trimontium, sugerując, że jest położone na trzech wzgórzach i uczynili głównym miastem swojej nowej prowincji – Tracji. Przebiegała tędy jedna z najważniejszych rzymskich dróg – Via Diagonalis, ciągnąca się od Singidunum (w dzisiejszym Belgradzie) do Biznacjum, osady rybackiej u zbiegu dwóch mórz, która trzysta lat później miała stać się Konstantynopolem, stolicą nowego imperium. 


Mariola Mikołajczak – profesor nauk humanistycznych, slawistka, bułgarystka. Pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej zainteresowania naukowe skupiają się wokół historii języka bułgarskiego i innych języków południowosłowiańskich, a także dialektologii historycznej i związków języka z folklorem. Jest autorką kilkunastu książek naukowych i popularnonaukowych, redaktorką tomów zbiorowych, tłumaczką dzieł dawnej literatury słowiańskiej. Jest też autorką wydanych przez Mamiko dwóch książek beletrystycznych o tematyce związanej z Bałkanami: „Powiedz mi swoje imię” (2011) oraz „Bałkański szkicownik” (2016), a także popularnonaukowej “Bałkany magiczne” (2023). Kilka jej opowiadań zostało opublikowanych w bułgarskich czasopismach literackich. W wolnych chwilach tłumaczy na język polski utwory pisarzy współczesnych. Za przekład „Ballady o lutniku” Wiktora Paskowa (Wydawnictwo Poznańskie 2020) otrzymała nagrodę Związku Tłumaczy Bułgarii.