To tom wierszy pisanych z potrzeby przyszpilenia myśli, emocji, drobnych obserwacji codzienności. Rymy pojawiają się tu jako narzędzie porządkowania doświadczeń: czasu, relacji, ciała, starzenia się, pamięci i niepokoju. Obok wierszy autotematycznych są tu także teksty o kobietach, rodzinie, depresji, naturze i przemijaniu. Całość układa się w zapis życia widzianego z perspektywy dojrzałości, z powracającymi niczym księżyc motywami i pytaniami.

Teresa Dróżdż-Muszyńska
Zaczęło się dawno temu — przez narodziny w Sosnowcu, zamieszkiwanie w Ząbkowicach Będzińskich (obecnie Dąbrowa Górnicza), przez Liceum Technik Plastycznych w Katowicach, Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie i specjalizację Architektury Wnętrz. Czas upływał albo biegł (zależnie od sytuacji lub kreacji), wśród rodziny, znajomych, przyjaciół — przez Kluczbork, Opole. Pomiędzy projektami i realizacjami wnętrz: kawiarni, restauracji, sklepów, biur, lokali prywatnych, bibliotek, sal szkolnych, kościołów itp. Oraz drobnych elementów grafiki użytkowej, ściśniętych wśród blejtramów, akryli, akwareli. Aż po pracę z młodzieżą w Liceum Plastycznym w Opolu i doktorat na Wydziale Architektury Wnętrz ASP we Wrocławiu.
A rymy?
Od kilku lat przychodzą,
Odchodzą, wracają,
I czasem zostają
By… mościć się w słowie












