Osiedle we Wrocławiu naszkicowane lekko i z humorem. Bohaterami są mieszkańcy: żyjące w świecie fantazji dzieci, nienadążający za zmianami staruszkowie, szukający swoich tożsamości trzydziesto- i czterdziestolatkowie, bezimienni właściciele psów, sklepikarze, bezdomni poszukiwacze złomu. Książkę można traktować jako powieść lub zbiór opowiadań. Bohaterem są także miejsca, w których rozgrywa się wesoła, a czasem melancholijna akcja. Piwnice pełne klamotów, mieszkania, osiedlowe sklepy oraz samo miasto stają się areną wydarzeń, wspomnień, zabawnych historii. “Szaro, ale błękit” to proza pełna poetyckiego polotu, ale również oryginalnych finałów historii i zaskakujących pomysłów. Niektóre fragmenty mają charakter filozoficznego rozważania z przymrużeniem oka o małym życiu osiedli, których w Polsce są przecież tysiące.Read More →

Istnieją książki, które są wartościowe dla wszystkich i każdy ukorzy się przed ich mocą? Niektóre z nich w złotej klatce świętości chronią grupy bojowników, zapisy prawa, społeczny ostracyzm, karzące oko autorytetów, które gapią się ze ścian. Mimo tych regularnych kanonicznych zasieków, niejeden potraktował „Biblię”, „Don Kichota” czy „Wojnę i pokój” szybkim żołnierskim splunięciem. Sprawa ta wydaje się kluczowa w kontekście książki Justyny Nawrockiej. Czy jej „Paragon” jest uniwersalnie niezłą rzeczą, czy jednak, żeby się do niej dobrać, wskoczyć na jej grunt, trzeba być „jakimś” i mieć doświadczenie w „czymś”? Ale po kolei. Nawrocka, co charakterystyczne dla debiutantów, rzuciła się w wody swojej pamięci, chcąc dorwaćRead More →

Trzeba przyjść przed dwunastą, aby dostać jeszcze pierogi ruskie w dwóch barach przy rynku. W znanej kawiarni jej właściciel uprawia prestidigitatorskie sztuczki, zamieniając dwadzieścia metrów kwadratowych patio w scenę znaną z włoskich filmów. W oknach i na ławkach siedzą emeryci i renciści, wyciskając z każdej sekundy obserwacyjne maksimum. Nad miastem wbitym, jak meteoryt, pomiędzy wzgórza czeka w lesie Dolina Muminków, czyli skalna wyrwa, gdzie robiło się ogniska. Dzwony i hejnały zatrzymują czas na coraz bardziej pustych, oblanych słońcem, kamiennych uliczkach, aby za chwilę poderwać gołębie do lotu. Można byłoby tak dłużej, ale każda noworudzianka i każdy noworudzianin szybko odczytają kody, którymi sypie jak z rękawaRead More →

Żartują sobie ze mnie – myślała – taka wieś nie może istnieć, nie w tych czasach, nie pod koniec dwudziestego wieku. Oczywiście wiedziała, że w niektórych zakątkach Bałkanów czas stanął w miejscu, ale żeby aż tak? Angeł i jego koledzy na pewno przesadzają, chcą się przed nią popisać i wymyślają jakieś dziwne historie! Angeła znała zaledwie od dwóch tygodni i trudno powiedzieć, że się zaprzyjaźnili. Rozmawiali ze sobą kilka razy i tyle, dlaczego więc zaproponował jej ten wyjazd? Owszem, rozpościerał przed nią ogon pawia, jak prawie każdy Bałkańczyk, ale popisywanie się zapyziałą, zacofaną wsią, to już chyba byłaby przesada. Chcą ze mnie zakpić i zabawićRead More →

Czasem wcale nie chodzi o to, żeby wykorzystać popularny, publicystyczny temat. Ważniejsze jest opowiedzenie swojej historii, którą w tym wypadku jest wychowywanie się w “bardzo niecodziennej komórce społecznej”. Jaki wpływ na dzieci może mieć to, że jeden z rodziców traktuje rodzinę tylko jako szansę na ukrycie swoich prawdziwych preferencji seksualnych? Liliana Kłos opowiada w stu procentach prawdziwą historię i zadaje bardzo trudne pytania, na które brakuje łatwych odpowiedzi. Poznajcie bliżej tę zadziwiającą opowieść.Read More →

„Homodestructus: czyli jak być nie powinno” to powieść psychologiczna, opisująca w stu procentach prawdziwe, traumatyczne wydarzenia, które miały miejsce bezpośrednio w życiu autorki. Tekst powstał wskutek zastosowania twórczości literackiej, jako formy autoterapii i stanowi pewnego rodzaju wyznanie, przełamujące tematykę tabu, jakim jest ukrywanie się homoseksualnego rodzica w ramach tradycyjnej rodziny. Jaki może mieć to wpływ na jej członków? „Homodestructus” przedstawia wstrząsającą odpowiedź na to pytanie. Wstęp Przed wielu laty francuscy naukowcy przeprowadzili bardzo okrutny eksperyment: wrzucili do wrzącej wody żywą żabę. Płaz poparzony wyskoczył z wrzątku, by ratować swoje życie. Reakcja żaby była naturalna i logiczna. W drugiej części doświadczenia wrzucono inną do zimnej wody,Read More →

Całe szczęście, sklep jeszcze otwarty. Pani Hania pracuje, świątek, piątek czy niedziela, kaska brzęczy. Jedenastego listopada też brzęczy, w końcu niepodległość uczcić trzeba, Piłsudski jak z Magdeburga wrócił, też pewnie czcił. Dwunasta w południe minęła, napić się można, więc idę do pani Hani, pani Haniu, żołądkową pani da. Niestety żołądkowej nie ma, wyszła. Pani Hania rozkłada ręce, takie święto, pan popatrzy, panie Mrozku, naród rocznicę czci. Żeby tylko nie zaczęli czcić jak w zeszłym roku, obrusza się z głębi sklepu pan Henio, znowu kostką brukową będą rzucać, psia mać. A co pan, zabronisz, wyrywa się pan Gutek, piastujący w objęciach dwie flaszki, niech demonstrują sobie.Read More →

Jechaliśmy rankiem do Wałbrzycha przez oblepiony śniegiem postindustrial. W fabrycznych budowlach przez wybite okna wystawiały głowy młode brzozy. Wszystko, co cenne, było doszczętnie opędzlowane przez pokolenia nieustraszonych ludzi z niewielkimi wózeczkami napędzanymi kołami od rowerów. Pomiędzy resztą wykwitły zachodnie stacje benzynowe, karłowate piekarnie i domy starców, małe warsztaty samochodowe reklamowane pociętymi kawałkami blachy, która ma przypominać auta w ruchu zawieszone w próżni. W plecaku obijały się o siebie buteleczki z czarnym płynem, wyłuszczałem bratu szczegóły wypadu: „mamy stówę od matki, więc na pierwszy nocleg jest. Meldujemy się, idziemy na deptak, szukamy drużyn starszych babek. Uśmiechamy się, przymilamy się, proponujemy produkt, opychamy produkt. „Za ile?”, bratRead More →

Giordano Bruno i Giacomo Casanova leżą w miejscu kaźni przykuci do machin torturujących. Wymieniają między sobą zabawne uwagi, dyskutują ze swadą ze Świętą Inkwizycją, porównują mordercze rozciąganie ciała do stretchingu. To nie początek amerykańskiej komedii z lat 80-tych ani scena z twórczości Gore Vidala, postmodernisty, który lubił pop-kulturowo odświeżyć wydarzenia historyczne, ale fabuła „Heretyków”, tytułowego opowiadania Krzysztofa Rytki. Autor zabiera nas w swoim zbiorze w podróż po wielu gatunkach opowiastek. Mamy bajki z przymrużeniem oka („Miodek”, „Pan M.”), śledztwa dziennikarskie („Wyspa lemurów”, „Kuraki”), trawestacje znanych historii („Latarnik”, „Rybak”), narracje Bahdajo-podobne („Przygodowcy”, „Jeziorany”), prozy poetyckie („Okna”), historyjki popularnonaukowe i fantastyczne („Odwiedziny u Sanczeza”, „Aureola”), alegorie („Raport kreatora”),Read More →

Jeśli porównalibyśmy prozę do pomieszczenia, moglibyśmy wyróżnić wiele różnych przestrzeni: zimne kostki, zabałaganione strychy, miejsca swojskie, nieprzystępne lub takie, które są poddane całkiem innym zasadom logiki, czasu czy grawitacji. Kłopot pojawia się wtedy, gdy funkcjonalność pomieszczeń miesza się z ich estetyką oraz skłonnością do zabawy czy szaleństwa architekta. Wchodząc do kuchni, zwykle nie oczekujemy w niej sedesu, małego basenu czy trampoliny. Idąc do domu strachów, dziwności, gabinetu luster, chcemy widzieć rzeczywistość zakrzywioną, poddaną niecodziennym pryncypiom. Oczywiście może istnieć dobra literatura, która będzie niczym zimny betonowy pokój albo mieszkanko starszej pani, owładniętej mocnym syndromem horror vacui. Gdy odczuwamy jednak brak albo nadmiar, naturalnie coś się wRead More →