Wojciech Wilhelm Zhang-Czabanowski – pisarz, poeta, wykładowca, przedsiębiorca, juhas i człowiek renesansu – podjął się misji zamknięcia jednego roku swojego życia w formie 52 sonetów, po jednym na każdy tydzień. Trzymał się przy tym sonetowych prawideł: 14 wersów w układzie 4+4+3+3, choć pozostał daleki od regularnych rymów i klasycznie grzecznych tematów. W rygorystyczną formą sonetu wpuścił współczesne życie w różnych jego przejawach. Zapraszamy do przeczytania kilku wierszy z tego nowo wydanego tomu:Read More →

“Sonety Kościeliskie” powstawały przez rok: pięćdziesiąt dwa sonety, jeden tygodniowo, tyle ile tygodni w roku. Był to rok 2020. Cykl ma formę fugi literackiej. Pięćdziesiąt dwa sonety rozmieszczone są na dziesięciu osiach tematycznych odpowiadających planetom — każda planeta to osobna sfera życia: władza i tożsamość, emocje i etyka, praca i finanse, miłość i kultura, ciało i natura, rodzina i tradycja, czas i porządek, wiedza i nauka, twórczość i sztuka, religia i śmierć. 2.3 ZWIERZĘCE METAFORY Blaszany przyjaciel, włączany na guzik,Pełen przełączników zerojedynkowychPredefiniowane skórki obudowy,Czujniki termiczne w dłoniach i na skórze. Nie ma regulacji – model zabytkowy.Radziecka licencja, ale pamięć w chmurze.Nowe podzespoły w tej aparaturzeKtośRead More →

Zdarzają się zbiory wierszy, w których wersy jawią się jako nonszalancko podawane przez autora. I takie jest pierwsze wrażenie z lektury “ziemi, nieba” Łukasza Szopy. Jednak już po chwili z tej “poezji zwykłości” wyłaniają się twarde tony, a życiowe drobiazgi, którymi upstrzone są te utwory, uderzają w serce jak głazy. Zapraszamy do przeczytania kilku wierszy z nowo wydanego zbioru:Read More →

„ziemia, niebo” to tomik zakorzeniony w konkrecie: w stacji benzynowej w Kiseljaku, w godzinie 19:40 nad Atlantykiem, we włosie mamy znalezionym między stronami Mickiewicza, w zakładanych po raz ostatni skarpetach z alpaki. Szopa zbiera chwile, które inni uznaliby za zbyt pospolite, i właśnie w nich zapisuje miłość, bliskość, śmierć i humor. Jego wiersze nie wrzeszczą w niebogłosy, raczej milczą razem z bohaterami, trzymają kogoś za rękę, gdy zasypia, wychodzą rano na balkon. Ziemia i niebo nie są tu metaforą, lecz granicami pola, na którym rozgrywa się całe nasze małe, uparte życie. NAD SAWĄ Skoszone kłosy trawyna płaskim przybrzeżnym polu.Rzeka sunie spokojnie, szeroko,z lewej leży most,Read More →

Najłatwiej byłoby nazwać „Ułamek wieczności” poezją podróży, pamięci i kobiecości. Problem w tym, że ten tomik szybko wymyka się takim etykietom. Obok Galway, Sewilli, Edynburga czy Bordeaux równie ważne są tu: kawa przed lotem, walizka z zacinającym się kółkiem, chipsy na święta, second-hand czy kot zaglądający do piekarnika. Małgorzata Kozłowska-Doczyk nie szuka poezji w “muzeach wzniosłości”. Interesuje ją bardziej to, co wydarza się “tu i teraz”, co jest zanurzone w metafizyce chwili. To książka o ciągłym ruchu: między miejscami, językami, wspomnieniami i kolejnymi wersjami siebie, choć pod warstwą kolorów, muzyki i podróży kryją się tu także ciemniejsze tony, takie jak lęk, strata czy przemijanie. ToRead More →

Przed rokiem zostaliśmy zaproszeni na przechadzkę po „Piksel Garden“. Nie był to jednak leniwy, niedzielny spacer po mocno wydeptanych poetyckich ścieżkach. Cezary Lewanowicz to zimny ogrodnik i musieliśmy wielokrotnie przerzucić jego wersy, aby poczuć, jak powoli spulchniają się w nich znaczenia. Minęło kilka pór roku i na świat przyszła „Kwantofrenia“, poetycka opowieść o świecie, w którym człowiek jest tylko jednym z gatunków przybitych szpilką do styropianowej podkładki – obok jemioły, cukrówki czy skarabeusza – przez naszą dziwną skłonność do wiecznych opisów, wyliczeń i klasyfikacji. Poznajcie ten zaskakujący zbiór:Read More →

“Kwantofrenia” Cezarego Lewanowicza jest niczym system zarządzania życiem, w którym każdy organizm – od człowieka po jętkę i jemiołę – dostaje swój kod i zostaje wciągnięty w chłodną logikę katalogu. Efekt jest niepokojący. Bo kiedy człowiek pojawia się tu jako jeden z wpisów: powtarzalny, wariantowy, pozbawiony uprzywilejowania, coś zaczyna się kruszyć. Ta pozycja, perspektywa, z której zwykle opowiada się o świecie. To już nie antropocentryczne gadanie przez mikrofon, to automatyczny raport z wszechistnienia. Autor gra w podwójną grę. Z jednej strony podszywa się pod kwantofrenicznego naukowca, stąd te wszystkie numery, indeksy i taksonomie. Z drugiej podkłada pod to miękką, lepką materię: ciało, rozpad, przemoc, niepokój,Read More →

Iwonę Świerkulę poznaliśmy dzięki jej egzotycznej poezji, która kwitła w książkach takich jak: Tym razem wybieramy się z autorką na Daleki Wschód, na Jedwabny szlak:Read More →