Bo ten tomik ma w sobie coś z zielnika prowadzonego po wielkiej katastrofie. Wkleja się do niego nie tylko liście, ale też resztki winy, językowe narośla, martwe metafory, domowe przyprawy, które nagle okazują się jedynym „rajskim ogrodem”. Kiedy pada: „nie znam innego ogrodu / niż ten”, brzmi to jak wyrok wydany przez zawiedzionego kolekcjonera, który przestał udawać, że ma dostęp do „czystej natury”. Natura w „Kwantofrenii” nie jest pocztówką podszytą chlorofilem, jest ciałem obcym i własnym jednocześnie: korą, błotem, sierścią, mazią, pancerzem. Jest tym, co poprzedza człowieka i pewnie spokojnie go przeżyje, nawet jeśli człowiek będzie jeszcze przez chwilę nerwowo machał rękami w przekonaniu, że „zmienia świat” i czyni sobie ziemię poddaną.
Zapraszamy do przeczytania całego tekstu o zbiorze wierszy Cezarego Lewanowicza:












