Maurycy Dudek – Przyzwoici ludzie

Maurycy Dudek jest z zawodu prawnikiem, a z pasji publicystą. Autora fascynują podróże i tematyka szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu – Islam, kultura arabska, hebrajska i perska, zarówno w ujęciu historycznym jak i socjologicznym. Stąd wizyty autora w obozach dla uchodźców na terenie Niemiec i liczne podróże na szeroko rozumiany „Wschód”, gdzie do tej pory, pomimo nieprzerwanej aktywności zawodowej, spędził łącznie prawie dwa lata.

Bezpośrednio przed pandemią autor wędrował po Iranie, a w ubiegłym roku podróżował po Podlasiu śladami tamtejszych Tatarów, co zresztą skutkowało serią artykułów poświęconych terenom przygranicznym.

Pandemia zaowocowała ujęciem wieloletnich obserwacji autora w ramy powieści obyczajowej „Przyzwoici ludzie” o mieliznach integracji kulturowej. I o rafach małżeństwa.


– Zarób na bilet i wracaj do matki – powiedziała szorstko siostra i poleciła ją do sprzątania klatek schodowych na ich osiedlu. Zwolniono ją po tygodniu, informując na piśmie, że nie rozumie, co się do niej mówi i nie wykonuje poleceń. Potem miała pomagać jakiejś pani w prowadzeniu sklepiku. Ta wytrzymała z nią tylko jeden dzień:

– To miła dziewczyna, ale nie rozumie ani słowa.

W końcu, dzięki protekcji znajomych siostry, dostała pracę przy sprzątaniu terminali na lotnisku. Jej niemiecki był bardzo słaby, zaledwie kilka zwrotów, ale było tam kilku Polaków. Po polsku mówił też jej bezpośredni przełożony. Wszyscy sobie pomagali, wszyscy trzymali się razem, nawet razem chodzili na przerwy. Podczas przerwy śniadaniowej do Polaków dosiadali się też inni gastarbeiterzy. Tylko Niemcy jedli osobno.

Nie przeszkadzało jej, że chodzi z kolorowymi na kawę czy sernik. Może i pochodzi z małego miasteczka, no ale teraz jest w Berlinie. Tu jest inaczej. Nie odmówiła, gdy niski, uśmiechnięty facet, który obsługiwał halę odlotów w terminalu B i codziennie towarzyszył dziewczynom w czasie śniadań, zaproponował, że odwiezie ją do domu. Pewnie, niech odwiezie. Po co ma się tłuc czterdzieści minut U-bahnem.

Weszło im to w nawyk. Facet odwoził ją codziennie, gdy mieli tę samą zmianę. Nie rozmawiali zbyt wiele. Bariera językowa. On zaproponował angielski. Mówił, a ona milczała, próbując domyślić się, o czym opowiada. Był bardzo cierpliwy. Powtarzał wielokrotnie i powoli trudne słowa, szukał łatwiejszych wyrażeń, machał rękami. Miły człowiek. Już po tygodniu zaprosił ją na kolację. Nie odmówiła. Nikt jej nigdzie nie zaprosił od czasów dyskotek.

Poszli do tureckiej restauracji w centrum. Zgiełk. Stoliki przy wielkiej witrynie. Cała sala wyłożona kafelkami z etnicznym wzorem. Otwarte stoły kucharzy, przeszkolone lady. Ciasnota i bardzo dużo ludzi. I w tym hałasie on zaczął opowiadać jej, że pochodzi znad Morza Śródziemnego, jest żonaty z Niemką, że właśnie wyprowadza się z domu, wynajmuje kawalerkę i że złożył pozew o rozwód. A ona? […]