„Ciało Obce” to tom wierszy i prozy poetyckiej o doświadczeniu życia na pograniczu: między językami, krajami, rolami i historiami, które próbujemy o sobie opowiedzieć. Tytułowe „Ciało Obce” nie oznacza wyłącznie tego, co odrzucone. To także to, co początkowo wydaje się nieprzynależne, a z czasem zostaje rozpoznane jako część własnej historii. W medycynie ciało obce bywa źródłem bólu, ale może również uruchamiać proces gojenia. Podobnie dzieje się z pamięcią, emigracją, traumą i spotkaniem z drugim człowiekiem. W moich tekstach ciało staje się miejscem, w którym zapisują się doświadczenia przekraczające granice języka. Poezja nie służy tu wyjaśnianiu ani pocieszaniu, lecz uważnemu towarzyszeniu temu, co nie daje się łatwo nazwać. To książka o stopniowym rozpoznawaniu, że to, co obce, nie zawsze wymaga usunięcia. Czasem właśnie ono pozwala lepiej poczuć własne granice i odnaleźć drogę do domu.
Kolęda dyżurowa
Wśród nocnej ciszy
Nocnego dyżuru
Pod nocy osłoną
Podłoga liczy niezliczone kroki
Ściany korytarza odbijają echo – by się głos mógł rozchodzić:
– niestety…, niestety…, …stety
– nie udało się…, …udało się, …udało
Zegar ma pełne ręce roboty przed
wizytą Zegarmistrza Światła
Na nocnej zmianie
w ratunkowym pogotowiu
Zachodzi zmiana, która już się nie odstanie
Wiszą w pogotowiu czekając
– biały fartuch
– przepraszam
– niestety
– zestaw wstrząsowy
– zestaw do znieczulenia
nie mylić ze znieczulicą
Przez lód
Najpierw był pokój w remoncie,
ściany rozpięte jak zdania
które nie chcą się jeszcze domknąć.
Miałam Cię czegoś dziś uczyć
lecz wyszliśmy, bo wiedza dziś
nie mieści się w pomieszczeniach.
Śnieg.
Las.
Torfowiska.
Cienka lodu warstwa.
Mówisz:
“idź pierwsza
lód jest kruchy,
ale bezpieczny.
Są już ślady
tych, którzy przeszli dziś rano.
Nie zapadł się, nie skruszył”.
Więc stawiam stopę
uważnie ruszam.
Idziesz za mną
i jest nam tak spokojnie
w tej drodze.
Na końcu ścieżki
nieduża budka.
Para z aparatem –
dużym obiektywem
niemrugającym okiem.
Mówią:
z roku na rok więcej śmieci
w siedliskach ptaków
Pokazują zdjęcie:
dwa młode bociany
po szyję
w plastikowych butelkach.
Nie krzyczą i
nie oskarżają.
A ja wiem,
że to nie jest koniec drogi
tylko moment,
w którym nie wolno już
odwracać wzroku.
Lód pod stopami trzyma
na razie a ptaki
czekają
aż ktoś poniesie ten obraz dalej.

Magda Szczepańska
Jestem lekarką i poetką. W swojej pracy i pisaniu interesuję się miejscem spotkania ciała, języka i doświadczenia granicznego. W swojej pracy łączę medycynę z podejściem opartym na uważności ciała, coachingiem somatycznym i terapią czaszkowo-krzyżową. Mam za sobą doświadczenie wielu emigracji i powrotów. W 2026 roku zostałam zaproszona do pracowni „Przed Debiutem Wierszem” w ramach Połowów Biura Literackiego. Obecnie mieszkam i pracuję między Wilnem, Poznaniem i Suwalszczyzną.












