Świat nie runął, tylko się rozszczelnił. Na pierwszy rzut oka wszystko działa: praca, zakupy, rozmowy. A pod spodem ciągnie się przemoc, wojny, zmęczenie, coś nienazwanego, o czym nie chcemy już nawet słyszeć w naszym codziennym zabieganiu. Widzimy to i uczymy się z tym żyć. Nie z przekonania, raczej z bezwładu. To nie wielkie zło jest tu najważniejsze, tylko ta cicha, lepka zgoda, która pozwala mu trwać.
Język już nie jest w stanie tego opowiedzieć. Słowa się zużyły, krążą bez znaczenia. A życie idzie dalej obok rzeczy, których nie da się pomieścić: ktoś ginie, ktoś inny wraca do domu z zakupami. Ciało reaguje szybciej niż głowa: napięciem, bólem, lękiem. Czasem coś się jednak rozjaśni w umyśle, ale tylko na chwilę. Reszta to po prostu trwanie w świecie, z którego zdążył zdezerterować sens. Czas na ciche “Post Mortem”.
Niekiedy
Niekiedy umierając można iść ulicą
innym razem opowiadać milcząc
w dzień powszedni czerpać z tajemnicy
budząc się nad ranem śnić koszmar we krwi
na niewygodnym krześle opuszczać miasto
głodując od zimy sycić się wolnością
stojąc na baczność uciekać w popłochu
kulawym krokiem nabierać odwagi
bystrym i sprawnym nie rozumieć niczego
podnosząc sztandar grzebać zasłużoną chwałę
cieszyć się poklaskiem kryjącym nienawiść
zapadać w sobie pozbawionym wnętrza
dniem i nocą przeć do fałszywego celu
znaczyć mniej niż proch a rozsiewać blask
Słowo
Jest słowo
które wydaje się najcięższe
otwiera piekło
pali na popiół
a następnego dnia wypowiada się drugie
które jest jeszcze cięższe
gorętsze
z krtani diabła
a niedługo potem wybrzmiewa
jeszcze inne słowo
We wsi
We wsi nieufność
miejscowi krzywo patrzą na przyjezdnych
sklepowa ledwo się odzywa
kto kim skąd i co myśli
jedni ścinają drzewa
drudzy ciągnikiem w pole
jedni gołębiarze
inni na emeryturze
po zakupy do miasta
sklepy przy wąskiej ulicy
– ceraty nowe wzory
Kup-ciuszek z używaną odzieżą
na poczcie opodal dworca
nieustanna niema kolejka
chyba że aktywistka korony
wyklina na Unię
pod górę do kościoła
w dół po rządowe paliwo
posmoleńskim rondem
dokoła dokoła
Jarosław Woźniczka jest autorem pięciu tomów poetyckich: Wspólny prysznic (Klub Muzyki i Literatury, Wrocław 1999), W płynie (Oficyna Wydawnicza Klubu Muzyki i Literatury, Wrocław 2002), Burza (Akwedukt Oficyna Wydawnicza Klubu Muzyki i Literatury, Wrocław 2004), Nieodwracalne (Mamiko, Nowa Ruda 2011) i Mój Chrystus Ukraina (Mamiko, Nowa Ruda, 2024).












