Andrzej Podgórski – Korytarze

„Korytarze” wiodą przez dom pełen luster, książek, ogrodów, mitów i cudzych głosów, ale najwięcej dzieje się tutaj pomiędzy słowami. Język raz próbuje uporządkować świat, za chwilę sam zaczyna się plątać, powtarzać i podważać własne znaczenia. Pod warstwami erudycji i gier wyobraźni stale czuć tu coś bardzo prostego: lęk przed przemijaniem, potrzebę dotknięcia rzeczywistości i podejrzenie, że każde jej nazwanie trochę ją fałszuje. Jest w tych wierszach zachwyt nad sztuką, ale także nieufność wobec jej gestów, póz i wielkich słów. Autor „chodzi po kulturze” jak po starym domu – zagląda do kolejnych pomieszczeń, przestawia przedmioty, otwiera drzwi, czasem gasi światło. A korytarz ciągnie się dalej i dalej, chyba w nieskończoność…


KORYTARZ 66.

oczy mu twardniały
zawieszali je na nitce
bywało lekkie jak cień
w tym ogromnym domu
bywało niedostrzegalne

wołane od mglistego ogrodu
obojętnie lecz bez wahania
przykładając palec do ust
zaglądało do biblioteki
w sen każdego nieba

przyciągam szaleńców i zwierzęta
z wnętrza zakurzonej przestrzeni
epileptyk przestrzegał naiwnych
pozwalało sobie na szybki uśmiech
i wycofywało się w głąb korytarza

*

żart rozbijał szczęście
pies nie spocznie przy namiocie
dusze nie będą przemawiały
dni nie staną się dogodne
ciało nie napotka oporu ciała

*

czasem ukrywało się w mosiądzu
na końcu ruchomej spirali zdarzeń
lub w spojrzeniu zegara na zegar
albo banalnie w skrawkach bibułkowego papieru
zawsze w samej istocie świata

sunęło z majestatyczną powagą
skrzydła rozpościerając na stole
przełykając perłowy paciorek strachu
z roztropną powściągliwością
przeliczało pozostałość niestrawnych okruszyn

wiło się we własnych ramionach
próbując wcielić się w dotyk
gotowe przyjąć chleb sól i wino
w tym błogosławionym zakątku ciszy
widocznej niewidzialności ducha

*

pośród zwojów brudnych prześcieradeł
zasobnych w obumarłą wiedzę
wśród słów padających na ziemię
czarnych peleryn ospałego błysku
pośród głów opadających na ziemię

*

rozwiewane przez podmuchy ogrodu
w pokornej ceremonii codzienności
niczym stado wypłoszonych jaskółek
ruchem bezwładnego chaotycznego kłębu
okalało krągłość tandetnych globusów

przez nikogo nie rozpoznane
wstydliwie zerkało i sztywniało
rozczarowane ulotnością działania
dotykając chłodu lustrzanych ścian
bawiło się szepcąc z tapetami

nie poznawszy geometrii ani pogardy
zakorzenione w oknach labiryntu
podglądało pionowy ruch kamienia
poziomą koncentryczność fal
trwało w zachwycie nad ciemną taflą stawu

[…]


Andrzej Podgórski – (ur. w Płocku 5 stycznia 1971 roku) – przerwał studia filozoficzne w Uniwersytecie Wrocławskim wiele lat temu i wciąż trwa w tym postanowieniu. Zadebiutował powieścią o wieloznacznym tytule Szeba, której akcja dzieje się w starożytnym Kanaanie, natomiast narracja wciąż nie odnalazła własnego czasu. Od wielu lat jest cichym obywatelem miasta Wrocław i nie narzeka z tego powodu.