Znów oddaje Kapelmajster temu miastu hołd – recenzja “Innego miasteczka”

Niektórzy pisarze tworzą sobie laurki, aby przeglądać się w nich jak w lustrze, inni piszą o pewnych ludziach, próbując z ich pojedynczych losów wyprowadzić uniwersalne konstrukty znaczeń. Są też tacy, którzy wyznają miłość danym miejscom na świecie i zamiast kłócić się z losem oraz przygodnością, wrzucającą człowieka w określony tunel rzeczywistości, składają hołd miastom, regionom czy zaułkom, w którym przyszło im się urodzić. Oczywiście podobne ścisłe podziały autorów na regionalistów, uniwersalistów czy “wsobniaków” nie mają wielkich pretensji do bycia prawdą objawioną, jednak wciąż u pewnych pisarzy zauważalne są takie, a nie inne tendencje i stosując zasadę grubej kreski oraz publicystycznego skrótu, można usadzić ich w wygodnej szufladce.

Jak w takim razie ma się sprawa z Michałem Kukułą i jego “Innym miasteczkiem”? Właśnie tak, jak sugeruje to tytuł tej książki – niemczański autor staje się w niej czułym eksploratorem terenu, na którym się urodził i przeżył lwią część swojego życia. Nie jest to jednak reporterska robota czy próba oddania wszystkich zawiłych szczegółów z historii Niemczy, tylko dzika zabawa, w której autor skorzystał z materiału historycznego oraz swoich doświadczeń, aby stworzyć malownicze, atrakcyjne i często zwariowane opowieści. Kukuła z niewielkiego miasteczka, kojarzonego przez niektórych z Krzysztofem Piątkiem, strzelającym z karabinków w Serie A, ogrodem botanicznym w Wojsławicach czy rozklekotanymi busami, które codziennie przemykają przez Niemczę w drodze pomiędzy Wrocławiem a ziemią kłodzką, tworzy scenę pełną fantazji, dziwności oraz magii.

Pobudzona wyobraźnia pozwala Kukule na zupełnie bezpretensjonalne zbieranie faktów z historii Nimptsch (tak nazywała się Niemcza przed 1946 rokiem) i wytwarzanie na ich podstawie opowieści, w których prawa fizyki, chronologii i prawdopodobieństwa nie mają żadnego znaczenia, ponieważ liczy się tu raczej fantazja i klimat rodem z pisarstwa spod znaku realizmu magicznego. Autora nie opuszcza przekonanie o tym, że jeśli przez polityczne decyzje na szczycie pewien teren z dnia na dzień staje się częścią innego kraju, to nie jest to działanie w pełni niewinne. Musi mieć to swoje odbicie w mentalności ludzi, którzy przybyli na Dolny Śląsk oraz pewnej duchowej atmosferze tego regionu. Kukuła nie poszukuje jednak za wszelką cenę (no może poza opowiadaniem „Futro”) w tym historycznym rozegraniu tylko wszechobecnej metafizyki długich kadrów, co na przykład miało często miejsce w pisarstwie Olgi Tokarczuk. Bliższe jest mu sowizdrzalstwo, zabawa gatunkami literackimi, świat Obywatela Piszczyka czy „Stacji Bielawy Zachodniej” Klimko-Dobrzanieckiego, który składał podobny hołd tekstylnemu królestwu, leżącemu u stóp Gór Sowich.

“Inne miasteczko” zwraca głównie uwagę sprytnie wykorzystywanymi gatunkami literackimi – proza przygodowa miesza się tu z sensacją, kryminałem, łotrzykowskimi podrygami czy pomysłami stricte fantastycznymi. Kukuła robi to, wymyślając odbywające się w wojsławickim arboretum eksperymenty z miksturami, magiczną drużynę Romów, która walczy, korzystając z czarodziejskich sztuczek, z niemieckim okupantem, czy tajemniczego niemczańskiego kompozytora gwiazd; tu pojawia się myśl zwieńczona pytaniem o to, co robiliby hollywoodzcy scenarzyści, gdyby to Stany Zjednoczone otrzymały po wojnie w spadku Ziemie Zachodnie. Kino Nowej Przygody z Spielbergiem na czele stworzyłoby wysokobudżetowe spektakle o bursztynowej komnacie, kompleksie Riese, złotym pociągu czy lądowisku w Ludwikowicach Kłodzkich. Jednak to nie oni dostali do swojego laboratorium opowieści takie kąski – dostał je Michał Kukuła, który wiedział, jak odpowiednio rozpakować ten ciężki historyczny bagaż.

Pisanie niemczańskiego autora jest bardzo plastyczne, namacalne, filmowe, skupione na stwarzaniu światów, w które z przyjemnością się wnika. Zatapiający się w tej książce musi być gotowy na obcowanie z niesamowitą mieszankę realizmu z fantastyką, co w żaden sposób nie rozstraja uwagi, ale daje po prostu sporo frajdy. To właśnie z przyjemnością i dobrą zabawą kojarzy się „Inne miasteczko”. Oczywiście, nie jest też tak, że Kukuła kompletnie odpuszcza „zadawanie wielkich pytań”, bo są fragmenty wskazujące na sporą świadomość autora względem historycznych sztanc, odbijających się na życiu jednostek i narodów, czy też kwestii realności zdarzeń, jednak na szczęście te „heideggeryzmy” ustępują na rzecz sprytnie realizowanych opowieści, za którymi chce się podążać.

To, co Michałowi Kukule dała Niemcza, teraz odzyskuje w artystycznej i zaskakującej formie. Nie każdy region czy miasteczko mają swoją opowieść, a wydaje mi się, że wszystkie potrzebują podobnego przepuszczenia przez filtr wyobraźni po to, by stworzyć nowe mity i w zwykłej, codziennej rzeczywistości zobaczyć niespodziewany walor. Warto się czasem zatrzymać i zobaczyć ten inny świat, inną historię czy też „Inne miasteczko”.