Apolonia Maliszewska

ul. Piastów 5/1
57-400 Nowa Ruda
tel. (074) 872 53-64
biuro@mamiko.pl

WYDANE KSIĄŻKI


2018

- Piotr Marcin Kraska - ROK END LOL
- Grażyna Bajer - Niepodległa
- Alicja Mielcarek - Pępowina
- Robert Jóźwik - Obiecuję ci niewidzialność
- Oskar Wiaderny - Przedwieczny
- Katarzyna Brzóska - Na północ
- Paweł Majcherczyk - Ponieważ
- Krzysztof Lutowski - Czytając poetów przeklętych
- Marianna Łopaciuk - Listopady
- Piotr Barański - Miasto roślinne
- Joanna Kocik, Karolina Deling - 5 minut, czyli 23 opowiadania dla zabieganych
- Justyna Nawrocka - Paragon
- Marta Sidorowska - Szeptanie duszy
- Bartłomiej Siwiec - 16 schodów
- Marek Kazimierz Siwiec - Blask
- Franciszek Olejniczak - Podgłosy
- Piotr Barański - RYM

2017

- Jola Gęsicka - Debut
- Krzysztof Bieleń - Pył zawieszony
- Aleksandra Zbierska - Biegnij
- Magdalena Bartoszewska - Pudełko z pomysłami dla kobiet na cały rok
- Mariusz Ropczyński - Kwestia wyboru
- Agata Sobczyk - Na Kujawach tuż po zmierzchu
- Barbara Korta-Wyrzycka - Kółko konsekrowanych wdów
- Karolina Wiaczewska - Mroczne postscriptum
- Maciej Sowicki - DAM
- Tamara Hebes - Tak myśli-cielsko
- Bartłomiej Siwiec - Matka i róża
- Zofia Mikuła - Nie goń mnie Alafufu
- Maksymilian Tchoń - Femme. Parafraza z pamięci
- Wojciech Graca - Ziarenka piasku
- Grażyna Bajer - Nie potrafię Cię pokochać
- Paweł Nowakowski - Między innymi
- Monika Sadowska - Naczynka i demencje
- Kamil Galus - Trzęsawiska
- Danuta Hein - Histeryjki obrazkowe
- Piotr Barański - Komunikacje
- Andrzej Trembaczowski - Złoty węgorz
- Patrycja Paterak - była.
- Grzegorz Marszałek - Apostołowie złej nowiny
- Karolina Wiaczewska - Kalecznicy

2016

- Klaudiusz Engelmajer - Dla twoich oczu
- Stan Florek - Miasto bez przystanków
- Marta Kucharska - Saudade
- Michał Trusewicz - Zakwity
- Bartłomiej Siwiec - Instrukcja zabicia ptaka
- Patrycja Paterak - Widzimisię
- Sylwester Gołąb - Garda
- Mariola Mikołajczak - Bałkański szkicownik
- Kochalina Miłosna - Kochanka w toalecie
- Krzysztof Rytka - Heretycy
- Rafał Rosół - Potrawa osłów greckich
- Zyta Bętkowska - Dwa chutory
- Jarosław Kapłon - Oswajanie chmur
- Agata Wielgołaska - Zaplanowane nieporozumienie
- Magdalena Lange - Lata po mnie rzeczywistość
- Krzysztof Szewczyk - Homo ferus
- Ksenia Szczepanik-Ładygin - Dom godzin
- Jakub Domoradzki - Wiersze, których nie lubi mój tata
- Piotr Tomczak - Starość szaf
- Piotr Barański - Tak jak tutaj
- Krystyna Alicja Jezierska - Gdy przyśni się dom
- Piotr Barański - Znowu
- Izabela Iwańczuk - Tyka ero
- Katarzyna Monel - Lalka taka jak ty
- Maksymilian Tchoń - Walkiria. Noc ciszy
- Piotr Woźniak - coś pomiędzy
- Grażyna Bajer - Przez zamknięte drzwi
- Ryszard Częstochowski - Martwa natura z łapką na osy
- Piotr Barański - Lekkie piosenki
- Damian Dawid Nowak - Wczesne dojrzewanie
- Piotr Marcin Kraska - Widoki z łóżka
- Piotr Barański - Poziom morza

2015

- Maksymilian Tchoń - "Http"
- Krzysztof Rytka - "Brulion"
- Piotr Piątek - Cały ten tłum
- Leszek Sobeczko - "Nieautoryzowane"
- Krzysztof Rytka - "Pionek"
- Grażyna Bajer - Zrozumieć życie
- Hanna Maria Jaworska - Portfolio
- Yolanda Podejma-Eloyanne - Zapisane najgłębiej
- Bartosz Sawicki - Stan alfa
- Tamara Hebes - Błąd paralaksy
- Teresa Małgorzata Wilk - "Limeryki słowne igraszki imienne fraszki"
- Damian Sawa - Moja wina
- Andrzej Trembaczowski - Opowieści o pstrągach
- Piotr Barański - Nocne południe
- Magdalena Joanna Wojciechowska - nieskończoność M.yśli
- Anna Świtaj - Ogród ciszy
- Patrycja Prochot-Sojka - BAJ-O-DUŻENIE
- Mariusz Ropczyński - Bez rezerwacji
- Krzysztof Bieleń - Błystki wahadłowe

2014


- Agnieszka Ziętara - "Stacja o niczym"
- Jacek Mączka - "Dróżnik"
- Barbara Elmanowska "Próby generalne"
- "Elis" - Witold Kiejrys
- Kornel Maliszewski - Sardynka
- Elżbieta Bajer - Mój dom
- Kasia Monel - Cyrograf
- Grzegorz Bursztyński - Gołębie rozmowy
- Piotr Zawadzki - Defenestracja
- Andrzej Trembaczowski - "Zatrzymana chwila"
- Paweł Fic - Siedem wzgórz Katowic
- Jerzy Lengauer - "Niepoprawnie subiektywny dziennik podróży"
- Olgerd Dziechciarz - "Przewrócona ósemka"


2013

- Bożena Kaczorowska - "Punkt obserwacyjny"
- Tomasz Urbowicz - "Wielolustro"
- Grzegorz Świątoniowski - Sód i Potas, Wierzę w Niespodziankę
- Grzegorz Świątoniowski - Propozycje. Misiek powiedział, czyli mądrość Zachodu.
- Elżbieta Lipińska - "Na końcu języka"
- Grażyna Bajer - Sercem pisane w bólu wydane
- Piotr Tomczak - Miłość, miłość, zapałki, książki i ikra
- Motyle nocy - Monika Gorzelak
- Piotr Stankiewicz - "Elementarz"
- Halszka Podgórska-Dutka - "Córcia"
- Przemysław Karpiński - Po nazwisku
- Młody Toruń poetycki. Antologia.
- Tadeusz Olszewski - "Owoc tarniny"
- MATEUSZ WABIK "Czarne msze za rzeczywistość"
- Mateusz Wabik - "Porażki poety z rynkiem pracy i kobietami"
- "Vermont" - Tadeusz Chabrowski
- Dariusz Dąbrowski - Metamorfozy
- Grażyna BAJER - ...Nie rzucim ziemi...
- Olgerd Dziechciarz - "Małopolski"
- Piotr Piaszczyński - Przerwa w podróży
- Grzegorz Świątoniowski - "Prometeusz"

2012

- Katarzyna Brzóska - Ukryte
- Witek Sułek - "Plantacja"
- Krystyna Łukasik - "Znowu prawda"
- Marek Pacukiewicz - "Budowa autostrady"
- "Tupot, świst, chrzęst" - Jacek Mączka
- Dariusz Adamowski - "Gub, trać, porzucaj"
- Jerzy Plutowicz - "Miasto małe jak łza"
- Tomasz Pietrzak - "Rekordy"
- Joanna Kern * Ewa Parma - "Hajer Blues i inne historie"
- Tadeusz Chabrowski - "Zielnik Sokratesa"
- Krzysztof Janusz Lesiński - "Wszechobecny nieobecny we mnie"
- Maciej Bieszczad - "Okolice Gerazy"
- Olgerd Dziechciarz - "Wielkopolski"
- Franciszek Kamecki - "Usiądź obok"
- Katarzyna Łatka - "W zakamarkach twoich dłoni"
- Anna Cieślukowska - "Rodzeństwo"
- Joanna Lasocka - "Wiersze przedwczesne"
- Jarosław Różański - "Most w Cividale"
- Artur Mika - "Belles lettres"
- Izabela Iwańczuk - "Perły wieczne"
- Agata Sobczyk - "Opowiadania o pogodzie"
- Ninette Nerval - Kalifornijski Supermarket

2011

- Joanna Matlachowska-Pala - "Telegram Eklezjasty"
- Janusz L. Sobolewski - I zamknę cicho drzwi...
- Franciszek Kamecki - "Kuglarz i świadek"
- Olgerd Dziechciarz - "Mniej niż zło"
- Mariola Mikołajczak - "Powiedz mi swoje imię&-quot;
- Rafał Tumski - "Zdoła"
- Jacek Mączka - Zwarzone mrozem czyżnie
- Waldemar Kontewicz - "Braniewnik"
- Krzysztof J. Lesiński - "Grzechy najwspanialsze"
- Halszka Podgórska - Dutka - "Miłość ze słońca"
- "Rozmowy z Miró" - Marta Fox
- Tomasz Dalasiński - "Porządek i koniec"
- Jarosław Woźniczka - "Nieodwracalne"
- Piotr Semrau - "Nieznana biografia Jezusa"
- Anna Dwojnych - "gadu gadu"
- Grzegorz Woźny - "Nit"
- Paweł Tański - "Mikrotony"
- Kornel Maliszewski - Wintro

2010

- Ryszard Częstochowski - "Przebudzeniem jest śmierć"
- Grzegorz Woźny - "Landszaft"
- Sławomir Matusz - "Pieśni odejścia i powrotu"
- Jacek Mączka - Bliższe okolice
- Mateusz Witkowski - Brzydkie wiersze
- Zofia Bałdyga - Współgłoski
- Patryk Zimny - Uchoko
- Grzegorz Kwiatkowski- "OSŁABIĆ"
- Bartosz Suwiński - "Sehir"
- Marzena Orczyk-Wiczkowska - "Grypsy z panoptikonu"
- Jan Baron - "Korekta"
- Maciej Bieszczad - "Elipsa"
- Antoni Olgierd Misiak - Teoria przemian
- Anna Szołtysek-Grzesikiewicz - "Żywoty krzeseł"
- Ewa Parma - "W strefie ognia"
- Daria Dziedzic - "Wyspa"

2009

- Dawid Markiewicz - "Flashback"
- Tomasz Hrynacz - "Praski raj"
- Sabina Skowron - Piękno i myśl w najnowszej sztuce słowa, linii i barwy.(Recenzje, analizy, interpretacje)
- Robert Migdał - "Fader"
- Krystyna Łukasik - "Trzecia prawda"
- Jacek Ostrowski - "Szlaki życia"
- Zdzislaw Lipiński - "Na cyferblacie piasku"
- Mateusz Wabik - "Spisek"
- Zuzanna Turkiewicz - "Gdyby nie on"
- Grzegorz Kwiatkowski - "Eine Kleine Todesmusik"
- Dariusz Wiśny - "Buntownik wolności"
- Renata Blicharz - "Czarna aureola"
- Olgerd Dziechciarz - "poMazaniec"
- Dawid Majer - "Księga grawitacji"

2008

- Dagmara Babiarz - "Podróż za kilka zielonych"
- RYSZARD CZĘSTOCHOWSKI - "GORĄCE MASY POWIETRZA"
- Marcin Gałkowski - "Chloroform, czyli brzydkie wiersze"
- Aneta Nalborczyk-Wierzbicka - "Inny brzeg"
- Jacek Ostrowski - Paradoks
- Szymon Bira - "światło umieranie"
- Gabriel Leonard Kamiński - "Pejzaże"
- Marek Boczek - "Wierzę w przypadek"

2007

- Dagmara Babiarz - "Otwórz oczy"
- Jacek Ostrowski - "Polskie Pieskie Życie"
- Michał Sobol - "Działania i chwile"
- Jarosław Jakubowski - "Ojcostych"
- Marian Dziwniel - "Znad Niemna przez Odrę nad Sekwanę"
- Elżbieta Lipińska "Pożegnanie z czerwienią"
- Zuzanna Turkiewicz - ";Świat jaki pamiętam"
- Michał Tabaczyński - Szkolny atlas apokalipsy. Wiersze z lat 1997-2006

2006

- Elżbieta Maria Śmigielski - "Wzlot do początku"
- Pasażerowie na gapę. Blinde Passagiere.Anthologie.Antologia
- Samantha Kitsch - "25 wierszy"
- Michał Zantman - "Krajobraz z atramentowym wieczorem"
- Kinga Witowska - "Lustro"
- Tomasz Pułka - "Rewers"
- Andrzej Trembaczowski - "Iks"
- Wojciech Brzoska - "sacro casco"
- Jacek Ostrowski - "IPN"
- Grzegorz Mucha - "Kobiety i czas" (opowiadania)
- Maciek Froński - "Rozpoznanie bojem"
- Feliks Netz - "Poza kadrem"
- Arkadiusz Kremza - Pukanie ziemi

2005

- Antoni Olgierd Misiak - "Piąta wyprawa Krzysztofa Kolumba do Indii Zachodnich 1960-2004"
- Teresa Wierzewska-Wilk - "Tydzień ważniejszy niż życie"
- Andrij Bondar - "Jogging" w tł. Bohdana Zadury i Adama Wiedemanna
- Mariusz Appel - "Kotochwile"
- Elias Marrouch - "Podróż za ocean"
- Radosław Wiśniewski, Dariusz Pado - "Raj.Jar"
- Jarosław Klejnberg - " Cud nad Wisłą"
- Maciej Nowakowski - "Na zawsze jutro"
- Przemysław Zawal - Komunikacja miejska

2004

- Joanna Mossakowska - "Wytańczone wiatrem"
- Mariusz Appel - "Kocie łby"
- Wojciech Giedrys - "Ścielenie i grzebanie"
- Andrzej Ziółkowski - "Smakiem ciała upojeni"
- Magdalena Goik - "Powieść miasto i anioły"
- Tomasz Hrynacz - Enzym

2003

- Ryszard Chłopek - "Legendy schodzą z pomników"
- Anna Magdalena Pokryszka - "Każdego dnia"
- W Y M Ó W I E N I A. Antologia Studium Literacko-Artystycznego. - Wojciech Brzoska - "Wiersze podejrzane"
- Andrzej Trembaczowski - "Sen"
- Iwona Mesjasz -"Gaguły". Oprac. graficz. Jolanta Rybczyńska
- Mariusz A. Poźniak - "Sakrament księżycowej nocy, ballady i romanse"
- Piotr Florczyk - "Cztery pory roku"
- Hubert Dobrzaniecki - "Stacja Bielawa Zachodnia"
- Maciej Nowakowski - "BAIE DANKIE, AFRYKO"
- Tomasz Zacharewicz - "Anioły nie umierają na raka"
- Andrzej Mesjasz - "Odkłamać miłość"

2002

- Janusz L. Sobolewski - "Misja <Papieskiej Róży"
- Arkadiusz Sann - "EXODUS"
- "Marianna - księżniczka marmurów". Oprac.Iwona Matuszkiewicz. Red.Antoni Matuszkiewicz
- Zdzisław Władysław Żurek "Gra Pan Ego"

2001

- Antoni Matuszkiewicz - "Błękitne Przeciwstawienie"
- Piotr Saługa - "Maraton"









Monika Sadowska - Naczynka i demencje






Tomik Naczynka i demencje to szczególny zbiór wierszy częściowo napisanych przez człowieka, a częściowo mechanicznie wyklikanych poprzez akceptowanie podpowiedzi słów proponowanych przez słownik w komunikatorze internetowym Messenger. Czytelnik najpierw przeprowadzany jest przez świat bardzo emocjonalnych, afektywnych historii z życia poetki, a zaraz potem zapraszany do przejścia w uniwersum liryki wygenerowanej przez telefon komórkowy czy tablet. Podczas tej wędrówki powstaje pytanie o kwestie autorstwa. Czy twórcą wierszy, jakie poetka wyklikuje na urządzeniach bliskich jej osób, jest ona sama czy automat, jakim jest mechanizm sztucznej inteligencji słownika? A może autorem tych wierszy jest właściciel urządzenia, który dostarcza słownikowi najczęściej używanych przez siebie zwrotów jako sformułowań najtrafniejszych, najbardziej wartościowych?

Co zasłaniają, a co mogą odsłonić automatycznie wygenerowane słowa? Czy ukazują nasze emocje, w sposób bezkompromisowy uwidaczniając to, co sami przed sobą chcielibyśmy schować? Czy poezja dzisiaj jest także pewnego rodzaju mechanizmem? Jakie jest dzisiaj zadanie poety?


Monika Sadowska – poetka, kulturoznawczyni, entuzjastka spacerowania. W latach licealnych związana z Klubem Pana Cogito przy Związku Literatów Polskich oraz Warszawskim SPATiF-em (Młode Lwy Tygmontu). Laureatka konkursów filmowych i poetyckich (Dolina Kreatywna TVP, RMF Classic, Konkurs Poetycki im. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej). W roku 2009, ukazał się jej debiutancki tomik wierszy Zmarszczki. Obecnie doktorantka Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS oraz wokalistka zespołu Legumina.



pozdrowienia z Pułtuska

lubię nasze zdjęcia
z wyjazdu do Pułtuska
lubię patrzeć jak otoczony trawą leżysz
bez tchu
i nie umiesz mrugać
lubię jak zastygasz
w tych swoich minach i pozach i
lubię Cię wtedy dotykać
skoro wiem że nie możesz mi tego dotyku
ani oddać ani zabrać
jestem tylko ja i matowa odbitka
na kilku wymiętych kartkach



nadwzroczność

nie ma już nic co mogłoby stanąć pomiędzy nami
nie ma
rogowych kontekstów opraw relacji
w końcu możemy zobaczyć siebie nawzajem
bez żadnych zbędnych odbić i zniekształceń
bez odcisków palców trudno ścieralnych
z powierzchni szklanych i utwardzonych
i bez recepty na
tak źle dobrane
astygmatyczne
minus sześć dioptrii


Monika Sadowska. Naczynka i demencje. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Matka i róża




Bartłomiej Siwiec (ur. w 1975 r. w Bydgoszczy) – prozaik, poeta, dramatopisarz. Ukończył politologię ze specjalizacją dziennikarską na WSP w Bydgoszczy i studia podyplomowe z zakresu archiwistyki na UMK w Toruniu.

Autor trzech powieści Zbrodnia, miłość, przeznaczenie, Autodestrukcja, Przypadek Pana Paradoksa, zbioru opowiadań Wszyscy byli umoczeni, zbioru wierszy Instrukcja zabicia ptaka i kilku dramatów 64 pozycje z życia szachisty, Wyszła z domu, Skóry, Anyżek.

Jego dramaty były nagradzane i wyróżniane przez Dom Literatury w Łodzi, Teatr Powszechny w Łodzi i jury XII Ogólnopolskiego Konkursu im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie; znalazły się też trzykrotnie w półfinale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, a miniatura Wpuszczony w maliny została wyróżniona w konkursie pamięci Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim. Jego książki były też dwukrotnie nominowane w konkursie na najlepszą Bydgoską Książkę Roku Strzała Łuczniczki.

Od 2013 r. felietonista Bydgoskiego Informatora Kulturalnego. Bartłomiej Siwiec jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.



Matka


Tyle lat minęło
a ja ciągle ją widzę
w autobusie na cmentarzu
powoli ustawia znicze
wcześniej w markecie
widziałem jej włosy
w tłumie nawet
poczułem ich ożywczy zapach

na stacji benzynowej
kobieta już skądś znam
ten uśmiech
chód i zawahanie
jechać dalej czy nie
oto jest pytanie

patrzy się w bok
teraz dopiero widzę
koło bankomatu
czai się
niczym śmierć
czarny kot



Nowe buty


Dziesięć lat byłam zarejestrowana
na portalach randkowych
samotne serce nie znalazło ukojenia
chyba już na zawsze
pozostanę sama

mówiłam sobie „co mnie nie zabije
to mnie wzmocni”
podrywali mnie różni
próżni i żałośni
kawalerowie od siedmiu boleści

pewnej nocy
usłyszałam głos
„i tak nic z tego nie będzie
wirtualni oszuści nie dadzą
ci szczęścia

weź odłożone pieniądze
i podaruj sobie
chwilę radości”
poszłam do sklepu
kupiłam nowe buty

od tamtej pory
minęło dziesięć lat
jestem szczęśliwa
ze sprzedawcą obuwia

wczoraj usłyszałam głos
„idź do przychodni
mammograficznej
wykonaj badania”
poszłam więc kupić
nowe buty


Bartłomiej Siwiec. Matka i róża. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Damian Dawid Nowak - Wczesne dojrzewanie




Damian Dawid Nowak – urodzony w 1989r. w Tarnowskich Górach, zamieszkały w Warszawie, studiował Philosophy of Cognition, Moral and Value na Uniwersytecie Warszawskim. Pracujący w mediach fan dobrej literatury i jedzenia. Publikowany autor artykułów o tematyce kulturalnej, w 2014 roku zadebiutował tomikiem „Nieistotne”, w 2015 roku wydał ciepło przyjęte "Pożegnania”. Założyciel portalu Good Place Warsaw oraz agencji +Social. Laureat KAFLA 2014 oraz innych wyróżnień.


Dziury

zastanawiałem się czy dziury
w prześcieradle są po
papierosach, czy zrobiły je mole;
tu się nie pali,
tu się nie moli,
nieregularne w kształcie,
czarne dziury tego układu
księżycowego, wokół blade ciała
wprawiają w ruch pływy,
skraplają uczucia
na dziurawe prześcieradło

(na dziurawym prześcieradle,
które mogłoby być pokarmem
dla moli,
ale najprawdopodobniej zostało
zwyczajnie nadpalone)



Przeprowadzka

od tego kurzu
swędzi mnie papier,
od rzeczy wyjętych poza
nawias istnienia
spokojnie nie mogę siedzieć.
takie nijakie,
brzydkie kartonowe trumny,
zaufania brak
do warstwowego układu,
izolacji brak
do tarcia między słowami,
brak też cenzury.
nikogo to nie obchodzi,
że spakowałeś
kurwa! całe swoje życie
(więcej niż rzeczy)
niepilnowany samochód
-Tutenchamona
grobowiec, którego nie chce
nikt spustoszyć


Damian Dawid Nowak. "Wczesne dojrzewanie". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Piotr Barański - RYM





Piotr Barański (ur.1986) Autor. W 2017 roku wydał tomik pt. KOMUNIKACJE. A w jego książkach sprzed 2017 roku wiele rzeczy mu się nie podoba i z wieloma wierszami z nich się nie zgadza. KOMUNIKACJE i RYM to dla niego ważne jego książki. Posiada stronę internetową: piotr-baranski.pl, od czasu do czasu umieszcza posty na profilu facebookowym. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Poza literaturą interesuje się m. in. muzyką.




Były bezdomny

mówi, że nie identyfikował się
z tym słowem,
bo wiedział, że dzięki Eucharystii
ma ognisko domowe.



Do uchwycenia

W wielu środkach lokomocji,
idąc do miejsc siedzących,
przebywa się przez jakiś moment
w co najmniej kilku stojących.



Egzamin praktyczny

Permanentnie zastaje cyfry. Zawsze, gdy czegoś
jest ileś lub nie ma. Kiedy cyfra zdaje na liczbę,
nawet jedynka zalicza.


Piotr Barański. RYM. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Kochalina Miłosna - Kochanka w toalecie








Kochalina Miłosna, poetka, feministka, studentka socjologii. Miłośnik muzyki rockowej, zwierząt, wyrobów tytoniowych, czerwonego wina, retro. Hobbistycznie interesuje się foto-modelingiem, polityką, seksuologią. To jej książkowy debiut, wcześniej publikowała swoje wiersze w czasopismach takich jak „Kozirynek”, „Cogito” itd. oraz na portalach internetowych. Inspiruje się muzyką, Bukowskim, Sylvią Plath, Poświatowską oraz „wszystkim co związane jest z miłością”. W swoich wierszach porusza tematy takie jak: wojna płci, trudne i toksyczne relacje damsko-męskie, przemoc seksualna, seksizm, poligamia.


Prolog


widzisz mi się zakneblowany, związany, uwięziony. Widzą mi się po nocach twoje wielkie, piwne oczy przepełnione strachem, zwątpieniem, lękiem. Widzi mi się twoje ciało posiniaczone, poobijane można powiedzieć że widzisz mi się chyba bierny, poorany, widzisz mi się jak mięso. Na sklepowej półce. Widzisz kiedyś dłubali we mnie gorzej niż w kurze na obiad, sama dłubałam w sobie do tego stopnia namiętnie, że nie ma we mnie ani krzty buntu wobec tego co czasem wychodzi spod płaszcza. Na ulicy, przy ludziach wesoło pogwizdujących sobie, na spacerze z ukochanym. Widzisz czasem lepiej prześwietlić siebie, nawet będąc przekonanym o swojej niewinności o swoich dążeniach o swoim celu w życiu, osobowości. Nigdy nie wiesz jakie stężenie alkoholu w organizmie uwolni z ciebie zwierzę, tak samo jak nigdy nie wiesz kiedy taką samą reakcję wywoła niepozorne zdarzenie, zwykła wymiana słów, gestów, nawet głupi wpis na facebooku. Nigdy nie wiesz kiedy rzucisz wściekle telefon, kiedy wstaniesz i nigdy już nie usiądziesz spokojnie. Pokręcisz się powiercisz przekręcisz i nigdy już odbicie w lustrze nie będzie miało twoich rysów. Zapewniam cię daj się oskubać do reszty, daj spożyć mięso, zdiagnozować twą chorobę, daj mi ją znaleźć w twoim małym cieplutkim i bezpiecznym światku. Kiedyś rolę się odwrócą i już nigdy nie spojrzysz na mnie jak padlina a ja być może nigdy nie spojrzę na ciebie jak drapieżca. Może będziemy leżeć wspólnie na sklepowej półce, może będziemy w przyszłości jak wilki jak inne dzikie zwierzęta rywalizować. A może nigdy już się nie spotkamy nigdy nie zobaczysz mojej drwiącej buźki, podskakującej głupkowato główki, czarnej jak smoła głowy. Nie usłyszysz nie dowiesz się nie wyrwiesz z letargu i uwierz mi na zawsze będziesz wyłącznie kupowany sprzedawany zwracany reklamowany wydalany zakopywany. Spójrz mi w oczy i choć raz w życiu wczuj się w role. Toaleta zamknięta na wszystkie cztery spusty życiowe. Tu i teraz po prostu bądź. Proszę wyjdź dziś z siebie i stań obok. To jesteś TY.


Kochalina Miłosna. Kochanka w toalecie. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Ksenia Szczepanik-Ładygin - Dom godzin






Ksenia Szczepanik-Ładygin, lekarz medycyny (Śląska AM 1974), mieszka i pracuje w Zakopanem. Autorka przewodników krajoznawczych Zakopane (1991, 1994), Tatry Zachodnie (1995, razem z mężem Zbigniewem), Zakopane, spacery i wycieczki (2004). Pisze wiersze od lat studenckich. Debiutowała zbiorem Poste restante (2007).W roku 2012 ukazał się tomik Widok z okna. Wiersze były też publikowane w Almanachu Spectrum Unii Polskich Pisarzy Lekarzy (2014), w zbiorze utworów laureatów konkursu Dajcie mi czas (2015), Gazecie lekarskiej (2015). Laureatka Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. prof. A.Szczeklika "Przychodzi wena do lekarza" (II miejsce w kat. poezja). Absolwentka Studium Literacko-Artystycznego UJ w Krakowie (2015).


Zawód medyczny

dotykam waszego ciała
jestem bezkarna
w przekraczaniu granic
waszego biopola
nie możecie mi zabronić
czasem udaje mi się
uratować was
przed samymi sobą
rzadko i najwyżej przez mgnienie
dosięgam gwiazdy

gdybym była poetą
częściej patrzyłabym w niebo
gwiazdy
lśniłyby co noc
a na co dzień
lekarstwa ze słów
nieudolne mikstury
na bezradność




O pewnym spacerze

To był niedługi spacer
te kilka lat później
znów we czworo jak kiedyś
padał drobny deszcz
powietrze przesycone
mgłą mokrego lasu

szliśmy niespiesznie
J. zostawał z tyłu
i robił zdjęcia w deszczu
Z. wyrwał do przodu
żeby, jak zawsze sprawdzić,
co tam za zakrętem

zagrzmiało całkiem blisko
M. powiedziała powoli
wiesz,
niestety mam raka,
a obok nas przemknęli
młodzi na rowerach

kolor młodej buczyny
zakwitł w ścianie lasu
chyba
musimy już wracać
burza coraz bliżej




Szpital II

ona odchodzi
siostro
rzekłeś beznamiętnie

ona nie może odejść
szepnęła zakonnica
ktoś jej nie wybaczył

biedactwo
ma takie mocne serce
powiedziały salowe
zmieniające pościel

gdy pomagałam przekładać
twoje nogi jak dwie kłody drewna

więc to już myślałam
oni wszyscy wiedzą
a ja nie wiem i nie wiem
i nic mi nie mówi
moje serce



Ksenia Szczepanik-Ładygin. "Dom godzin". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Marianna Łopaciuk - Listopady




MARIANNA ŁOPACIUK
URODZONA W MAJDANIE NOWYM, MŁODOŚĆ SPĘDZIŁA W SIEDLCACH, KILKA LAT MIESZKAŁA NA MAZURACH, ALE TO KRAKÓW ZAWSZE BYŁ DLA NIEJ NAJWAŻNIEJSZY. POLONISTKA - WYCHOWAWCA - BABCIA, A PRZED WSZYSTKIM SZCZĘŚLIWA ADORATORKA KUBY - CZARNEGO LABRADORA. RADOŚĆ CZERPIE ZE WSPOMINANIA INTENSYWNEGO ŻYCIA, CIĄGŁEGO GŁODU WRAŻEŃ ORAZ ANGAŻOWANIA SIĘ W WIELE AKTYWNOŚCI KULTURALNYCH. CZAS WOLNY SPĘDZA Z PSEM, KTÓRY NIE ODSTĘPUJE JEJ NA KROK. ZAWSZE LITERATURA BYŁA JEJ CODZIENNOŚCIĄ, ALE DOPIERO NA EMERYTURZE ZNALAZŁA DOŚĆ CZASY, BY PODJĄĆ SIĘ DŁUŻSZEJ FORMY. TO DRUGA JEJ KSIĄŻKA, PIERWSZA - PRZEMIJANIE ZOSTAŁA WYDANIA W ZESZŁYM ROKU.


Rozdział dwudziesty szósty
„Lewiatan i inne... diabły”


Zrobił się nieoczekiwanie ciepły dzień. Tamara, miłośniczka wylegiwania się na słońcu, zachęcała do wyjścia na plażę. Magda zgodziła się. Mieczysław je odprowadził i pomaszerował promenadą w dal. Powietrze balsamiczne. Magda chwilę poleżała, pokręciła się niespokojnie, bo nie mogła znieść bezczynności. Zaczęła wyłapywać oznaki minionego lata, refleksy na wodzie, obserwować wygląd i zajęcia postsezonowych wczasowiczów. Seledynowo-granatowy kolor morza, jak plamy na skórze, rozrzucone wodorosty. Niedaleko rybacka krypa, przysypana piaskiem do połowy. W cieniu burty przysiadła para starszych ludzi. Mają ze sobą leżak, ale przysiadają na małym kocyku. Kręcą się, wiercą, rozglądają ciekawie wokół. Pan ściąga i nakłada kapelusz panamski na głowę. Pani rozkłada sandałki, termos, gazetę. Wyjmuje olejek. Wstają, siadają. Moszczą się, jak para pingwinów. Magda myśli.

– Pewnie wszyscy podobnie wyglądamy, śmiesznie. – Para zamiera w bezruchu.

– O, skąd tutaj młody, napakowany mężczyzna? Ma wężowe tatuaże. – Magda do tej pory nie rozumie celowości takich ozdób. Dla niej to kompletny zanik estetyki. – Niemożliwe, ten wąż wyłazi mu z majtek, dodatkowo pomarańczowych. – Wmasowuje w siebie krem. Ogolona głowa błyszczy w słońcu. Obok papierosy, komiks, coca-cola. Przy brzegu rozmawiają dwie kobiety. Chyba nieustannie są zajęte swoimi ciałami. Nie widać kąpiących się.

Układają się obie z Tamarą w grajdołku, Magda odwraca się od słońca i zasypia. Śni się jej, że koniecznie chce wino kupić w osiedlowym „Lewiatanie”. Przeszkadza, nie pozwala w tym potwór ze skrzydłami, ogromny jak jeden z upadłych aniołów. Wcześniej to duże zwierzę wylazło z morza i blokuje dostęp do niego. Magda budzi się przerażona, siada i opowiada sen przyjaciółce. Tamara śmieje się.

– Przyśnił ci się lewiatan, legendarny, morski. Wspominano o nim już w Starym Testamencie. Przeciwstawił się Bogu. To patron pychy i buty. Oczywiście, istnieje o nim legenda. Któryś z papieży zamknął go w krypcie i obiecał, że wypuści, kiedy nastanie dzień ostateczny. Coś tak na początku X wieku. Na szczęście się nie sprawdziło, ludzie wyprawili ogromny bankiet i bawili się przez długie dni. Tak powstał Sylwester. Ale Lewiatan może wyjść z ukrycia, kiedy nadejdzie Apokalipsa.

– No to pięknie, może to był proroczy sen – mówi Magda, swoją drogą czemu sieć polskich sklepów wzięła go za patrona.

Wstaje i zbliża się do linii brzegowej. Zatrzymuje się przed chełbią modrą, czyli meduzą. Rytmiczna fala obmywa jej stopy. Wie dobrze, że żaden potwór nie chce z wody wyleźć. Choć wszystkie legendy świata twierdzą, że życie wyszło z morza, a bóstwa przedstawiano w postaci węży. Wchodzi do wody, cofa się, brr... zimna.

– Czemu kobiety w naszym wieku lubią się kolorowo ubierać? Panie obok mają nieprawdopodobnie pstrokate, papuzie kostiumy kąpielowe. Pewnie uważają, że je mało widać, że doszły już do niewidzialnego wieku, stąd te jaskrawości.

Jedna mówi.

– Jak się rozstaliśmy, to on wtedy poprosił: „Zwróć mi moje zdjęcie”. A ja mu napisałam: „Drogi Robercie, za cholerę nie pamiętam, które jest twoje”.

Nagły podmuch wiatru powoduje, że trzeba się schronić. Pan obok przeciąga się, drapie po brzuchu. Para starszych ludzi zwija powoli swój majdan, wzajemnie pomagają sobie w ubieraniu się. Miłe to. Na horyzoncie pojawiają się chmury. Tamara wstaje, otrzepuje się z piasku. Wracają na obiad.

Przy stole toczy się dyskusja. Roman mówi.

– Tak wszyscy narzekają, że teraz nastąpiła kultura obrazkowa, że ludzie nie czytają. Człowiek znużony czytaniem, czy młody, czy stary, chce oglądać, powinny być ilustracje w słownikach, bo np. nazwy części ciała czy element stroju łatwiej pokazać niż opisać słowami. Teresa popiera go.

– Chińskie przysłowie głosi, że jeden obraz mówi o rzeczywistości więcej niż tysiąc słów i może być potężna bronią. Nasz umysł gorzej zapamiętuje słowa niż obrazy. Mają swoją szczególną siłę rażenia.

– Ale słowa też mogą być drogowskazami do szczęścia. Na przykład poezja – dodaje Tamara.

– Dobra poezja – zamruczał Alojzy. – Bo ja, po przeczytaniu kilku linijek współczesnej poezji zapadam w sen. – Wiecie co, może po południu się spotkamy, żeby omówić sposoby na ratowanie Ojczyzny – mówię dużymi literami. – O, nierządne królestwo i zginienia bliskie... O czwartej, u nas.

Na przeprosiny panowie postawili butelkę wina. Porozsiadali się, gdzie komu wygodniej było. Iza odezwała się.

– Wiecie co, mam w tej chwili błogi okres zaniku chęci do robienia czegokolwiek.

Romek z pobłażaniem stwierdził.

– To nic nie rób, czekaj – samo przyszło, samo odejdzie. Pewnie i tak masz wszystko gotowe. Nikt tu nie zaprzeczy, że masz nieprzeciętny talent i dobrześ wykształcona, jak wielu z nas. Tylko czemu my żyjemy w epoce schyłkowej? To narastanie tandety, upadek obyczajów, konglomerat religii, wierzeń, ekspansja islamizmu, utraty poczucia ładu. Stąd nasz pesymizm. Poszliśmy za daleko. Rozpędzona cywilizacja.

– Tu bym się nie zgodził – oponuje Mieczysław. – Czytałem, że 3800 lat p.n.e. zapisano na kamiennej tablicy, pochodzącej z Mezopotamii, słowa, że „żyjemy w złych i skorumpowanych czasach”. Mimo wszystko zmniejszyła się bieda, głód, wiek człowieka wydłużył się.

– Wiecie, mnie się zdaje, że dopada nas rutyna – oznajmia Romek. – Jak człowiek rośnie, dojrzewa, to traci tę dziecięcą radość przeżywania wszystkiego do końca. Doświadczania czystej emocji, świeżości. Przez grubą skorupę „dojrzałości” nie potrafią się przebić jakieś nowe wrażenia. Jeżeli nawet coś się przydarzy, to reagujemy przygnębiającym poczuciem pod tytułem: „Ja to już znam”.

– To może lepiej pogadajmy o obrazach. – Lucja usiłuje sprowadzić wysoki poziom rozważań niżej, do realności. Wzdycha.

– Farby nie schną, materiały się pokończyły.

– Czyżbyś wyzbierała wszystkie kamienie i patyki z plaży? – Pyta z uśmiechem Alojzy. Co ci jeszcze potrzeba do twoich przestrzennych form?

Lucja uśmiecha się.

Profesor Boguś też ma minorowy nastrój.

– W każdym człowieku – mówi – są dwa przeciwstawne dążenia. Pragniemy z jednej strony wyodrębniać się, a z drugiej marzymy, żeby być częścią większej całości, by stopić się z podobnymi do siebie, a tak w ogóle szerzy się kultura przeciętności w rozmaitych wymiarach życia. Tylko odważne jednostki egzystują inaczej, niż ogół. Popatrzmy na nasze obrazy.

– Dlaczego stosujesz deformację – zwraca się do Teresy, która patrzy zdziwiona, oczami okrągłymi, jak piłeczki.

– Żeby nie dać się zaszeregować, chociażby.

Czy to Belzebub, Lucyfer, Kusy, czort, ciemna strona mocy, lewiatan ze snu, diabeł z przystani podsunęli pomysł dyskusji o obrazach, bo dyskusja, która się rozpętała, nic wspólnego nie miała z zasadami dobrego wychowania i pozorów choćby grzeczności.

Każdy... – nie masz na imię każdy

Kolacja przebiegała w atmosferze, jakby msza pogrzebowa się odbywała. Każdy gapił się w talerz i nie patrzył na resztę. Nagle rozległ się trzask, huk dzwoniący i zwrócił uwagę ludzi. Otóż kelnerka, niosąca stertę talerzy, upuściła je na ziemię. Obok stał pan, ze zdumioną miną, jakby to wydarzenie nie było wcale jego udziałem.

Taki zmieszany pomagał zbierać białe szczątki. Po kolacji opuścili salę i odbyli obowiązkowy spacer po promenadzie, tam i z powrotem, przez wieś.

Marianna Łopaciuk. Listopady. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Rafał Rosół - Potrawa osłów greckich







Rafał Rosół (ur. 1977) jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (magisterium z filologii klasycznej, doktorat i habilitacja w zakresie językoznawstwa). Dotychczas opublikował dwie książki o charakterze naukowym, tj. Wschodnie korzenie kultu Apollona (Kraków 2010) i Frühe semitische Lehnwörter im Griechischen (Frankfurt am Main
2013). Oprócz tego jest autorem ponad czterdziestu artykułów naukowych i popularnonaukowych wydrukowanych w kraju i za granicą oraz przekładów wybranych utworów poezji greckiej i łacińskiej na język polski. Często również sięga po pióro tworząc prozę lub poezję o zabarwieniu satyrycznym. Jego teksty były nagradzane w różnych konkursach, m.in. jest laureatem Złotej Szpili w ramach XVII Ogólnopolskiego Turnieju Satyrycznego „O Złotą Szpilę” im. Ignacego Krasickiego.





Erotyki



O roli Hamleta marzy niemal każdy aktor, ponieważ daje ona niezwykłe możliwości do
zademonstrowania w pełni kunsztu scenicznego. Długie monologi, pełne emocji, uczuć i
wątpliwości są rzeczywiście nie lada wyzwaniem. Niestety Hamlet jest tylko jeden i nie wszystkim
udaje się spełnić to marzenie, tym bardziej że lata przemijają nieubłaganie, a widzowie raczej
oczekują księcia tryskającego młodością. Dla tych, którzy przegapią swój czas, pozostaje jako
pewnego rodzaju namiastka rola Poloniusza, który na krótko niejako wciela się w Hamleta. W drugim
akcie dramatu odczytuje on bowiem napisany Hamletową ręką list miłosny do Ofelii. W sumie
niewiele, ale zawsze coś. Najważniejsze, że w liście tym zamieszczony został także utwór
liryczny, co znacznie uwzniośla ową kwestię. W przekładzie Stanisława Barańczaka brzmi on następująco:


Nie wierz w bieg słońca przez firmament;
nie wierz w żar gwiazd, co w niebie stoją;
nie wierz w prawdziwość prawdy samej;
lecz wierz bez reszty w miłość moją.



Zapyta ktoś: tylko cztery wersy? Ów hiperelokwentny arcyorator obdarza swoją ukochaną
jedynie marną fraszką? Czy to godne kochanka? Czy to godne Shakespeare'a? Czy to w ogóle godne historii literatury? Hamlet tłumaczy się w liście, że nie zna się na pisaniu wierszy, ale to
zaiste dość kiepska wymówka jak na kogoś zakochanego. Nie ulega przy tym wątpliwości, że
Ofelia zasłużyła na kilka zwrotek więcej. Zresztą powyższy utwór nosi w sobie spory potencjał.
Hamlet bez większego wysiłku mógłby dodać choćby takie strofy:

Nie wierz w niczyje nigdy słowa,
co się w poezji piórka stroją,
kłamliwa bowiem wierszy mowa...
lecz wierz bez reszty w miłość moją.



Rafał Rosół. Potrawa osłów greckich. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Piotr Barański - Miasto roślinne





Piotr Barański (ur.1986) Autor. W 2017 roku wydał KOMUNIKACJE, w 2018 roku wydał RYM i MIASTO ROŚLINNE. A w jego książkach sprzed 2017 roku wiele rzeczy mu się nie podoba i z wieloma wierszami z nich się nie zgadza. KOMUNIKACJE, RYM i MIASTO ROŚLINNE to dla niego ważne jego książki, co nie znaczy, że uważa, że pod względem literackim już dobre, równe itp. Z KOMUNIKACJI usunąłby polityczno-publicystyczny wiersz *** (wydarzenia fakty wiadomości). Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Posiada stronę internetową: piotr-baranski.pl, od czasu do czasu umieszcza posty na profilu facebookowym. Do jego zainteresowań należy m. in. muzyka.



Roślinność

Niemal codziennie
miasto wypuszcza pęd,
który znajduje w mieszkańcach
swoje: korzenie i żółte liście.



Kardiologia

Obrazy ze starego koncertu.
Dzisiaj publiczność trzyma w rękach
raczej inne światełka.
W porównaniu z nimi
tamte płomyki zapalniczek
wydają się bardziej pochodzić
z komórek.



Reklamowa

Pytanie o to, czy
z wiatrem przesuwająca się
po chodniku ulotka
jest bardziej
obrazem wiernej służby,
czy dezercji
z kampanii.

Piotr Barański. Miasto roślinne. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Krzysztof Szewczyk - Homo ferus








Krzysztof Szewczyk – ur. w 1974 r. w Przeworsku. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 1997-2004 współtwórca i redaktor ukazującego się w Krakowie artzinu „Per-Jodyk”. Pisze, rysuje, maluje, fotografuje. Mieszka w Bielsku-Białej. Tom "Homo ferus" zawiera utwory powstałe w latach 1999-2004.





* * *

Jest
punkt skupiający na sobie
całą przestrzeń

artysta uliczny zatrzymał
przechodniów, obłaskawił chodnik,
zatrzymał drzewa, architektoniczne zdobienia,
niebo podświetlane taflą rynku,
zafrapował na moment ruchy
gwiazd / księżyca

i robaczkowy ruch mego mózgu.




* * *

Wieczór niesie ulgę kolorom,
drzewa stygną
zaczynają szeleścić ptakami;

chodnikiem porusza się (autentyczny) człowiek,
porusza głową, lustruje przestrzeń
wokół siebie;

jestem spokojny jak
drzewo w ogródku i ciężki
jak jego nasienie.




ŻYJĄTKA

Składająca usta w delikatną trąbkę
wylizujący mnie owad
nachalny i kolorowy – jesteś

przechodzisz mnie wewnątrz – jak ciarki
żywego światła;

wewnątrz jest światło – i owad
obija się skrzydełkami
w twym cieple – ja jestem

także tym nie dającym wydobyć
się z ciebie do
końca pałaszującym cię
dreszczem.

Krzysztof Szewczyk. Homo ferus. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Robert Jóźwik - Obiecuję ci niewidzialność




Relacje, drobne gesty, para na szybach, tektonika płyt, nasiono, które przebija się w grudce ziemi naniesionej do rynny. Robert Jóźwik nie chce w swojej poezji niczego przeoczyć, poziomy mikro i makro mieszają się tu we wspólnym ruchu, a kolejne wersy tego zbioru kumulują nam się w głowie, wprowadzając niepokój i wibrację do naszego najbliższego świata. "Obiecuję ci niewidzialność" to bardzo groźna sjesta, siedzimy na niej spokojnie i patrzymy w słońce, wiedząc, że coś zaraz musi się wydarzyć.


Robert Jóźwik. Urodzony w 1980 r. Mieszka w Lublinie. Z zawodu lekarz. Z zamiłowania poeta. Laureat Połowu 2016, finalista Pracowni Pierwszej Książki 2017. Pierwsza publikacja w almanachu Połów 2016.



myślenie magiczne

wiesz na kogo się gniewam?
na ducha

muchy otaczają zasłonę

kiedy wzniosą się wysoko
dzień nagle stanie się
odwrotnością nocy

wtedy rzeczy utracą swój ciężar



ciężkie ręce odległości

był to rodzaj tańca bo nie potrzebowaliśmy słów
nie wiem dlaczego wszystko nagle stało się nieważne

zatem jej dotyk był zagadką ale w oczach zaczynały się
obojętne autostrady
złowrogi szum mijanych potworów
kolejne coraz dziwaczniejsze miasta

o nazwach brzmiących jak groźby jak wyzwiska



początki

procesja grzybów i ziół ku czci Księżyca
zmieszaj niech się otworzą studnie
znamy ich związki z ciałami niebieskimi
i wiemy kogo można w nich spotkać

schodzą się mieszkańcy sadzawek i polan
nasze ciche obrzędy najprostsze wierzenia
pozbawione obrazów i pojęć

wiedza, że On tak naprawdę nie istnieje
tylko umacnia nasze oddanie


Robert Jóźwik. Obiecuję ci niewidzialność. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Michał Trusewicz - "Zakwity"




Poetycki wielogłos z kraju oblężonego chorobą.

Michał Trusewicz - ur. w 1995 roku. Studiuje na Uniwersytecie Warszawskim.




Weronika, Siedlce

dom pachniał lawendą, mgłą i snem
zawsze jakimś cudem cię budziłam
może zapinaniem kurtki
poniedziałkowym ziewaniem

czy wzięłaś śniadanie
refrenem wyznaczałaś rytm poranków

po 12 latach wreszcie odpowiedziałam
mamo, zjem w pracy
wtedy poczułam, że Świat zbliżył się do nas
i zaczęło pachnieć cementem, spawaniem, olejem

czułyśmy Jego obecność
to on zmienił nasze buty w werandzie
przybrudził twoje noski, wydłużył mój obcas
jednak zawsze rano powtarzałaś to pytanie
czy wzięłaś śniadanie

tylko w ten sposób mogłaś nas ocalić
zanim rozpadniemy się na osobnych ludzi

gdy zadzwonił twój lekarz dwa lata później
całe metro pachniało lawendą

12 lat temu Świat zapłodnił mnie cementem
graviditas extrauterina
poroniona przyszłość



Amadeusz, Zielona Góra

widzę że stoisz (odsuwam ci krzesło)
pocierasz chusteczką usta, zmazując delikatną szminkę
przyciszasz muzykę – nieśmiertelne Wonderful life
zmieszanym wzrokiem porządkujesz wzorki na tapecie
gazety na stole pulsują reklamami książek autora piszącego o tym samym

o niczym nie wiesz (skąd ten wniosek?)
może nie dosłyszałem
Świat stoi za firankami przekrzykuje słowa wyjęte z ust

wyrzucam zdanie o pociągu
chociaż dobrze wiem, że jestem spóźniony

odkładasz szklankę na miejsce
poruszasz się cicho jak późny listopad
kropki twego potu na czole, jaśminowe krople perfum na szyi
przed drzwiami czekasz
z czapką, bo wietrznie

mnie chwytasz za rękę
nie wypuszczasz
dzisiaj na pewno nie pójdę


Michał Trusewicz. Zakwity. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Mariusz Ropczyński - Kwestia wyboru






MARIUSZ ROPCZYŃSKI – ur. w 1976 roku w Trzebiatowie. Poeta, pedagog. Autor zbioru wierszy Bez rezerwacji (2015). Laureat Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. K. Ratonia. Publikował w „Odrze”, „Frazie”, „Wyspie”, „Helikopterze”, na stronie Biura Literackiego. Jego wiersze ukazywały się również w almanachach konkursowych. Mieszka w Nowym Sączu.


Zarys

W topolach wiatr. Jeszcze dalej wyszarpane
z ogniska bierwiono, martwe truchło
węża. Łąka jak mauzoleum.

Tutaj będziemy przychodzić, kłaść głowę
na kamieniach, chłonąc tłuste, pełne ziarna.
Spójrz tylko, już oczy i serce otwarte.

Wymyśliłem sobie czas. Wymyśliłem miejsce,
i ciebie. Stojąc pod dachem starej przepompowni,
ścieram z twarzy dwie pierwsze krople.

Właśnie pęka szew nieba.



Wieczność

Ogień rozbiera resztki buka. Matka
wciąż wini ojca za pośpiech, z jakim ten
zgodził się na sprzedaż domu po rodzicach.
Oczy winowajcy, które mówią same za siebie.
Czasami sądzeni będziemy z kamienia,
bo w dłoń się kładzie złość albo różę.



Kwestia wyboru

Kundel przybłęda bezczelnie załatwia się
na środku trawnika. Zaledwie parę chwil
temu za to samo zebrał razy gdzie indziej.
Ojciec wyjeżdża już jutro. Jego mocne
słowa, kiedy prosi mnie na stronę: „ Miej oko
na ogród i ziemię”. Czy doprawdy chciałabyś,
żeby na nowo ułożył sobie teraz życie?

Potrafimy tak kochać, ale tamta śmierć była przecież
zbyt blisko. Na peronie kilka wolnych miejsc.
Jasna twarz w oknie, ale czy naprawdę można to
uznać za uśmiech? „Nie oceniaj nikogo,
póki nie zejdziesz nóg w jego butach”.



Mariusz Ropczyński. Kwestia wyboru. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Alicja Mielcarek - Pępowina





Miejsce urodzenia jest jak chip wszczepiony pod skórę. Jest z nami na zawsze, niezależnie od tego, gdzie przebywamy, i czy tego chcemy. Wyczula, nadaje kierunek, uodparnia, determinuje. I zawsze ciągnie „do domu”. Lubimy mitologizować miejsce pochodzenia, chcąc mu (a przy okazji sobie) dodać wyjątkowości
i magii. We mnie Nowa Ruda zaszczepiła słabość do małych miast, gdzie wszystko jest bardziej wyeksponowane, kontrastowe, dotknięte groźbą marazmu i beznadziei. A przecież wszędzie jest potrzeba sensu. W „Pępowinie” z czułością oddaję się wiwisekcji małej społeczności. /Alicja Mielcarek


Mityczna „Nowa Ruda” jako świat silnych, pomysłowych kobiet. To one tworzą życie, a potem napędzają go – wciąż głodne tajemnic, uczuć i wyjaśnień. Kobieca energia Nowej Rudy i siła poszukującej prawdy bohaterki złożyły się w jedno: lokalną opowieść, od której niektórzy nie będą mogli się oderwać, szukając w tym swojskim „ludzkim krajobrazie” śladów tego, co ponadczasowe i uniwersalne. /Karol Maliszewski



Alicja Mielcarek

Urodziła się w 1978 roku w Nowej Rudzie. Od kilku lat mieszka w krainie wielkopolskich jezior. Dziennikarka, logopedka, aktorka. Absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego
i Podyplomowych Studiów Logopedycznych. Laureatka konkursu na krótką formę literacką w ramach festiwalu Góry Literatury, nad którym pieczę sprawowali jurorzy: Olga Tokarczuk, Karol Maliszewski
i Zbigniew Kruszyński. Ma na koncie publikację konkursowego opowiadania Koza.


Wstęp

Kiedy byłam dzieckiem, chciałam latać. Mówiłam, że zostanę stewardessą. Później gwiazdą estradową,
i tak poprzez nauczycielkę, lekarza, sklepową doszłam do sprzątaczki. Chciałam posprzątać. Byłam też ciotką, która spotykała się z inną i miło mijał im czas na omawianiu spraw: dom, chłop, dzieciaki. I tak to będąc małą dziewczynką pełniłam wielorakie role. A każdą z nich mocno przeżyłam. Na pewien sposób niewiele się zmieniło, tylko role i zaangażowanie.

To nieprawda, że dzieciństwo jest sielanką, takie beztroskie w zagrodzie z baranami albo w rzeczce, gdzie można było znaleźć pomadkę zgubioną przez kobietę, przeżywającą miłość swojego życia. Wyobrażałam sobie, że upuściła ją przy poprawianiu ust przed przyjściem ukochanego, z którym to pogrążała się w miłosnym uniesieniu w rowie nad rzeczką.

Szminka ta była najcenniejszą rzeczą w moim dzieciństwie, jako jej właścicielka czułam się bardzo ważna
i dorosła. I tak w pomalowanych na czerwono ustach, a także paznokciach, zbierałam stonkę ziemniaczaną zrzucaną przez Amerykanów. To ma być sielanka? A gdzie chłopiec z sąsiedztwa i jego cielęce spojrzenia?

Zapach i kolor szminki były bardzo intensywne. Wściekła czerwień pachnąca kwiatem dzikiej róży zmieszanej z chemiczną perfumą. Słodko-gorzki pudrowy smak z czasem nabierał wyrazistości.

Dzieciństwo zdawało się nigdy nie skończyć. Czekanie na dorosłość dodatkowo je wydłużało. Zabawa czyniła znośnym to czekanie na pełnię życia. Najgorszy jest etap „pomiędzy”, czas szkolny. Wszyscy każą dzieciom być dorosłymi. Każą nam robić wszystko tak, jak oni chcą, jakby nie wiedzieli, że to zabiera radość robienia czegokolwiek. Czas rozpędza się jak śnieżna kula. Niepostrzeżenie rękawy robią się za krótkie, kształty bujniejsze, nastroje rozchwiane hormonami. Własna skóra wydaje się obca. Śnieżna kula dzieciństwa zatrzymuje się. Rzadko kiedy cała. A my nagle ocknięci w dorosłości, wybiórczo rozpamiętujemy dzieciństwo, doszukując się w nim klucza. Czując w ustach cierpkość, wiemy, że straciliśmy słodycz. Od tej pory nieudolnie będziemy próbować odtwarzać swoje świeże myśli, spontaniczne uczucia, bezkres marzeń. Nauczymy się cieszyć z tego, że będziemy się sobie samym przyglądać jak komuś obcemu. Pamięć o dzieciństwie jest jak dobry sen, który towarzyszy nam przez cały dzień albo jak koszmar tak samo do nas przylegający.

Inkubacja umysłu, zastygła myśl, stępiony węch, niewyraźny smak, brak czucia. Stępione zmysły. Czekanie na cud narodzin.


Alicja Mielcarek. Pępowina. Nowa Ruda: MaMiKo, 2018





Maksymilian Tchoń - Walkirie. Noc ciszy








Maksymilian Tchoń urodzony w 1987 roku. Pochodzi z Tarnowa. Licencjat polonistyki UJ. Autor tomów: Opracowanie edytorskie (2015), Ars Poetica (2015), Całkowite zaćmienie (2015), Http (2015), Niecierpliwy (2013) oraz tomiku Życie jak poemat (2012). Pomysłodawca almanachu literackiego młodych - „Synekdocha (2015) oraz jeden z autorów almanachu „Aspiracje” i kajetu „Dziś będę poetą”. Publikuje również w internecie na łamach Biura Literackiego i portalu www.poema.pl. Pasjonuje się muzyką, sportem, turystyką górską oraz dobrą książką.



I
kinkiet słońca
gołe niebo
perełka rosy na martwym policzku





II
nadstawił drugie ucho
pan Bóg od wiosny
zakwitły dni





III
odgłosy września
– spłonęły wrzosy
to już jesień duszyczko!





IV
chciałbym żebyś miała usta
Janis Joplin
pra–przyczyno



Maksymilian Tchoń.Walkirie. Noc ciszy. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016.





Karolina Wiaczewska - Mroczne postscriptum




Karolina Wiaczewska
Absolwentka Wydziału Filozofii. Pisarka, dla której słowo istnieje poprzez odniesienie do człowieka i jego losów. Śpiewaczka operowa, która kształciła swój głos w Polsce i Szwajcarii. Prowadzi zajęcia z filozofii dla studentów Seniorów na UTW. Jej teksty publikowane są na portalach literacko- filozoficznych. W 2017 roku pojawiła się jej książka "Kalecznicy". Interesuje się historią ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Słowian. Chętnie fotografuje otaczającą ją rzeczywistość. Biega dla przyjemności. Jej przyjacielem jest Mieszko- owczarek niemiecki.




Psi los

Przy szerokiej bramie kłębili się ludzie. Jak co rano zaciskali w dłoniach przepustki, umożliwiające wejście na teren zakładu. Ten zajmował pokaźny obszar, ze wszystkich stron otoczony wysokim, betonowym murem. Fiedosija Gonorijewna stała, ocierając łzy. Co rusz przyciskając chusteczkę do ust, szlochała. Jej policzki i nos czerwieniały, a rozbiegane oczy rzucały wkoło błagalne spojrzenia.

– Ustąpcie, Stiefanie Andriejewiczu! – zabrzmiał w końcu niski, męski głos. Miał w sobie jednak wystarczająco dużo ciepła, aby Fiedosija dostrzegła w nim szansę dla siebie.

– Toć się kobita rozchoruje. No dajże pokój, Stiopa – przekonywał kolejny, należący do niewysokiego, szczupłego człowieka, o twarzy podobnej do wyschniętej śliwki.

– Nie ma mowy! – rzucił Skorajew, a uderzając zaciśniętą pięścią w blat, warknął. – Może się głupia w końcu czegoś nauczy! Jak będzie musiała wracać do domu po przepustkę, to na następny raz nie zapomni! – Dłonie kobiety drżały ze zdenerwowania. Zaczęła przeglądać zawartość torebki. Raz kolejny próbowała w niej znaleźć właściwy dokument.

– Za spóźnienie do pracy potrącą jej z dniówki. Ustąpcie, Stiefanie Andriejewiczu – powtórzył pojednawczo postawny mężczyzna.

– Niech straci! A wówczas to się już z nią osobiście policzę! – przestrzegł Skorajew. Gwałtownie uniósł rękę, tak jakby chciał wymierzyć kobiecie cios w głowę. Ta uchyliła się jednak wprawnie. – Wie dobrze, że nie gadam po próżnicy! – skwitował dumny z siebie, po czym zerknął pobieżnie na kilka kolejnych przepustek. Ludzie tłoczyli się w przejściu. Szeptali między sobą, że i tym razem znienawidzonemu służbiście udało się wyłowić nieszczęśnika, który słono zapłaci za gapiostwo. Z politowaniem kiwając głowami, mijali pospiesznie Fiedosiję Gonorijewną, bez ustanku zanoszącą się płaczem.

– Stiopa! Opamiętaj się! – podjął na nowo próbę niewysoki mężczyzna. Rozłożywszy ręce w szczerym geście, podszedł do Skorajewa, który zesztywniał w jednej chwili.

– Mam to gdzieś, że to moja żona! – rzucił, wygładzając swój mundur. – Tym bardziej powinna przestrzegać regulaminu. Won mi stąd, głupia babo! Bez przepustki nie wpuszczę! – spojrzał na biedaczkę rozognionym wzrokiem. Pogardliwym gestem wskazał drzwi. Kobieta pochyliwszy się niżej jeszcze, niż zazwyczaj, pokornie skierowała się w ich stronę. Mijając próg, westchnęła ciężko. – Jeszcze mi tu narzekaj! Zobaczysz, już ja ci potem kości porachuję! – odgrażał się. Upojony własną brutalnością, nie zważał na strach malujący się na twarzy Fiedosiji, która po chwili biegła już wąską ulicą. [...]

Karolina Wiaczewska. Mroczne postscriptum. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Piotr Barański - Komunikacje




Piotr Barański (ur.1986) Autor. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W jego poprzednich książkach, sprzed 2017 roku, nie wszystko mu się podoba i nie z każdym wierszem z nich się zgadza. Posiada stronę internetową: piotr-baranski.pl i profil na Facebooku: Piotr Barański poezja. Poza literaturą interesuje się m. in. muzyką



Ekranizacje


Przezroczysto wokół
podobizn ptaków,
widać fragmenty osiedla,
zasłoniętego
przed dźwiękiem ulicy.

Czego się nie nad stawia,
żeby nie słyszeć

Drogi, która ma głos,
Nowinę.



Techniki śledcze

Tramwaj, ktoś ze słuchawkami
wzywa palcem na przesłuchanie
płytę lub książkę.

Już na długo przed epoką smartekranów
świecono żarówką
w literaturę,
swingowano taśmy
na muzykę.



Znaki czatu

Zdjęcia niezabezpieczone kliszą.

Rozmowy, które gwarantuje
kontrakt messendżerski.

Coraz częściej potrzebujemy profili,
żeby się zobaczyć
en face.

Piotr Barański. Komunikacje. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Karolina Wiaczewska - Kalecznicy





Karolina Wiaczewska

Absolwentka Wydziału Filozofii. Szukając pisarskich inspiracji, kieruje się ku człowiekowi z ciekawością i zadziwieniem. Śpiewaczka operowa. Kształciła swój głos w Polsce i Szwajcarii. Laureatka konkursu literackiego „Kryminalny Olsztyn” 2014. Pasjonatka historii. Biega dla przyjemności. Chodzi po górach, zawsze z aparatem fotograficznym w dłoni.

www.wiaczewska.pl


ZGRZYT

Nie ma mowy! Nie licz na to, że pójdę znowu do pracy! Oczywiście, że nadal będziesz mnie utrzymywać. Uświadamiam ci to, ku twojemu zdziwieniu, które jak zawsze starasz się zakrzyczeć! Będziesz mnie żywić i ubierać. Spokojnie. Bez obaw. Nie mam zbyt dużych wymagań. Przecież wiesz.

Jeśli zamierzasz obstawać przy swoim, to udam się na policję i podzielę się z przemiłą władzą, dużą wiedzą, z wielu dziedzin. Ależ, to też przewidziałam. Mam na myśli twoją reakcję, nawet twoją minę. Dość rozczarowujące, przyznaję.

Przecież nie na ciebie doniosę! Nie bądź śmieszna. Wiedziałam z góry, co powiesz – A proszę bardzo! Nie zależy mi. Idź! Tylko nie zapomnij dodać, ile sama na tym stracisz! – Tu przypominam, że ja nie mam w swej naturze takiej cechy. Strata. Precyzyjniej – poczucie straty – utrapienie ludzi, dla których środek jest ważniejszy od celu, to obcy mi całkowicie stan emocjonalny. Informuję cię, że doniosę na Gridget. O&#8230;! Już ją widzę oczami mojej nieograniczonej wyobraźni. Ty zapewne też, bardziej tak z prozaicznego doświadczenia. Zatem widzimy ją obie, jak stoi na przesłuchaniu i sepleni, jąka się i ślini, jak trzęsą jej się ręce i głos. To na sobie będziesz czuła jej rozbiegane spojrzenia. Panicznie błagalne.

Ależ naturalnie, że ci wyjaśnię, dlaczego tak się zachowuję. A co mi przyszło z bycia miłą, dobrą, spolegliwą, łatwowierną i szczerą? Już odpowiadam: Nic! Tak! Tak! Tak! Na byciu złą zyskam jeszcze mniej. Dzięki ostatnim doświadczeniom diametralnie zmieniłam swój stosunek do ludzi i świata. Od półtora roku szkolę się dzień w dzień. I mam osiągnięcia. Teraz jestem podła i wyrachowana.

Jeśli nie przestaniesz mnie sobą zamęczać, to wypróbuję na tobie zdolności wydawania opinii przez nasze sądownictwo. Udowodnione i przenosi się pocztą pantoflową, że można dokonać jednego afektu w życiu i nie ponieść odpowiedzialności karnej.


Jak to, co zrobię?! Z a b i j ę c i ę ! –

Straszysz mnie, że niby ty też możesz mnie zabić?

Proszę bardzo! O niczym innym nie marzę...


Karolina Wiaczewska. Kalecznicy. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Tamara Hebes - Tak myśli-cielsko




Ze wstępu autora:

KOMU DZISIAJ POTRZEBNA FILOZOFIA?


„Żyjemy w czasach, w których zajmowanie się filozofią w jakiejkolwiek postaci koniecznie wymaga usprawiedliwienia.” Tak w Wiedzy obiektywnej pisał Karl Raimund Popper. Po co apologia tego, co ma już wielowiekową tradycję? Jeżeli coś wymaga najmniejszego nawet usprawiedliwienia, znaczyć może to tylko tyle, że sprawa nie jest jednoznaczna i pojmować ją można na bardzo wiele sposobów.

Zdecydowana większość ludzi zna słowo „filozofia”, ale termin ten z pewnością budzi różne skojarzenia. Dla jednych jawi się ona jako dyscyplina naukowa zarezerwowana dla umysłów niezwykłych, dziwnych i poruszających się po płaszczyznach oderwanych od ziemskiej rzeczywistości. To nauka pojmowana głównie z obecnością na salach wykładowych uniwersytetów, a filozofowie są niczym magowie, szarlatani, mędrcy. Ale nie brakuje też i takich, dla których filozofia i filozofowanie nie ma już tak wzniosłych skojarzeń i jest przez nich traktowana nieco lekceważąco i pogardliwie. Dla nich filozofowanie to nic innego jak tylko wymądrzanie się i cwaniakowanie okraszone pięknymi i dziwnymi słowami. W tym przypadku filozof jawi się jedynie jako zwykły mądrala. To stąd właśnie wzięło się powiedzenie „chłopski filozof”. Filozofia pojmowana w tych kategoriach nie jest tu wiedzą ani też mądrością, lecz tanim sposobem życia i funkcjonowania w grupie społecznej. Zestawiając oba powyższe poglądy można pokusić się o stwierdzenie, że filozofia to taki rodzaj myślenia, które podejmuje próbę objęcia wszystkiego, a jak chce się objąć wszystko, to w gruncie rzeczy nie ogarnia się niczego. W potocznym mniemaniu filozofowanie to myślenie
bezprzedmiotowe, a filozofowie to ludzie ze skłonnościami do rozmyślań nad sprawami niepotrzebnymi, to swoiści marzyciele. A skoro tak, to z takiej abstrakcyjnej nauki, jaką jest w potocznym właśnie znaczeniu filozofia, nie może wynikać nic pożytecznego dla życia. Jednak należy zgodzić się co do faktu, że w gąszczu spraw codziennych i banalnych znajdują się również problemy natury bardziej złożonej i owa refleksja nad tymi poważnymi zagadnieniami to nic innego jak filozofowanie właśnie. Tak więc to pogardzane przez niektórych mędrkowanie dotyczy każdego człowieka, przy czym głębia namysłu nad określonym tematem z pewnością jest mocno zróżnicowana. Zatem każdy z nas jest filozofem, każdy na swój sposób i możliwości intelektualne medytuje o sprawach ważnych, choć mało kiedy będąc tego świadomym, mało kiedy określając swoje zachowanie mianem filozofowania.


Pierre
ABELARD

(1079 - 1142)

„Desygnat ogólników – toż to anomalia!”
Krzyczał głośno filozof: „Precz, uniwersalia!”
Na polu naukowym miewał głównie wzloty,
Ze swoją Heloizą miał tylko kłopoty.
Choć byli zakochani w sobie chorobliwie,
Los im drogi poplątał bardzo nieszczęśliwie.




Martin
HEIDEGGER

(1889 - 1976)

Był wśród filozofów dużej miary asem,
Zajmował się bytem bycia oraz czasem.
Kiedyś się zdarzyło, iż pewna kobieta
O „być, albo nie być?” spytała Hamleta.
Ten oczy wytrzeszczył i zrzedła mu mina:
„Z tym problemem proszę do mistrza Martina”.



Tamara Hebes. Tak myśli-cielsko. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Piotr Marcin Kraska - Widoki z łóżka





Piotr Marcin Kraska - 35 lat, nauczyciel, tłumacz, kiedyś także dziennikarz, lecz przede wszystkim miłośnik literatury i poeta. Do tej pory opublikował: Rejterada oraz trzydzieści trzy inne utwory wierszem (Sowello 2013) i Q. Nie tylko dramaty (Sowello 2014). Uwielbia podróże, dobrą kuchnię, teatr i muzykę klasyczną. Mieszka w Krakowie.




W GŁOWIE POETY

czają się podłe krasnale ogrodowe
od urodzenia w głębokiej depresji
w głowach krasnali mieszkają koty
którym się TEGO nie robi
drapią swą sierść w której gnieżdżą się wszy
są wszędzie czyli nigdzie
a w głowach wesz żyją ameby
palące papierosy w bramach kamienic

z dymu sączą się obrazy

z popiołów powstają słowa




DOKĄD WIEDZIE TA DROGA

Dokąd wiedzie ta droga, którą we śnie chodzę?
Dokąd mnie zaprowadzi? Gdzie kres jej? Gdzie koniec?
Lasy gęste i mokre. Kamyk w bucie. W drodze&...

Wiele czeka mnie trudów. Nie poddam się trwodze,
Choć rajskie konie światła uciec chcą na błonie.
Gdzie prowadzi ta droga? W błocie sennym brodzę.

W bagnistym mule tracę swą pozorną władzę
Nad słowem, czynem giętkim. Grzech? Od grzechu stronię.
Trasy długie, nieznane&#8230; Kamień znika w wodzie.

Czy znajdę rozwiązanie? Nie jest łatwo... sądzę.
Strach kładzie się na skronie. Strach to myśli goniec.
Lecz wiedzie gdzieś ta droga, którą ciągle błądzę.

Coś z mapą się nie zgadza, tracę wszelką wiedzę.
Czy życie również stracę? Czy śmierć? A co po niej?
Masy ciemne, wilgotne; skała... tam posiedzę.

Czy może ruszyć dalej? Biesy mnie wydadzą?
Przed sędzią stanę goły po ognistej stronie?
Gdzie droga mnie zawiedzie, którą we śnie chadzam?
Wieki gęste i ciemne: popiół, szarość, sadza –



Piotr Marcin Kraska. "Widoki z łóżka". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Piotr Tomczak - Starość szaf







Starość szaf


Zapach drewna, które wiele przeszło, wilgoć, rozsychająca się, rozeschnięcie, wilgotniejące, tłusto. Spękania i skrzypienia. Szuflady wciąż się wysuwają, nocami i dniami, szafy przestawiają się po pokoju, rozrastającym się w pokoje, ciągnące się od ulicy całkiem głównej, choć nieco pobocznej, aż do jakichś wstydliwych zakamarków miasta. Układają się w nieudane, a długotrwałe kompozycje przepierzeń dzielących ten pokój ze mną. Dlaczego kojarzy mi się to z jasną zielenią? Czy może zielenią odwłoków much ścierwnic czy opakowań choinkowych lub powszednich cukierków? Było już kilka remontów, malowań. Wyrywałem wszystkie zbędne półki, popękane, pomalowane na biało, wydawały się nie spełniać żadnej praktycznej funkcji. Ostatnio przeniosłem meble z tego pokoju do nowego miejsca w Paryżu. Ogląd sąsiednich mieszkań, urządzonych ze smakiem, w przeciwieństwie do mojego, mimo starań, sprowokował
pytanie: „Po co?”.




W górę, w górę!


Ostatnio często sobie przypominam o sklepach umieszczonych na szczycie wielopiętrowej nadbudówki usadowionej od pewnego czasu na szczycie naszego czteropiętrowego bloku. Nie muszę zatem jeździć do centrum miasta po zakupy, wystarczy wyjść na korytarz, i wsiąść do windy. Potem, na czwartym piętrze, zrobić przesiadkę do tej, w której ciśnienie zatyka uszy, i wysiąść kilkadziesiąt pięter wyżej, w galeriach handlowych, po części niewykończonych, i kupować, co się chce. Nie trzeba się już męczyć podróżą, wystarczy, żeby się przypomniało i pokonać strach.




Później niż „Matko, jestem głupcem”


Czy jest to zestaw fotografii, czy film? Nie jest wiadomo, czy jest to przedstawienie autentyczne. Wydaje się, że tak, że jest. I że jest to jednak film, w kilku ujęciach pokazujący zasadniczo nieruchomego. Wywiera duże wrażenie, z kilku przyczyn: jest jednym z ostatnich wizerunków, jest wizerunkiem cierpiącego, jest jednym z ostatnich wizerunków cierpiącego,
jest jednym z pierwszych zastosowań kamery filmowej, i to do postaci, która raczej kojarzy się z popiersiami, płaskorzeźbami, rysunkami, obrazami, co najwyżej fotografiami, rękopisami i drukami. Byłem podobnie zaskoczony, widząc fotografię Fryderyka Chopina. Nieoczekiwana bliskość.


Piotr Tomczak. "Starość szaf". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Izabela Iwańczuk - tyka Ero





Poetka, ur. 10 maja 1976 r. Mieszka i pracuje w Słupsku. Twórczość poetycką rozpoczęła w 1996 roku. Debiutowała na łamach katowickiego kwartalnika humanistycznego Wyrazy w 1998 roku. Publikowała w almanachach, antologiach, pismach literackich (m.in. Akant, Aspiracje, Autograf, Gazeta Kulturalna, Kozirynek, Metafora, Migotania, przejaśnienia; Okolica Poetów, Nihil Novi, Pegaz Lubuski, Poezja dzisiaj, Pogranicza, Ślad, Znaj ) oraz w Internecie. Wybrane wiersze autorki drukowano w języku angielskim, hiszpańskim, niemieckim, rosyjskim i serbskim. Wydała tomiki poetyckie: Róża frasobliwa (Agora, Słupsk 2000), Koperta bieli (Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2006), Lunatycy (Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2008) – wyróżnienie na X Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Leopolda Staffa (Starachowice 2007), Perły wieczne (MaMiKo, Nowa Ruda 2012). Odniosła sukcesy w konkursach poetyckich. W latach 2007-2009 była w składzie redakcji słupskiego Brulionu Literackiego Ślad. Stypendystka Prezydenta Miasta Słupska w dziedzinie kultury (2006, 2012, 2016 r.).




Analiza


stres
praca
euro
zamiast
poezji

upał

znaczy
walczyć
tańczyć
kosmicznego
walca




Open Fryderyk Chopin


kluczem wiolinowym otwiera
herbaciane niebo

świerszcze grają upał

murzynek nocy
roztapia się
wschodem słońca




Idą święta
rabat na świat



chorujesz na mnie
dwadzieścia procent mniej

na chory świat
pięćdziesiąt procent taniej

na tv led laptop tablet
na miłość najlepsze gratisy miłości

na miłość nie ma sił
na filmową piosenkę

na wszystko gratis
tylko u Boga

przymglone światło promieniuje
w cztery strony
z telebimu nieba

Izabela Iwańczuk. "tyka Ero". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Stan Florek - Miasto bez przystanków




Stan (Stanisław) Florek urodził się w Wałbrzychu na Dolnym Śląsku. W młodości uczył się rysunku i malarstwa pod kierunkiem uznanej rzeźbiarki Marii Bor. Studia plastyczne ukończył w Sydney w Australii w 1995 roku. Brał udział w licznych wystawach, m.in. w uczczeniu 60 rocznicy Rewolucji kubańskiej w Parlamencie Stanu Nowej Południowej Walii, w wystawie na 100 rocznicę urodzin Hiszpańskiego poety Miguela Hernandeza, ekspozycji wspierającej Arktyczny Bank Nasion (Global Crop Diversity Trust) oraz w wystawach na rzecz stanowego serwisu Leczenia i Rehabilitacji Ofiar Tortur i Traumy.

Zainteresowanie sztuką prehistoryczną i starożytnych cywilizacji zaprowadziło go na studia archeologiczne, które ukończył we Wrocławiu w 1976. Pracował w Zakładzie Konserwacji Zabytków, w Zakładzie Archeologii Nadodrza Polskiej Akadami Nauk, i na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 1985 pracuje w Australian Museum (Sydney) w sekcji, która opiekuje się kolekcją etnograficzną, archeologiczną oraz sztuką, głównie rdzennych społeczeństw Oceanii. W 1994 roku otrzymał stopień doktora filozofii na Uniwersytecie Sydnejskim. Pisze artykuły dla profesjonalnych i popularnych czasopism oraz publikuje i bloguje w internecie.

Jego opowiadania i obrazy rodzą się z zainteresowania i poczucia wspólnoty z innymi ludźmi, krajami i kulturami – ludzie z odległych stron, prawdziwi lub wymyśleni, pojawiają się w jego historiach i na płótnach. Również krajobrazy, miasta i dzielnice, zwykle fikcyjne, inspirowane są prawdziwymi miejscami na ziemi. Potęga natury i pór roku fascynuje go tak samo jak dramat i radość ludzkiego istnienia.

Jego ulubione tworzywa plastyczne to farby olejne, pastele i miedzioryt. W pisaniu garnie się do małych form, poezji, opowiadań i prozy faktograficznej



DO DOMU

Tyle lat minęło. Myślałem, że czas już powrócić do domu. Nie było żadnych usprawiedliwień. Ale powroty są trudne, tak samo jak rozstania, a może nawet trudniejsze. Dlaczego tyle lat, dlaczego pozwoliłem im przepłynąć niepostrzeżenie, jakby nieświadomie. Spakowałem się jednak. Cóż to za pakowanie. Miałem tylko jedną torbę podróżną. Nie była ani duża, ani wypchana. Wszystko, co zdarzyło się w tych minionych latach, zostawiło mi zaledwie garść przedmiotów, jak okruszyny zapomnianego biesiadowania. Ale i biesiadowania też tak wiele nie było. Chcę sobie przypomnieć te wszystkie gwarne godziny przy stole w gromadzie przyjaciół i powierników. Ale nie mogę sobie przypomnieć. Wszystko, co pamiętam, to samotność. Skąd te długie lata z daleka od domu i te wszystkie wysiłki?

Więc teraz już postanowione. Do domu. Tak się złożyło, że wróciłem wieczorem. Na ulicach paliły się gazowe latarnie, nawet niepotrzebnie, bo nikt już nie chodził po mieście o tej porze. Wszedłem cicho na parter i położyłem się na kanapie. W zasadzie ani parter, ani kanapa nie należały do naszego mieszkania. Były tam jakby na wszelki wypadek, prawie niechcący. A jednak teraz użyteczne, gdyż mogłem zbliżyć się tak bardzo do domu, nie przekraczając progu. Mogłem przyzwyczaić się chociaż trochę do tego trudnego powrotu. Przykryłem się paltem. Nie było mi wcale zimno i może bym zasnął, aby we śnie dalej się przyzwyczajać. Ale osaczyły mię wątpliwości, czy to dobrze abym spał tutaj, będąc zawieszonym między dwoma stanami. Te wątpliwości rosły z każdą minutą. Wyszukałem zegarek w torbie. W jakichś zagubionych promykach nocnego światła odczytałem czas. Była już prawie północ. Postanowiłem pójść do domu.

Wszedłem po schodach na piętro. Pamiętałem te schody tak dobrze, że wchodziłem po ciemku bez najmniejszego zastanowienia, bez uchybienia stopnia lub półpiętra. Otworzyłem drzwi, korytarz był w półcieniu i od razu wiedziałem, że ojciec był w łazience, że mył się i golił. Poszedłem do matki pokoju, skąd sączyło się jasne światło, ciepłe i pomarańczowe. Zniekształcone prostokąty i kwadraty tego światła pokładały się pomiędzy rewirami cienia w korytarzu pełnym szafek, płaszczy i luster, które nie odbijały światła, lecz tylko szare cienie.

Matka siedziała w łóżku. Kołdrę miała podciągniętą do piersi. Twarz zwróciła w moja stronę, bo pewnie słyszała, że przyszedłem. Patrzyła z wyrazem zainteresowania, chociaż godzina była już taka późna. Może nawet oczekiwała mojego powrotu. Oparte na ramieniu trzymała dzieciątko, malutkie, też patrzyło się na mię. Dzieciątko miało proporcje bardziej podobne dorosłym, jakby to był mały ludzik. Pan-chłopczyk zupełnie podobny do Jezusa z szopki w Nazaraniu.

Stan Florek. Miasto bez przystanków. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Mariola Mikołajczak - Bałkański szkicownik





Mariola Mikołajczak – slawistka, profesor językoznawstwa, eseistka, pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest autorką kilkunastu książek naukowych i popularnonaukowych, tłumaczem dzieł średniowiecznej literatury słowiańskiej.


Święty Naum


Błękitne niebo bez jednej chmurki wróżyło miły dzień, ale klasztor św. Nauma, obowiązkowy cel wszystkich wycieczek, znudził mnie tym razem już po kilku minutach. Przewodnik ze zmierzwioną brodą – ten sam od wielu lat – recytował swój tekst tak, jakby go odtwarzał z taśmy magnetofonowej zamontowanej w głowie. Jak zwykle kazał przykładać ucho do kamiennej płyty grobu, jak zwykle wszyscy słyszeli bijące serce Nauma, jak zwykle omawiał po kolei każdą z ikon niewielkiego ikonostasu i wyjaśniał, jakie freski kryją się pod grubą warstwą osiadającej wiekami na ścianach sadzy i brudu. Nie miałam siły wysłuchiwać po raz dziesiąty tej samej opowieści, niech słuchają ci, którzy tu jeszcze nie byli.
Usiadłam na ławce przed cerkwią i jak kot wygrzewałam się w słońcu. Oprócz naszej grupy nie było nikogo, dopiero po jakimś czasie pojawiła się rozleniwiona upałem, znudzona nastolatka, a chwilę później jej młodsza, pięcio-, może sześcioletnia siostra z ojcem. Dziewczynka trzymała mężczyznę kurczowo za rękę i zadawała mu dziesiątki pytań. Na swój sposób interesował ją każdy szczegół dziedzińca klasztoru, każda kolumna i każdy kamień. Ojciec tłumaczył cierpliwie, ale dość zawile, chyba niestosownie do wieku małej.
– Tato, kim był święty Naum? – spytała w pewnej chwili.
– Był lekarzem kochanie, leczył ludzi. Niektórzy mówią, że założył tutaj szpital, a ludzie przyjeżdżali tu modlić się i leczyć. Teraz zresztą też po to przyjeżdżają, modlą się przed ikoną świętego i on im daje zdrowie.
– Więc żeby być zdrowym, to trzeba się do niego modlić, tak?
– Tak kochanie – ojciec rozpoczął swój wykład o zdolnościach uzdrowicielskich Nauma i leczniczej mocy ikony od nowa. Tym razem pogadanka była bardziej szczegółowa.
Mała słuchała cierpliwie, ale w pewnym momencie straciła zainteresowanie i podeszła do mnie. Najpierw wnikliwie mi się przyglądała, a potem wystrzeliła w moim kierunku serię pytań: skąd jestem, jak mam na imię, po co przyjechałam do Macedonii, dlaczego mam na sobie białą sukienkę, co robię w klasztorze, czy lubię czekoladę..., pytaniom mogło nie być końca. Zakłopotany ojciec próbował jej przerwać, ale ciekawość i gadulstwo dziewczynki były nie do opanowania. Jej siostra siedziała na trawie kilka metrów dalej i uśmiechała się ironicznie, zerkając na nas spod fikuśnej, zgodnie z tutejszą modą ułożonej blond grzywki.
– Wedranko, powiedz lepiej tej pani co trzeba robić, kiedy się jest chorym – ojciec wymyślił w pewnym momencie sposób na odpytanie małej z głoszonej przed chwilą lekcji.
– No więc musi pani... – tu mała zatrzymała się na chwilę i zaczęła głęboko zastanawiać – Musi pani napić się rakii – wypaliła ku zaskoczeniu ojca – Mój tatuś zawsze tak robi!
Blond grzywka ryknęła śmiechem, który odbił się od klasztornych murów.

Ochryd, lipiec 2005


Mariola Mikołajczak. Bałkański szkicownik. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Jola Gęsicka - Debut





Jola Gęsicka mieszka aktualnie w Indiach, gdzie podróżuje i pracuje na farmach ekologicznych. Rocznik 1981. Wychowała się w Iłowie koło Działdowa - na pograniczu Mazowsza i Mazur. Ukończyła studia podyplomowe z arteterapii. Interesują ją praca z dziećmi i młodzieżą. Duchowo bliski jest jej buddyzm.


Emocjonalne i spontaniczne wiersze z podróży. Jola Gęsicka do bagażu zawsze dorzuca pióro, aby notować rozgrzaną rzeczywistość dalekich krajów i owocnie łapać chwile. Buddyzm, Castaneda, miłość i wieczny czas teraźniejszy to tylko niektóry tagi "Debutu". Resztę muszą odkryć spostrzegawczy i dociekliwi czytelnicy.



wieczorem
(Macedonia, Pretor nad jeziorem Prespa)


plastikowe torebki i butelki mienią się w słońcu na plaży
jak muszle
rano ktoś je zbiera i składuje na trawie koło śmietnika
być może czasem ktoś przyjeżdża to wszystko zabrać

słońce chyli się i rozlewa w jeziorze
zanurzone w wodzie sylwetki ciemnieją
rysują się niebieskie bryły gór
guma balonowa nadyma się i pęka
w ustach kilkunastolatki

przeciąga się
jeszcze jedna góra z piasku
jeszcze jedna pieczona kukurydza



razem
(Gruzja, Udabno)


przesuwam palcami po
twoich opalonych barkach
kreślę jasnoniebieską linię rzeki
mam wrażenie że na chwilę się odprężasz
że mięknie stelaż twoich pleców

wtedy nachylam się żeby pocałować cię w kark
widzę czerwień i rwący strumień
woda rozpryskuje się o kamienie
białe ściany hostelu

na okolicznych polach i wzgórzach
spalone słońcem trawy
słońce wzeszło jakąś godzinę temu


Jola Gęsicka. Debut. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Katarzyna Brzóska - Na północ





Katarzyna Brzóska - urodziła się 29-go stycznia 1976 roku w Słupsku. Absolwentka filologii polskiej i studiów podyplomowych na kierunku bibliotekoznawstwo i informacja naukowa słupskiej Akademii Pomorskiej. Autorka arkusza poetyckiego Kolory na środku (1999r.) i tomików poetyckich: Tristania (2002r.), Po śnie przedsen (2005r.) i Ukryte (2012r.). Publikowała w antologiach: Gdzie indziej, Patrzeć na siebie bez alfabetu, Wyrwane z krwiobiegu, Contemporary Writers Of Poland, Ślady dotyku, Z ziemi przychylnej, Zapisywanie życia oraz w Prowincjonalnym Okazjonalniku Literackim Łabuź, Autografię, Śladzie i Poezji dzisiaj. Jej wiersze tłumaczono na angielski, niemiecki, rosyjski i francuski.


To zadziwiające jak pusto zrobiło się w domu bez Leokadii. Wszystko stało na swoim miejscu, a mimo to głos odbijał się od ścian szerokim, dudniącym echem, jakby wyniesiono ze środka meble i pozwijano dywany. Leokadia nigdy nie była osobą wylewną i towarzyską, ale po zniknięciu Anny całkiem zamknęła się w sobie. Zyskała nową przestrzeń, której nie potrafiła w żaden sposób zapełnić. najboleśniejsze było to, że nie potrafiła jej wypełnić sobą. Pozostał niepokój podobny do natrętnej melodii dźwięczącej nieustannie gdzieś w tle. Nic nie było w stanie jej zagłuszyć. Jednostajny szum komputera tylko stępiał zmysły i zmieniał konsystencję czasu ze stałej w mamałygowatą. Ze swojego okna widziałam powtarzający się rytuał. Nie miała nic innego do roboty, dlatego co wieczór, mniej więcej o tej samej porze, zasiadała przed monitorem. Bardzo często światło gasło dopiero nad ranem. Szukała wirtualnych przyjaciół przeważnie na forach religijnych. Anonimowe rozmowy ciągnęły się w nieskończoność i prowadziły donikąd. Leokadia robiła wszystko, żeby zagłuszyć ciszę. W ciszy ktoś nagle podłączał wzmacniacze i ustawiał gałkę głośności w pozycji maks. Melodia rozbrzmiewała wtedy na cały regulator i potęga dźwięku niemalże wbijała ją w ziemię jak nędznego robaka.


Katarzyna Brzóska. Na północ. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Piotr Barański - Znowu





Piotr Barański (ur. 1986) Autor. Wie, że źle robi, często wydając książki, zaznaczał i zaznacza na czwartych stronach okładek, że wie, że tak się nie powinno. Miał się poprawić, ale Znowu wydał. Poprawi się. Za swój debiut uznał Nocne południe, następnie opublikował tomiki: Poziom morza, Lekkie piosenki, Tak jak tutaj i niniejszy – Znowu. Wie, że być może naraża się na śmieszność, na złośliwości, na nietraktowanie poważnie czy coś podobnego. Na krytykę. Czy jest asekurantem? Pewnie tak. Czy kokietuje? A skąd. Wiadomo, że wolałby mieć w dorobku tylko jedną książkę, ale za to taką, którą olśniłby stworzenie wszelkie, a najlepiej i rzeczy niestworzone. Jest, jaki jest. Przed Nocnym południem niestety wydał też Skrajności i Drogi oddechowe – mdli go, kiedy o tym myśli (można to kupować jedynie w celu kupienia, a w celu przeczytania polecałby kupować Nocne południe i następujące po nim swoje książki, gdyby musiał polecać siebie). Również w swojej właściwej twórczości, czyli od Nocnego południa, ma wiersze, teksty czy tekściki, których się wstydzi. Może nie jest w jego przypadku tak, że rzeczy kolejne były lepsze od poprzednich, czyli może na przykład najlepsze jest Nocne południe albo może najlepszy jest Poziom morza, a może to jednak któryś z kolejnych tomików jest lepszy; chciałby, żeby Znowu było najlepsze, ale może nie jest (jest np. miejscami może trochę zbyt autotematyczne, miało m. in. mówić o wierszach, może to nic złego). Pewnie to nic wielkiego, ale pochwali się, że Nocne południe znalazło się wśród 80 książek przyjętych do konkursu o Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej w 2016 roku, a zgłoszono 211 książek. Zaprasza do śledzenia swoich progresów, regresów i w-miejscu-stań. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszka w Warszawie. Posiada profil na Facebooku: Piotr Barański poezja (co za szumna nazwa!), posiada stronę internetową: piotr-baranski.pl (co za zwyczajna domena!).




Kana


Wesela to projekty, z którymi się mijam.
Gdzie indziej liczę na upgrade wody.

Moje naczynia nie są stągwiami, cud ma więc trudniej.
Sklep osiedlowy oferuje to w konkurencyjnej
do za darmo cenie. (Gronowe, wytrawne.) Cud

powinien być bardziej przydatny, bardziej
wytłumaczalny, bardziej powszechny. Tyle się widzi kropel,

które tylko kolorem i zawartością różnią się od krwi.
Przemiana wydaje się łatwa.




Art


Upraszczam, mówiąc: galeria billboardów.
Dużo widać nawet z przepełnionych autobusów.
Musicie lepiej się czuć, stojąc jako tłum niż jako wy.
Upraszczam, mówiąc: galeria billboardów,
tym bardziej, że eksponowana jest też reszta:
więcej i mniej, kilka rzeczy pośrednich.
Łatwo mi interpretować puste ściany lub zamknięte usta.
Nadal nie znam się na billboardach. Nie wiem, czy są dobre.




Katowicka


Za miastem kilka obrazów
Jezu, ufam Tobie na drzewach,
w związku z prostytutkami.
Stoi jedna, więc może niektóre
już nie. Droga ma jeszcze wiele

brudnych poboczy. Zatrzymamy się
w sprawdzonym McDonaldzie,
na fizjologię, a potem o własnej
żywności dotrzemy do złóż, kopalń,
spodków, z których nikt niczego nam

nie da. I to nas utwierdzi w tym, żeby
ufać gdzieś dalej albo komuś stamtąd.

Piotr Barański. Znowu. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Jarosław Kapłon - Oswajanie chmur







Jarosław Kapłon- ur. 1972r we Wrocławiu. Poeta. Autor trzech tomów wierszy: "Sprawy przyziemne"- (2012) "Grawitacja"- (2013) "Projekcja"- (2013) Współautor tomiku wydanego wraz z Marzeną Bruś "W miłości chodzi o wszystko"- (2015). Jego wiersze ukazały się w almanachach pokonkursowych jak i w antologii "Poeci Polscy 2016" (Pisarze.pl). Laureat Ogólnopolskich Konkursów Literackich m.in. XVI Ogólnopolskiego i Polonijnego Konkursu Literackiego im. Leopolda Staffa. Jego wiersze publikowane były w czasopismach takich jak; PKP Zin, Migotania, Szafie, Nestorze, Ricie Baum, Interze, Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym, Wyspie, Salonie Literackim, e-Tygodniku Pisarze.pl, Internetowym Magazynie Kulturalno-Literackim Szuflada.net, Kurierze Zamojskim, jak również na portalach internetowych. Obecnie mieszka i pracuje w Zamościu.



Miriady

przed zaśnięciem wypatruję w chmurach zmian
może nawet odkupienia często czytam chiński horoskop
bo każdy z nas nosi w sercu zwierzę

później rozglądam się uważnie bojąc pająków
ich podstępnych oczu wyobrażam sobie świat
jako czarną przestrzeń w której istnieję pozbawiony ciała

niczym stworzenie pogrążone w bólu patrząc na kota
który ze świadomością siedmiu istnień przemyka dumnie
wzdłuż drogi mimo zamordowania i zjedzenia

tych wszystkich myszy życie wydaje się ulotne niczym piosenki
o miłości i nie ma nic wspólnego ze szczęściem
raczej z przemijaniem mimo to wciąż czegoś pragniemy



Samotność

boję się słów i powrotów stoję przed drzwiami
z ręką na klamce czekam aż ktoś otworzy
przekroczy próg jako pierwszy jeszcze raz spojrzy na schody

zamknie drzwi zapyta o zdrowie zaproponuje herbatę
opowie swój sen wczorajszy ogarnie stos
niepotrzebnych rzeczy wypełni luki w pamięci

zapisze białe kartki z których wcześniej nie dało się nic
wyczytać ani wykreślić więc pukam trzy razy
czekam ukryty między nimi a nikim stojącym przed drzwiami

czajnik gwiżdże w kuchni słychać kroki
otwierają się drzwi ten ktoś nie proponuje herbaty


Jarosław Kapłon. Oswajanie chmur. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Marta Sidorowska - Szeptanie duszy





MARTA SIDOROWSKA, ur. 1 V 1979 w Kłodzku. Doktor nauk o kulturze fizycznej. Absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Obecnie prowadzi galerię artystyczną w Kłodzku – Galeria na Wodnej. Źródłem jej poetyckich inspiracji jest życie, ludzie i przyroda.



Brudną, szarą ulicą
Idą smutni, szarzy ludzie
Ich szare bezimienne twarze
Niby chcą coś powiedzieć
Lecz znikają w odruchu zakłopotania

W swym bezimiennym życiu
Poszukują prawdy
Lecz fala codzienności
Przygniata nieodpartą chęć odkrywania

Marta Sidorowska. Szeptanie duszy. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Marek Kazimierz Siwiec - Blask




Marek Kazimierz Siwiec (ur. w 1950 r. w Kętrzynie) poeta, filozof, profesor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Miastem jego młodości był Olsztyn. Autor książek poetyckich i filozoficznych oraz kilkudziesięciu rozpraw z estetyki i krytyki artystycznej w tym: Od Platona do Beardsleya. Drogi estetycznej metakrytyki (2005) oraz Los, zło, tajemnica. Ku twórczym źródłom poezji Aleksandra Wata i Czesława Miłosza (2005). Współredagował książki o myśli Jana Pawła II, Rozumieć cierpienie?... (2010) oraz o poezji Kazimierza Hoffmana Poznawanie Kazimierza Hoffmana... (2011). Opublikował książki poetyckie: Odwrócone lustro (1979), Twój świt ucieka nad ranem (1984), Kostka (1990), Żyłka (2011), Kto (2013). Wiele jego utworów ukazało się w pismach literackich, m.in. w „Poezji”, „Nowym Wyrazie”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Okolicy Poetów - Kwartalniku”, „Frazie”, „Toposie”. Jego wiersze były prezentowane w antologiach współczesnej poezji, w telewizji i radiu. Redagował i współredagował pięć monograficznych tomów „Filo-Sofiji” o twórczym źródle. Za swoje poetyckie dokonania otrzymał nagrodę im. Ryszarda Bruno-Milczewskiego (2015).



Jeśli poezja ma być świadectwem rozpaczy, zatracenia w bezmiarach człowieczeństwa i nicości, to musi być poezją, taką, jaką tworzy Marek Kazimierz Siwiec. W tej poezji jest dezintegracja, żal, zgroza i wreszcie pojednanie.
(...)
Człowiek po utracie musi odtworzyć mit własnego człowieczeństwa i odnaleźć istotne źródło swego twórczego egzystowania. I podmiot liryczny w poezji Marka Kazimierza Siwca z powodzeniem potrafi sprostać tej jakże ludzkiej powinności.

Krzysztof Derdowski, Mit i człowiek



Acqua di Gioia


flakon Wody Radości objęty
smukłymi palcami.
Co za dotyk
zapachu!
Nuta świeżych akordów kalabryjskiej cytryny! Także mięta.
W sercu - jaśmin, piwonia i różowy pieprz.

Ten zapach był w tobie tego ranka
przy krzaku świeżych cytryn przed hotelem Reginella
i w zaułku Sorrento
stoisz
przy straganie
z cytryną w ręku większą od grapefruita.
W oczach - łobuzerskie światło poranka.
Za ręką - krwawa czerwień papryki.
U stóp - pomarańcze nakryte krwistymi liśćmi.

- Spłatałam ci figla losie
dawno miało mnie nie być,
a stoję tutaj przy tym straganie
i mam w ręku ten dojrzały owoc.

Białe spodnie rybaczki opięte na biodrach
i bluzka w kwiaty skrywa pełne piersi.

- Ech, ty Chwilo chciałaś umknąć jak inne,
ale cię pochwyciłam i nie puszczę.
Sama się puszczę - odpowiada Chwila.

- Wiem, nie ma na ciebie rady. Ale się nie buldocz.
Daj jeszcze tu postać.
I postać
- moją.
Zaraz sobie pójdziesz dalej uliczką w dół do portu.
A ja z tobą, Chwilo.
Tam na prom i na Capri.
A z tych cytryn likier Limoncello słodycz słońca na jesienne dni
w północnej stronie.


Marek Kazimierz Siwiec. Blask. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Magdalena Bartoszewska - Pudełko z pomysłami dla kobiet na cały rok





Magdalena Bartoszewska - ur. 16 czerwca 1975 r. w Lublinie, gdzie ukończyła studia magisterskie na kierunku filologia angielska (KUL, 2000 r.). Po skończeniu studiów przeniosła się do Warszawy, gdzie rozpoczęła pracę jako lektor języka angielskiego w Szkole Głównej Handlowej oraz dwóch innych warszawskich szkołach wyższych, w LO SGH, jako egzaminator Nowej Matury oraz egzaminów TOEIC (BRIDGE) i TIFI, a także jako tłumacz NOT. Po urodzeniu drugiego dziecka zrezygnowała z pracy na uczelni i założyła własne biuro tłumaczeń MBG TRANSLATIONS, poświęcając jednocześnie więcej czasu swojej drugiej ogromnej pasji, jaką od lat była kwestia zdrowia psycho-fizycznego kobiet i małych dzieci. W roku 2015 broniąc z wyróżnieniem pracę dyplomową pt. Zastosowanie terapii naturalnych oraz wpływ emocji pozytywnych i negatywnych na stan zdrowia psychofizycznego kobiet w ciąży i małych dzieci, ukończyła 3-letnie studia na kierunku Terapie Naturalne (SEE, Wrocław) i otrzymała tytuł dyplomowanej Naturoterapeutki. W międzyczasie odbyła wiele szkoleń organizowanych przez specjalistów zarówno z Europy, jak i Stanów Zjednoczonych, np. szkolenie dla lekarzy i naturoterapeutów: Balancing Hormones: The Five Phases of Feminine Life, prowadzone przez Anastacię White, Oakland, czy 13-tygodniowe szkolenie dla mentorów dziewcząt 7-16 lat (A Mentoring Girls' Training prowadzone przez Katharine Kreuger). Obecnie prowadzi kursy online z samorozwoju dla kobiet oraz Kręgi dla dziewcząt w wieku 10-13 lat, a także osobne spotkania dla kobiet w ciąży, planujących ciążę oraz dla mam z małymi dziećmi. Jest mamą dwóch wspaniałych chłopców: Kuby i Jasia.


Jest wiele rzeczy, które poruszają w rozmowach z kobietami. Jedną z nich jest spostrzeżenie, iż mimo, że często posiadają one już (prawie) wszystko, to nie są w stanie odnaleźć radości i szczęścia w codziennym życiu. Pierwsza kwestia to oczywiście problem znajdowania czasu dla siebie. Dla własnego zdrowia psychicznego, każda kobieta powinna mieć przysłowiowe pięć minut na własne przyjemności.

Druga kwestia, to, co zrobić, żeby był to czas bardziej wartościowy niż ten, który spędzamy, siedząc przed telewizorem i zajadając kolejne pudełko lodów przy dwusetnym odcinku tego samego serialu lub bezmyślne buszując po przypadkowych stronach w internecie. Jak pisała w swoim Dzienniku Joanna Field: Może gdybyśmy wiedziały, kiedy jesteśmy naprawdę szczęśliwe, wiedziałybyśmy, jak żyć.

Stąd pomysł na "Pudełko z pomysłami", które rozświetlą kobiecą rzeczywistość, dodając smaku do KAŻDEGO DNIA.

Magdalena Bartoszewska. Pudełko z pomysłami dla kobiet na cały rok. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Bartłomiej Siwiec - "Instrukcja zabicia ptaka"





Bartłomiej Siwiec (ur. w 1975 r. w Bydgoszczy) – prozaik, dramatopisarz, publicysta. Ukończył politologię ze specjalizacją dziennikarską na WSP w Bydgoszczy i studia podyplomowe z zakresu archiwistyki na UMK w Toruniu. Autor trzech powieści Zbrodnia, miłość, przeznaczenie, Autodestrukcja, Przypadek Pana Paradoksa, zbioru opowiadań Wszyscy byli umoczeni i kilku dramatów 64 pozycje z życia szachisty, Wyszła z domu, Skóry, Anyżek. Jego dramaty były nagradzane i wyróżniane przez Dom Literatury w Łodzi, Teatr Powszechny w Łodzi i jury XII Ogólnopolskiego Konkursu im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie; znalazły się też trzykrotnie w półfinale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, a miniatura Wpuszczony w maliny została wyróżniona w konkursie pamięci Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim. Od 2013 r. felietonista Bydgoskiego Informatora Kulturalnego. Bartłomiej Siwiec jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.



Uznany za zmarłego


Kiedyś wracałem do domu
i wszystko było jak dawniej
cieszył mnie widok wieżowca
znów sobie z góry popatrzę

ale gdy byłem już blisko
ujrzałem klepsydrę na klatce
a na niej swoje nazwisko
to przecież jest niemożliwe

w skrzynce pocztowej reklamy
kebab pizza angielski
tak tani że chodzić się nie chce
i listy kondolencyjne

(to pewnie jakaś pomyłka)
w mieszkaniu nikt mnie nie widzi
żona z córką rozmawia
to żarty jakieś okrutne

albo naprawdę mnie nie ma
zwracam się do nich błagalnie
ja jestem powiedzcie coś do mnie!
a one mówią wciąż o mnie

żarty powoli się kończą
że sędzia dopisał i sprawa
jest prosta jak szpaki na drzewie
obsiadły czereśnie i dziobią
do ostatniego owocu

i widzę że wszystko już na nic
próbować grać rolę żywego
bo przecież sprawa jest jasna
uznali mnie za zmarłego



Dybuk

Urodziłem się w Kowalu
małym miasteczku
zapomnianym przez Boga
zasiedlonym przez Żydów
interesy robiłem we Włocławku
prowadziłem firmę pogrzebową
nazywaliśmy ją trumienną
Chana powiedziała kiedyś
że tylko górnicy na Śląsku stoją lepiej
Ruchla uważała
że najlepszy jest interes na jedzeniu
bo ludzie żeby żyć muszą...
i na śmierci
wujek Lejb powiedział
że Żyd nie powinien chować gojów
to przynosi pecha
goje kiedyś powstaną z grobów
i wyjdą niczym dybuki
powchodzą w nasze ciała
i wszystko się pomiesza a potem rozejdzie
po kościach tak
że nawet kadisz
nie pomoże

Bartłomiej Siwiec. Instrukcja zabicia ptaka. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016






Piotr Barański - Tak jak tutaj







Piotr Barański (ur. 1986) Autor. Za swój debiut uważa tomik wierszy pt. Nocne południe. Za swoją drugą książkę uważa tomik wierszy pt. Poziom morza. Za swoją trzecią książkę uważa tomik wierszy pt. Lekkie piosenki. Za swoją czwartą książkę uważa tomik wierszy pt. Tak jak tutaj, czyli tomik niniejszy. Przed Nocnym południem opublikował też Skrajności i Drogi oddechowe – uśmiecha się z politowaniem, kiedy o tym myśli, a nawet mdli go (poleca to kupować w celu kupienia, ewentualnie porównania, coś może się tam komuś spodobać, nie takie rzeczy dzieją się na świecie, ale w celu przeczytania polecałby kupować Nocne południe i swoje kolejne książki, gdyby miał siebie polecać). Nie znaczy to, że od Nocnego południa to już się zachwyca swoim pisaniem, taki stan byłby jakimś hamującym rozwój narcyzmem. Wie, że nie powinno się często wydawać książek, że to niewskazane, może się poprawi. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Ma profil na Facebooku: Piotr Barański poezja, ma stronę internetową: piotr-baranski.pl. Poezja, muzyka i proza drogie mu są. Mieszka w Warszawie.




Tam, tylko i aż


boję się popularności
która mi grozi
po twojej śmierci

zaczną mnie rozpoznawać
na pustyniach
kto




Pieniądze


szukanie sklepów
z najtańszym VAT-em
z najtańszymi dodatkami
do VAT-u

takimi jak mięso
poezja
herbata

szukanie księży
i wolontariuszy WOŚP
którzy biorą najmniej

oszczędzając
spokojniej
wydaje się plemniki




Zły wpływ


Ulice zmieniają. Tą idąc, korzystam
z cudzych świateł w oknach,
czego bym jeszcze przed chwilą
nie zrobił.

Ulice zmieniają nazwy. Tą idąc,
stałem się przechodniem.

Coś jeszcze się na pewno
ujawni.


Piotr Barański. "Tak jak tutaj". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016






Piotr Barański - Poziom morza



Piotr Barański (ur.1986) Za swój debiut uważa tomik wierszy pt. Nocne południe. Za swoją
drugą książkę uważa tomik wierszy pt. Poziom morza. Wcześniej opublikował też Skrajności
i Drogi oddechowe. Wie, że nie powinno się zbyt często wydawać książek. Ale tak wyszło.
Tak się ukazało. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Mieszka w Warszawie. Odpoczywa gdzie indziej.



Poziom morza


powstał i natychmiast
zwielokrotnił się
by być nieusuwalnym

odwieczny czarny punkt
przez który jest wysoko



Bez odbioru


Miasto zostawia czasami
liście na mojej kurtce,
czasami źdźbła trawy
na moich butach.

Kobiety przestały
gubić na mnie włosy,
a przecież jak nikt zwracam
rzeczy znalezione.



Prawo do pięciu przedśmiertnych sylab


nie chcę umierać
jak niepełne haiku
(bardzo przepraszam)


Piotr Barański. "Poziom morza". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Wojciech Graca - Ziarenka piasku




Wojciech Graca urodził się w Świebodzicach (rocznik 1985). Po ukończeniu I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kasprowicza w Świdnicy, rozpoczął studia informatyczne w Wyższej Szkole Technologii Teleinformatycznych tamże. Następnie wyjechał do Niemiec, gdzie po zdaniu egzaminu państwowego, dostał się na Prawo na Uniwersytecie w Bielefeldzie. W trakcie studiów prawniczych został członkiem stowarzyszenia "Alt & Jung", współtwórcy słynnego konceptu "Bielefelder Modell", które to zajmuje się osobami upośledzonymi, starszymi oraz nieuleczalnie chorymi. Żonaty od siedmiu lat, ojciec dwójki dzieci. Zaczął pisać, żeby zrozumieć kobiety, żeby zrozumieć, dlaczego zostawiła go matka, gdy był siedmioletnim chłopcem. Pisanie jest również dla niego wentylem, poprzez który wypuszcza emocje i sceny, jakich doświadczył, sprawując opiekę paliatywną.



Jeżeli ktoś zapomniał o wolności, to erekcjato przypomni ją

„Romantycy się wypalili, harcerzy już nie ma, teraz się grilluje”
-- tak ktoś gdzieś powiedział

To mogła być każda noc
- a jednak
było wyjątkowo,
bo przy gorejących
czuje się tę energię
i ciało wypełnia ciepło, tak że można przenosić góry.

To mogła być każda noc
- nawet berlińska, majowa 1933 roku
mogli stać, gapić się bezmyślnie
mogli nie zdawać sobie sprawy

- chyba spali,
bo żar hipnotyzuje
i ciało wypełnia ciepło, które jest zbawieniem.

I gdyby być oczyma
- w których odbija się blask
albo powiekami, na których
to czuć, to ciepło na polikach,
można byłoby powiedzieć,
że to jest właśnie ta jedna noc,
bo nie ma już zgiełku, nie ma ludzi
jest wyjątkowo, jest się samemu







w zbombardowanym mieście



Wojciech Graca. Ziarenka piasku. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Danuta Hein - Histeryjki obrazkowe



Sensualne wiersze o codzienności, historii, Zagładzie i sztuce. Obrazy mistrzów, strzępki sensów, małe interpretacje mieszają się skutecznie i ze smakiem pod batutą Danuty Hein. "Histeryjki obrazkowe" to wyprawa ku kobiecości, emocjom i intuicyjnym sensom.


Danuta Hein, urodzona 25.12.1979 roku w Katowicach. Mieszka w Świętochłowicach.
Autorka wierszy, publikacji w prasie lokalnej oraz tekstów piosenek, korektorka. Wiersze publikowane m.in. w antologiach pokonkursowych oraz w Antologii Poetów Rudzkich „Dwie strony wiersza” RTPD, Ruda Śląska 2014 i Antologii Poezji Kobiet „Czas Kobiety” Wielka Brytania 2016.
Laureatka konkursów poetyckich, m.in.:
IV Otwartego Turnieju Jednego Wiersza im. Barbary Dziekańskiej 2016 r., Konkursu Piosenki Literackiej im. Jadwigi Stańczakowej, Opole 2016, Konkursu poetyckiego Radiowej Trójki 2015 (wyróżnienie), I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Poezja jest kobietą”, Bytom 2006; XXVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej, Częstochowa 2004; X Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Katowice 2003; Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Książnicy Beskidzkiej, Bielsko-Biała 2001.
Autorka tekstów piosenek (m.in. dla Teatru Fabryka Kultury i zespołu muzycznego MOONKITE), scenariuszy teatralnych.
Uwielbia okres dwudziestolecia międzywojennego, pieczenie ciast oraz wino i śpiew.



DWIE FRIDY

siostro dziękuję Ci za to
że usiłujesz powstrzymać krwawienie
chociaż plamię Ci suknię

że mogę dumnie dowodzić zmyślonymi legionami
i uchodzić za twardego generała
chociaż nie zawsze oddycham

że nie odsuniesz swojego krzesła i nie wyrwiesz mi serca
że dzięki Tobie
nie potykam się o rzeczy małe
próbując przebrnąć przez zaropiałe rafy słów i śmiechu

siostro nie przeklnę Cię
bo jesteś tak bardzo moja
że miejsca brak na jeden obcy oddech

jesteś skanem i tłem moich modlitw
bólem wspomnień tatuowanych czasem
siostro widzę Cię w lustrze
zastygam w syjamskie środy i piątki

i wpycham w miejsce
gdzie rodzi się krzyk
roztrzęsiony skrzep
moich wersów



CZAS SĄDU

zielone połacie dziewcząt
stuk skorup zdradzających kroki
owadzi sarkofag bursztynu
przeminą

rzeki
spłyną po bokach strugami potu

serca trysną lawą
deszczowe lasy uschną
pojone łzami

akty normatywne zwątpią w siebie
niemodne wiersze puszczą się z każdym
konstytucja dłoni i ust zostanie obalona
zapadnie się niepokojąca nierówność krtani

słońce zetrze na proch relikwie źrenic
załamie się pogoda ducha

i tylko ziemia
brzemienna prawdą
zostanie znowu
sama
jak pies



SOBOTA

zdeptany śnieg
już zdążył przecedzić się
w światło
skostniałe topole
dobijają się do okna
ubieram się szybko
w twój oddech
na trzy oddechy małej
kolejny dzień
zaprzeczania statystykom
mozolne łatanie czasu
mijane przystanki zwykłości
wtulam się
w twój sweter
jak trzy sweterki małej
piję kawę

w ciszy kuchni
pękają
naczynia krwionośne jabłek



Danuta Hein. Histeryjki obrazkowe. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017







Piotr Woźniak - coś pomiędzy







Piotr Woźniak, rocznik 1976, na stałe mieszka w Ostroszowicach. Publikował w Odrze, Cegle, lokalnej prasie. Laureat kilku turniejów poetyckich. Związany z Bielawskim klubem literackim „Pozytywka”. Miłośnik psów, gór i otwartych przestrzeni. Wiersze pisze, bo nie potrafi tego nie robić.



ZACZYNAM

w sobie
kończę w tobie
zwiędły i kłopotliwy
jak wiązanka na grobie
miesiąc po pogrzebie





CHCIAŁBYM

napisać erotyk
ale mi
to
wisi





***
jesteś tak bardzo
nie w moim typie
że mogę spokojnie
iść z tobą
do łóżka





SŁONECZNIK

w głowie mu tylko
nasienie
i twarzą do słońca


Piotr Woźniak. "coœ pomiędzy". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Grażyna Bajer - Niepodległa





Grażyna Bajer z domu Kobiela. – od 13-tu lat mieszka w Norwegii. Pisze od 13-tego roku życia. Tęsknota za Polską stała się inspiracją do wydania sześciu tomików, w których często przewija się motyw tęsknoty za domem i miłości do swego kraju. "Sercem pisane w bólu wydane" – to debiut poetki. Następne tomiki to "Nie rzucim ziemi", "Mój dom", "Zrozumieć życie", "Przez zamknięte drzwi", a także "Nie potrafię Cię pokochać". Wiersze autorki są w Antologiach – "Rozbudzeni poezją", "Potyczki z Kupido", "Kiedyś wrócimy do..." – a także bywały wyróżniane na portalach poetyckich w konkursach. Uwieńczeniem twórczości autorki jest obecny – siódmy tomik – "Niepodległa", którego wydanie zbiega się ze stuleciem Niepodległości Polski.



tamtego dnia...

diamentowe krople wody
drżały na źdźbłach soczystej trawy

powiał lekki zefirek
potrząsając gałązkami bzu
na którym przysiadł mały ptaszek
rozglądając się wokół ciekawie

zapachniało fiołkami

nad łąkami białą wstęgą
unosiła się mgła

słońce niechętnie wschodziło
jakby rozbudzone przedwcześnie
ze snu miłego

gdzieś niedaleko słychać odgłosy
budzącego się życia

wstawał świt...

pójdźmy do sadu póki rosa



nocą...

gdy sen nie przychodzi
szept myśli niespokojnych rozsadza serce

wiatr zawodzący za oknami
jak płacz dziecka
przyniósł smutek i nostalgię

duch łzami obmywa wspomnienia szczęśliwych dni

gdzieś obok tabletka leży

zabierze mnie w świat bez znaczenia –
poddam się bezwiednie iluzji spokoju i ciszy

wprowadzi w stan hibernacji
a ja
będę śnić o nieśmiertelności



norweska jesień

minęło lato znów jesień nadchodzi
ranki chłodniejsze słońce leniwieje
jeszcze na wodach gdzieś pływają łodzie
milkną aleje

cisza na fiordach – jachty pustoszeją
krzyk mew w oddali słychać rozpaczliwy
kolory nieba bardziej już blednieją
jest chłód dotkliwy

smutek się wkrada oraz rani serce
melancholijne myśli trapią duszę
choć z całej mocy tu pozostać nie chcę
to jednak muszę



Grażyna Bajer. Niepodległa. Nowa Ruda: MaMiKo, 2018





Maksymilian Tchoń - Femme. Parafraza z pamięci




Urodzony w 1987 roku. Pochodzi z Tarnowa. Licencjat polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor tomów: W osierdzie (2017), Potępiony (2016), Człowiek z końca frazy (2016), Walkirie. Noc ciszy (2016), Imperium Polonicum (2016), Opracowanie edytorskie (2015), Ars poetica (2015), Całkowite zaćmienie (2015), Http (2015), Niecierpliwy (2013) oraz tomiku Życie jak poemat (2012). Pomysłodawca Almanachu Literackiego Młodych Synekdocha (2015–2016). Publikował również w Miesięczniku Literackim Akant, 2Miesięczniku Pismo Ludzi Przełomowych, Antologii Poetów Polskich 2017, Almanachu Literackim Młodych Struny serca, Almanachu Aspiracje, Kajecie Dziś będę poetą, prasie katolickiej, lokalnej i w Internecie na łamach Biura Literackiego oraz portalach: eGminy.eu, www.poema.pl i http://www.liternet.pl. Pasjonuje się muzyką, sportem, turystyką górską oraz dobrą książką.



3 – nieczystość

drogowskaz na drodze wskazuje: niebo
– pędzimy na złamanie karku
wszystkie wytyczne reguły ruchu
ustają w groźbie

zamykają się na języku
i bolą interlinią
złamaną na potrzeby
prawa

kosmos pędzi z prędkością
światła po wiek wieków niestrudzenie
w obcym kraju – brawo
nieskończona z punktu a

do punktu
oponuję wiarą
niebieski patrol



Las Ardeński, łąki i mury

Jak mogłaś rzucić pasternakiem o ziemię pozbawiając go skulonej duszy;
kocham cię, ale moja kaleka mowa już nie potrafi artykułować tak dorodnych fraz.
Nie mięknie pod naciskiem śniegu. Nie ugina się pod cieniem Słońca, jak piękny
umysł, bo żaden ludzki wymiar nie opisze uczuć wypuszczonych z korzenia –

serca. Jego pień obejmie trutnia przed ciśnieniem skrzypiec miłości, bo nie ważne
który to instrument, kwartet ze smyczek twych rąk – nie odessie wylewu ku
kwiatom jesieni. Pierwszy raz widzę tak barwne stoliki przy których siadając
czuję się jakbym piekł ziemniaki, a zarazem winszował drogi w Wydziale Natury

porwij mnie wietrze, a oddam ci wszystkie zaszczyty. Magister na wyższej uczelni
wypluje łgarstwo – opowie się za fotosyntezą... Granulki nocy przywitają nas
na plebaniach, będziemy żyć w zgodzie z Bogiem, bo tylko on orzeknie, że lepsza
jest żywa pamięć, niż wiersz bez morału. Linijka bez odstępów, nie odstępuj

od manny, które dziś lecą na łeb na szyję, wkraczając w jesień rdzą. Nie wart
jednego słowa – ubogi ciałem, lecz w sercu milioner – zawiśnie na palestrze
a jesion? Jesion położy się do swej powinności, dziś napalimy węglem – będziemy
czytać Majakowskiego, kochać się przy Chopinie, miejsca czy jesteście mi przeklęte?

Maksymilian Tchoń. Femme. Parafraza z pamięci. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Andrzej Trembaczowski - Złoty węgorz



Zamiast wstępu


Zastanawiałem się wiele razy, czym jest wędkarstwo i co w nim tak mocno pociąga. Bo nie o samą rybę tu chodzi, to pewne, nie o jej zdobycie, choć bez niej wszystko zatraciłoby oczywiście swój sens. Nie jest to też sport w potocznym pojęciu, ani rekreacja na świeżym powietrzu, jak się to czasami przedstawia - bo ani wysiłek fizyczny nie jest tu celem, ani rywalizacja z kimkolwiek. Wędkarstwo to nie jakieś tam hobby - to prawdziwa pasja, prawie nałóg. Nie jest też przejawem snobizmu ani rekordomanii. To nie chęć bycia lepszym od innych ciągnie nad wodę, choć przecież i sukces nie jest bez znaczenia.

Istota wędkarstwa tkwi w przeżyciach, jakich ono dostarcza. Jest w tym i radość z budzącego się dnia, i wieczorna zaduma, i pełne napięcia nocne czatowanie. Również i ta bezpośrednia zależność od kaprysów pogody, która czasami bywa łaskawa, a czasem sponiewiera. Do tego cały ten wspaniały świat barw, dźwięków, zapachów.

Piękno, bogactwo i rozmaitość wędkarskiego świata tkwi jednak nie tylko w smakowaniu krajobrazu. Sednem wędkarstwa są emocje. Zarówno te czysto estetycznej natury, jak i te silne, łowieckie, atawistyczne, drzemiące gdzieś głęboko na dnie duszy. Wędkarstwo jest więc syntezą, przedziwnym splotem różnych uczuć i wrażeń. Składa się nań urok każdego dnia spędzonego nad wodą, tego wtopienia się w przyrodę, tego bardzo bezpośredniego z nią zespolenia. Są to te chwile, gdy człowiek sycąc zmysły wszechogarniającym, nie zafałszowanym żadnym retuszem pięknem, czerpie życiodajne siły wprost z otoczenia. Kiedy osiągnie się już taką harmonię, nieważnym się staje to, czy ryba weźmie natychmiast czy też pod koniec łowów lub może dopiero następnym razem. Bo weźmie na pewno i będzie wspaniała, bez względu na to, ile będzie ważyć kilogramów. To wcale nie jest aż takie ważne...

Ale nie byłoby wędkarstwa bez nagłego, pośpiesznego kołatania serca na widok wyjścia kapitalnej ryby lub tego dziwnego wstrząsu, gdy pulsujący rytm ściąganej blachy przerwie brutalnie gwałtowne szarpnięcie. Ani bez tego napływu fali gorąca rozlewającej się po całym ciele, kiedy kolorowa gałka spławika żywcówki pogrąży się płynnym, zdecydowanym ruchem... Albo gdy stercząca ukośnie nad wodą gruntówka ożyje nagłym kołysaniem i rozdźwięczy się radośnie. A hol ryby? Ta galopada myśli, to przedziwne pomieszanie radości, obaw, zwątpienia? Także i ten chłodny spokój, niepojęty, niezrozumiały wobec szybkiego tempa wydarzeń. I drżenie rąk później, i to nagłe, obejmujące całe ciało odprężenie, gdy już jest po wszystkim. Wreszcie ta niezrównana chwila ogromnego szczęścia, gdy pokonana ryba jest już twoja i masz tę świadomość, że przerasta wszystkie złowione dotychczas! Tych pierwszych kilku sekund tryumfu, radości, nasycenia - tego nic nie zastąpi! To uczucie zrozumie tylko drugi wędkarz albo myśliwy, albo - być może - sportowiec przerywający taśmę na mecie.

Dobrze tak uciec w ten świat, schować się w nim, oddalić od codzienności. Jakby obmyć się z trosk, nabrać nowych sił, uporządkować wewnętrznie i tęsknić doń później, aż do następnego powrotu. I wracać często... Pozostać jednak na stałe nie sposób, wędkarstwo nie może być przecież całą treścią życia, lecz tylko jedną z tych przypraw, które nadają mu smak...

Chwile szczęścia przeżywa się pełniej, gdy są z kimś dzielone. Zwielokrotniają się one, kiedy ma się dobrego towarzysza wyprawy. Stają się wspólnym udziałem. Chęć podzielenia się z kimś swoimi przeżyciami jest tak silna, że wielu kolegów bardzo lubi opowiadać wędkarskie przygody, i to wcale nie z potrzeby chwalenia się, tylko dzielenia się właśnie.

Pragnienie zapisu, utrwalenia w jakiś sposób tych wspaniałych, lecz jakże ulotnych chwil przeżywanych podczas wędkowania skłoniło mnie przed wieloma laty do prowadzenia notatek. Niekiedy były one bardzo zwięzłe, ograniczające się jedynie do samego zanotowania daty, pogody, łowiska, wyniku łowów i kilku jeszcze szczegółów. Z czasem jednak pod silnym wrażeniem zapisywałem coś więcej niż tylko sam przebieg wyprawy. I tak powstawały moje wędkarskie notatki.

Zachować czarowny obraz, uchwycić ten niepowtarzalny urok leśnych potoków, rzek i jezior. Utrwalić emocje polowania na zamieszkujące w nich ryby - taki miałem kiedyś zamiar. Czy wykonalny? Dziś wiem, że nie. Opisy łowisk, zanotowane zdarzenia, to tylko cząstka tego wspaniałego wędkarskiego świata, drobna, fragmentaryczna, niepełna...

Wybrałem spośród swoich zapisków relacje z tych łowów, które z jakiegoś powodu bardziej zapadły mi w pamięć. Część z nich, dotyczącą jednego tematu, opublikowałem wcześniej i tak powstały tomiki: „Zatrzymana chwila” (o jeziorach) oraz „Opowieści o pstrągach”. Pozostałe postanowiłem połączyć razem w ten tomik. Niektóre dotyczą czasów odległych, kiedy łowiono jeszcze na wędki bambusowe, inne są świeższej daty. W sumie jest to taki skrótowy przekrój przez moje wędkarskie półwiecze. Notatki pisałem na gorąco, w różnym czasie, są więc zapiskiem chwili. Do niektórych dopisałem współczesny komentarz.

Czytam dziś te wspomnienia i porównuję. Wędkarzy jest kilkakrotnie więcej niż wtedy, gdy zaczynałem. Wody się zmieniły i raczej są to zmiany niekorzystne. I ryb w nich jakby mniej. Zmieniły się przepisy dotyczące połowów - muszą być bardziej restrykcyjne, by chronić ryby przed nadmiernym wyławianiem. Doskonalszy sprzęt i większa wiedza pozwalają łowić skuteczniej. Informacje o łowiskach, metodach i rekordowych połowach rozchodzą się błyskawicznie. Parokilogramowe ryby nie robią już dziś takiego wrażenia, jak kiedyś – doskonały sprzęt pozwala wygrać z każdą rybą i obecne rekordy są już chyba nie do przekroczenia, większych ryb pewnie już nie ma. Te wielkie często są chronione i po złowieniu wracają do wody. Coraz częściej wędkarze wypuszczają złowione ryby, nie zależy im na przyniesieniu zdobyczy do domu - fotografia wystarcza jako trofeum. A różne „egzotyczne” niegdyś łowiska są dziś tak samo dostępne jak krajowe. No, prawie - kto chce, może wybrać się na norweskie fiordy na dorsze, halibuty i inne morskie ryby, łowić wielkie szczupaki w Szwecji czy Irlandii albo ryby łososiowate w krystalicznie czystych rzekach Słowenii czy Bośni. Albo wziąć udział w jeszcze bardziej egzotycznej wyprawie na innych kontynentach. To jest możliwe.

Wędkarstwo bardzo się zmieniło... Tylko czasu mam znaczniej mniej i nie wędkuję już sto dni w roku. Ale każda wyprawa cieszy mnie tak samo, jak kiedyś. Nie musi być egzotyczna.

Przeglądam te stare zapiski – coś chyba jednak udało mi się w nich uchwycić – może między wierszami? Chciałbym się właśnie tym czymś podzielić z innymi podobnie czującymi świat przyrody i wędkarstwo.

Drogi Czytelniku, jeżeli lubisz wędrówki z wędką, zasiadki na dużą rybę - odwołuję się do Twojej wyobraźni, niech ona domaluje resztę. Wyobraźnia maluje najdoskonalsze obrazy...

Lublin 2016


Andrzej Trembaczowski. Złoty węgorz. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Barbara Korta-Wyrzycka - Kółko konsekrowanych wdów





Realistyczne, a czasem fantazyjno-groteskowe opowieści o małych światach, zapomnianych częściach rzeczywistości. Barbara Korta-Wyrzycka plastycznie i ciepło przedstawia historie i swoich bohaterów. Można zobaczyć ich jak żywych, kibicować im lub czasem potępiać. Proza niczym wciągający film dla całej rodziny.


Barbara Korta-Wyrzycka - Tajniki zawodu redaktora w wydawnictwie książkowym poznawała pracując w Państwowym Wydawnictwie Naukowym. Od ponad ośmiu lat kieruje Wydawnictwem Politechniki Krakowskiej. Pełni funkcję sekretarza redakcji czasopisma artystyczno-literackiego „Hybryda”. Jest członkiem stowarzyszenia twórczego Polart. Należy do koła młodych krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Pisanie krótkich form prozatorskich traktuje jako hobby.




BEZDOMNI KOCHANKOWIE


Nadopiekuńcza córka terkotała jak najęta. Nie rozumiała, że siedemdziesiątka to nie wyrok. Julian nie czuł się staro, był w miarę sprawny. Po operacji oka musiał, co prawda, zrezygnować z prowadzenia samochodu, ale nie ograniczyło to jego innych funkcji życiowych.

Sterta wyjętych z siatki wiktuałów piętrzyła się na kuchennym stole, czekając na upchnięcie w lodówce i szafkach, a córka już rzuciła się wyciągać odkurzacz. Irytowało go jej rozbieganie. Sam zabrał się za segregowanie przyniesionych zapasów, które starczyłyby dla całego plutonu.
– No, to wszystko już postanowione. Jedziesz z nami do Zakopanego – nagle dotarły do Juliana zdecydowanie wypowiedziane słowa.
– Antałówka to świetne miejsce na spacery, pojedziemy do Kuźnic, na Kasprowy, no zresztą, gdzie będziesz chciał. Od dwóch lat nie wyjeżdżałeś. Mama by tego chciała!
– Daj spokój. Zaczęły się wakacje, wszędzie dzieci, pełno ludzi. Zresztą to wy musicie odpocząć. Sami. Dość się do mnie w tym roku nachodziłaś.
– Ale to nie tak. Wiesz, że Witold jest świetnym kierowcą i ma wielką wiedzę o górach, zresztą już się przygotował – nie poddawała się córka.
Starszy pan z nagła spurpurowiał.
– Dość! – przerwał jej brutalnie – Nie wracajmy do tego. Na samą myśl o wysłuchiwaniu komentarzy, mającego się za mistrza kierownicy zięcia, a potem pouczeń o miejscach, które znał od ponad pół wieku, niebezpiecznie podniósł mu się poziom irytacji.
– Poza tym doszedłem już do siebie. Nie musisz tak często przychodzić, ani sprzątać. Przyjdziesz raz w tygodniu, siądziemy, porozmawiamy. Pomieszkaj trochę z rodziną. Na dzisiaj też już starczy – ostatecznie spacyfikował córkę.

Julian, jak co dzień, parzył przed piątą swoją popołudniową herbatę. Lubił mocną, aromatyczną. Nagle wydało mu się, że słyszy jakiś hałas na klatce schodowej. Skierował się żwawo ku drzwiom. Sąsiadka wyjechała do córki do Londynu. Obiecał być czujny i obserwować, czy ktoś nie dobiera się do jej drzwi. Spojrzał przez wizjer. Zamazane pasy. No tak. Nie zdjął przecież okularów. Spojrzał jeszcze raz. Nikogo przy drzwiach sąsiadki nie zauważył. Za to poniżej na schodach. Aż mu dech zaparło. Młoda para najwyraźniej wybrała to miejsce, by okazać sobie swoje intymne uczucia. Dziewczyna smukłą ręką przytrzymywała się poręczy, całując pochylającego się nad nią młodego mężczyznę. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Nagle chłopiec odchylił się i Julian dostrzegł zarys kształtnej, pełnej piersi. Młodzieniec okrywał pocałunkami jej wspaniale młodzieńczo wklęsły brzuch i przesuwał się coraz to niżej i niżej. Julian poczuł, że unoszą się drobne włoski na jego przedramionach. Był podniecony. Nie dalej jak wczoraj wyczytał w medycznej broszurce, że po siedemdziesiątym roku życia poziom hormonów spada do około 30%. „Kurczę, a tu taka niespodzianka” – pomyślał.

Młodzi spletli się w uścisku, przybierając dość nietypową ukośną pozycję. Dziewczyna wyrzuciła wyprostowane ręce za głowę i złapała dłońmi pionowe balaski. Ich ciała zaczęły rytmicznie falować.
Nie widział szczegółów, raczej zarysy i światłocienie.
– Cholerne, szwankujące oko – zamruczał i pożałował, że wizjer nie ma podwójnego okularu. Ekscytujące było to, że scena rozgrywała się na żywo, tuż na wyciągnięcie ręki.
Natarczywy dźwięk telefonu odciągnął go od wizjera. Po rozmowie wrócił do drzwi. Niestety schody były puste.

Przez kolejne dni sporo czasu spędzał przy wizjerze. Nawet przed sobą nie udawał, że chodzi o pilnowanie mieszkania sąsiadki. Odkrył pewną prawidłowość. Para pojawiała się na schodach około 17.00. Trochę się dziwił: „Dlaczego akurat tutaj? No, ale to w sumie spokojne miejsce. Ostatnie piętro prywatnej kamienicy bez windy i ze starszymi lokatorami. Rzadko ktoś się tu zapędzał”.

Młodzi kochankowie byli czuli i delikatni, ale przede wszystkim niestrudzeni.
Juliana wciągnęło sekundowanie romansowi na klatce schodowej. Tak układał dzień, żeby móc spokojnie dyżurować przy drzwiach koło 17.00.

Czuł, jak z każdym dniem rośnie jego radość życia. Zaczął dbać o siebie, a nawet częściej wychodzić z domu. Zdobył się nawet na męską rozmowę z zięciem i zdecydowanie poparł jego projekt wyjazdu last minute z rodziną nad ciepłe morze. Co więcej, obiecał zajrzeć parę razy do mieszkania pod ich nieobecność.
Wróciło przekonanie, że sam decyduje o swoich sprawach.

Kochankowie pojawiali się regularnie. Rezygnowali ze schadzek tylko w deszczowe i pochmurne dni.
Jedna myśl nie dawała spokoju Julianowi, bardzo chciał choć raz wyraźnie z bliska przyjrzeć się parze.
Wreszcie zdecydował się zrealizować zamiar. Już po 16.00 odsunął zasuwę przy drzwiach, żeby potem nie robić hałasu. Czekał. Przyszli. Przycupnęli trochę niżej niż zwykle na schodach. Najciszej jak potrafił, otworzył drzwi. Oślepiło go jaskrawe światło spływające prosto w jego oczy. Na podeście były dwa okna zajmujące całą szerokość klatki. Światło dolnego rozpraszały liście dracen, palm i innych roślin sąsiadki gęsto ustawionych w donicach. Za to przez górne, znajdujące się dobrych sześć metrów wyżej, pod sufitem, padały promienie słońca, które załamywały się pod różnymi kątami na błyszczących kaflach ścian, dając jaskrawe odbicia...

Trochę oślepiło go jaskrawe światło, padające z różnych kierunków. Zrobił z dłoni daszek, osłaniając oczy. Schody były puste. Rozczarowany zamknął drzwi. Coś mu nie pasowało, wrócił więc do wizjera. Spojrzał. Byli. Uchylił ponownie drzwi i zmrużywszy oczy, popatrzył w stronę dolnego podestu. Nikogo tam nie dostrzegł.

Sąsiadka wróciła w połowie sierpnia.
– Dobrze było. Domowa harówa jak wszędzie, ale widzę, że kwiatki to pod ręką sąsiada nawet wypiękniały – zwięźle skomentowała wyjazd i energicznie wcisnęła Julianowi miniaturę Big Bena i butelkę whisky.
– Ależ zupełnie niepotrzebnie. To była czysta przyjemność – odpowiedział z uśmiechem i frywolnie ucałował sąsiadkę z dubeltówki.
Nazajutrz podest opustoszał z roślin, które wróciły do mieszkania sąsiadki. Nie zobaczył też więcej kochanków przez wizjer.

We wrześniu Julian wyjechał na tydzień do Buska-Zdroju. Sam. Autobusem. Telefonicznie zamówił sobie serię zabiegów. Teraz wiedział, że widok młodej, jędrnej rehabilitantki, a przy odrobinie szczęścia delikatny, acz fachowy, dotyk masażystki, sprawią mu przyjemność. A oczy? Cóż, czasem drobna ułomność może prowadzić do sporych zmian...

Barbara Korta-Wyrzycka. Kółko konsekrowanych wdów. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Oskar Wiaderny - Przedwieczny




Nazywam się Oskar i jestem pozytywnie nastawionym do życia dziewiętnastolatkiem, który pewnego dnia zapragnął stworzyć swój własny świat. Już od wielu lat miałem w głowie pomysł na wyjątkową historię, kreowałem ją przez spory kawał czasu, ale czegoś mi w niej brakowało. Przed rokiem udało mi się odnaleźć ten brakujący element i tak zaczęła powstawać pierwsza książka opowiadająca historię Piotra Reya. Na stworzenie pierwszej części „Przedwiecznego” poświęciłem wiele godzin i nieprzespanych nocy, ale każda litera, każde słowo, każde zdanie motywowały mnie do dalszego działania. Przedstawiony świat nie jest „jednorazówką”, lecz podłożem pod stworzenie dalszej historii Przedwiecznego oraz innych postaci ze swoimi własnymi przygodami.

„Przedwieczny” to opowieść o chłopaku, który pewnego dnia usłyszał w swojej głowie głos, a ten całkowicie odmienił jego życie. Dowiedział się, że jest ewenementem na skalę wszechświata, ale czeka go również niesamowicie trudne zadanie, które może go zabić! Nim jednak wypełni się jego przeznaczenie, musi nauczyć się używać swojej mocy, czyli ciężko trenować pod okiem wcześniej usłyszanego głosu, z którym zwiąże się na resztę życia. Powolna na początku akcja przyśpiesza, a Przedwieczny trafia do przeszłości, gdzie szuka ratunku dla swojego przyjaciela i przypadkowo zostaje wmieszany w kolejną przygodę. Po powrocie do teraźniejszości nie ma zbyt wiele czasu dla siebie, ponieważ niemalże natychmiast rozpoczyna się ostateczna rozgrywka, walka o losy Ziemi, a przegrana oznacza koniec ludzkości. Czy Rey zdoła w pełni opanować swoje nowe umiejętności? Co zastanie po powrocie z podróży w czasie? Czy ocali Ziemię, i jakim to się stanie kosztem? Na razie nie mogę odpowiedzieć na te pytania, bo to Ty, drogi Czytelniku, musisz znaleźć na nie odpowiedzi, ale mogę Ci obiecać, że to dopiero początek epickiej opowieści.

Oskar Wiaderny. Przedwieczny. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Magdalena Lange - Lata po mnie rzeczywistość





Magdalena Lange, podróżuje po drogach, słowach, obrazach, cieszy ją przestrzeń, jazda samochodem, literatura, rozmowa i czerwone wino. Pisze.



pardon, pardon,
donica pęka
i długie wiotkie ramiona łapią ziemię,
za słowa, słowa
przepraszam,
gesty i tak piach zasypie.



Znaleziony bumerang zawsze zaskakuje,
nie przyjął go przemarzły asfalt,
gdy ciepło jego ginęło wstecz,
Rzucający się nie wrócił.



Grawitacja szpitalnej posadzki
zbiera ostre światło.
poplon zamienia sztywną biel
w miękką ciszę.
jak długo przez jak często
dyfrakcja strumienia następować będzie.



Magadalena Lange. Lata po mnie rzeczywistość. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016



Powrót

Joanna Kocik, Karolina Deling - 5 minut, czyli 23 opowiadania dla zabieganych




Tak, wiemy, że masz tylko chwilę. Zdajemy sobie sprawę, że to brzmi jak tania akwizycja, ale – serio – nie zabierzemy Ci wiele czasu. 5 minut. Między przystankiem a przystankiem, w kolejce do lekarza albo przed snem, kiedy jeszcze coś by się przeczytało, ale żal zaczynać cały długi rozdział.
Historia może się otworzyć i zamknąć w ciągu 5 minut. Na oko. Sprawdziłyśmy i właśnie tak lubimy. Bierzesz sobie jedno opowiadanie, a potem możesz iść dalej. Możesz już nie wrócić, ale my wiemy, że wrócisz. Bo przecież znów masz wolne tylko 5 minut.
Te historie zostały w nas, więc wierzymy, że zostaną w Tobie.
Joanna i Karolina



Joanna Kocik (ur. 1987). Pisze od zawsze. Pierwszy tomik wierszy wydała w wieku 15 lat. Ukończyła Studium Literacko-Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, czego efektem był tom wierszy "Kocie skórki" i kilka niedokończonych powieści. Prowadzi podróżniczego bloga „Jedziemy do...”, chodzi po górach i biega. Na co dzień pracuje w dużej ogólnopolskiej redakcji.


Karolina Deling (ur. 1980) Dziennikarka od 17 roku życia, z dużym stażem w portalach informacyjnych. Od lat redaguje innych, sama pisze po godzinach. Opowiadania kocha, bo uważa, że to sztuka zamknąć słonia w pudełku. Na studiach z filologii czeskiej po grób pokochała też Hrabala i Škvoreckiego. Lubi góry i gotowanie. Nie ma bloga o górach, ani o gotowaniu.



Joanna Kocik

Mrówkowiec

Mieszkam w mrówkowcu. Kiedyś myślałam, że to nazwa ciasta i pamiętam dokładnie chwilę, gdy z przerażeniem odkryłam prawdę. Nie mogłam dość do siebie przez dobrych kilka dni, a kiedy udało mi się już z tym faktem pogodzić, wpisałam sobie mrówkowca w Gugla i okazało się, że takie ciasto jednak jest. I znów musiałam sobie wszystko układać na nowo.

Mieszkam na jedenastym piętrze, pod sto siedem, ostatnie mieszkanie w bloku. Sto siedem mieszkań, czyli jakieś trzysta osób. Plus minus. Nie znam prawie nikogo. Wiem tylko, że pod sto piątką, naprzeciwko moich drzwi, mieszka Ela. Ela ma dwa psy i kota. Czasem spotykamy się w windzie. Wtedy zwykle jej większy pies obślinia mi buty. Pod sto szóstką mieszka Emerytka. Nie wiem, jak się nazywa. Nie ma psa ani kota, ale ma radio i słucha go tak, że ja też słucham. Chcąc nie chcąc. Bardziej nie chcąc, bo to religijna rozgłośnia. Co czwartek leci w niej „Lista Boskich Przebojów”, której moja sąsiadka nigdy nie omija i puszcza na cały regulator.

Poza tym jedynym mieszkańcem, którego znają wszyscy, jest Pijak. Pijak mieszka pod (nomen omen) setką, a zza jego drzwi bije okrutny smród. Mijam go często wcześnie rano, o szóstej, kiedy ja idę do pracy, a on wraca ze sklepu. Nigdy nie widziałam go zbyt dokładnie, w sumie wolę mu się nie przyglądać. Wiem, że ma napuchniętą, czerwoną twarz, kłaczki włosów wyrastające z uszu i nosi śmierdzącą kurtkę. Utyka na jedną nogę. Nie jest agresywny, nigdy się nie awanturuje, z jego mieszkania rzadko dobiega jakiś hałas. Ale wszyscy go nienawidzą i dozorczyni powiedziała mi kiedyś, że usiłowali uzyskać nakaz eksmisji, ale Pijak płaci czynsz i nie zalega, więc nic nie mogli zrobić.

„Śmierdzielstwo”. „Sama niech pani powie, jak tak można?”. „Margines nam się tu zalęgł, a taka porządna okolica była”. „Ja tam nie wiem, jak to możliwe, że on o szóstej rano już leci kupować wódkę”. Takie komentarze słyszę zwykle w windzie na temat Pijaka. Rozumiem, ludziom w końcu przeszkadza, że śmierdzi, też by mi przeszkadzało. Ela, która ma dwa psy i kota, mówi, że zwierzęta się go boją. Emerytka, jeśli go widzi, robi w powietrzu znak krzyża.
Któregoś dnia, przed Świętami, wróciłam wcześniej z pracy. Pod naszym mrówkowcem stała karetka. Stała też Ela, akurat na spacerze z psami, bez kota. Ludzie wyglądali z okien, a ci, co nie mają okien na tę stronę, przyszli do sąsiadów popatrzeć. Sanitariusze wynieśli na noszach ciało przykryte czarną folią, zapakowali do ambulansu i odjechali, nie włączając syreny. Nikt nic nie mówił. Zaczepiłam jakąś Elegantkę, która powiedziała, że to ten spod setki.

Wjechałam windą tylko na dziesiąte, żeby popatrzeć. Mieszkanie Pijaka stało otworem i ziało smrodem. Na wycieraczce kręciła się Emerytka. Poznała mnie i powiedziała do mnie tak jakoś na jednym wdechu:
– Niech pani sama zobaczy, to się w głowie nie mieści.

Zajrzałam przez uchylone drzwi. W mieszkaniu cuchnęło, wszędzie stały otwarte butelki i talerze z resztkami jedzenia. Kuchnia była zapuszczona, na dywanie podejrzane plamy. Dawno umarły kwiat w doniczce. Sterty brudnych ubrań. Sterty brudnych naczyń. Tylko ściany były bieluchne, jak świeżo malowane. I wisiały na nich obrazy. Setki obrazów. Portrety. Trochę krajobrazów, trochę martwej natury.
– No widzi pani? – syknęła Emerytka. – Ależ miał tupet.
Nie zrozumiałam, o co jej chodzi i już miałam zapytać, czy to na pewno legalne, tak być w czyimś mieszkaniu, jak w ogóle wszyscy tu weszli i dlaczego. Ale nagle zobaczyłam na jednym z obrazów siebie. Bury płaszcz z kapturem, fioletowy szalik, policzki zmarznięte. To byłam ja, jak idę ze śmieciami. Bez pudła.
– Namalował nas wszystkich, wyobraża pani sobie? Ja jestem o, tam.
Wskazała ręką. Sportretował ją wiernie: kawowy paltot, beret, wózeczek na zakupy. Była też Ela z dwoma psami, bez kota. I widok z okna, jakiś tuzin wersji: zimą, latem, na burzowo. I kompozycje: butelka, szklanka, ogryzek jabłka.
– Ja tam nie wiem, czy można tak ludzi malować – odezwała się z korytarza Elegantka, zatykając nos. – Ja to do sądu podam.
– A mieszkanie? – zapytałam nieśmiało.
– Co: mieszkanie?
– Co będzie z mieszkaniem?
– Jak to co – zniecierpliwiła się Elegantka. – Obrazy się spali, przyjdzie ekipa, zdezynfekuje. I następny wynajmie. Zawsze tak jest. Zawsze jest jakiś następny. Byle tylko płacił.
– I nie pił – dodała Emerytka.
– I nie malował – dodała Ela, która jak duch pojawiła się w drzwiach z dwoma psami, bez kota i czubkiem buta trącała walający się po podłodze śmieć.




Karolina Deling

Alicja

Dziś rano obudziłam się jako mała dziewczynka. Znowu, ostatnio coraz częściej się to zdarza.

– Mamo, mamo! – zawołałam.

Mamy nie ma, nie ma mamy już od dawna. Czemu zawołałam więc? Znów mała jestem, taka bardzo malutka. Pod kołdrą ciepło, poza kołdrą zimno, w pokoju zimno, nienagrzane jakoś bardzo, dorosły jakiś nie nagrzał, zapomniał, nie dopełnił obowiązku dorosłego. Ach, wstydzić się powinien. I zima się powinna wstydzić ta szara i bura, co nie szanuje małych dziewczynek i ich ciepłych, rozgrzanych niewinnym snem ciał. Nie chcę wychodzić spod kołdry, bardzo nie chcę, nie wyjdę, nie muszę, nic nie muszę!

Jednak muszę. Znów rosnę za szybko, zbyt boleśnie. Najpierw stopy wysunęły się spod kołdry, kolana. Potem ręce ją uniosły, odrzuciły, dłonie zdradzieckie. Własne dłonie zdradzają najchętniej. Boże, jak mi zimno. Szybko, do łazienki, tam cieplej. Och tak, dziś użyję eyelinera i mocnych cieni, mam ochotę, mogę, przecież już nie jestem małą dziewczynką, wolno mi. I bluzka z nieco głębszym dekoltem. Tylko, żeby mi cycki w czasie dnia nie zmalały za bardzo, bo się zsunie ten dekolt za nisko, odsłoni za dużo. Nie mogę, nie. Sweter jednak. Głupio tak małej dziewczynce się obnażać bezwstydnie na oczach dorosłych facetów. Mówili, czytałam, niedobrze tak, nie wolno.
Owsianka. Fuj! Nie chcę, zdrowe jedzenie jest dla ryczących trzydziestek, a ja jestem przecież taka mała, zatopiona w swetrze oversize, bardzo za dużym. Za bardzo. Nie ma czasu na przebieranie się, nie! Pospiesz się, zbierz się wreszcie, zęby myj, szybciej. Się ogarnij, już czas. Nie jesteś już maluszkiem, masz dwie ręce, dwie nogi, mądrą główkę. Kurwa, gdzie kluczyki?!

Ledwo sięgam do pedałów, choć fotel przysunęłam już tak bardzo, że jadę z nosem na szybie. To niesprawiedliwe, nieludzkie, nie chcę pół życia spędzać w korkach, czemu ten pan tak się wciska, ojejku, nie umiem, nie poradzę sobie, jak mam sobie z nim poradzić, nie trąb, nie napieraj skurwielu, na co trąbisz, chuju jeden. Łzy na policzkach, trzy lata w głowie.

Trzy lata lat już tak mam. Łyknę żelazo i rosnę, wypiję kawę z przyjaciółką i maleję zupełnie. Nigdy nie wiem kiedy będę bezbronną dziewczynką, a kiedy silną kobietą. Lub odwrotnie. Nie znaleźli na to leku, czytałam wiele fachowych czasopism, byłam nawet u lekarza, ale osłuchał, spojrzał w gardło i wzruszył ramionami. Wszystko w normie, uśmiech w normie, potliwość w normie, hormony w normie, jest pani, moja maleńka, zupełnie jak koleżanki. Nie widzę, byś jakkolwiek odbiegała od normy, złotko moje.

Odbiegłam. Nie mam wątpliwości, że wtedy właśnie odbiegłam, bo to była najmądrzejsza rzecz jaką mogłam zrobić. Kto by słuchał lekarza, który osłuchując nie słucha. Słuchaj, jestem zmęczona. Bardzo daleko do łóżka, łydki ciągną, ścięgna. Dłonie zgrabiały jakoś już na finiszu, powieki chylą się ku upadkowi. – Przytul mnie, chce mi się już trochę spać, mamo.

Joanna Kocik, Karolina Deling. 5 minut, czyli 23 opowiadania dla zabieganych. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Agata Sobczyk - Na Kujawach tuż po zmierzchu





Agata Sobczyk urodziła się w 1966 roku w Toruniu. Wydała „Bubę w Belleville” (2007), „O miastach i innych miejscach” (2010), „Opowiadania o Pogodzie” (2012) oraz „Wypadek (2015).


7


Nieszawa to takie małe, idylliczne, zapomniane ni to miasteczko, ni to wieś, niby niedaleko Torunia, a zupełnie nie po drodze do niczego. Kiedyś była po drodze do Włocławka, więc Buba w dzieciństwie zahaczyła o nią przejazdem z rodzicami kilka razy przy okazji odwiedzin włocławskiej rodziny. Potem drogę poprowadzono inną trasą, a rodzina umarła, i tyle Nieszawy. Zapamiętała z niej ogromne ilości krzaków bzu, uliczki wysadzane koliście obciętymi drzewkami z wielkimi liśćmi, które kojarzyły jej się wtedy z obrazkiem z jakiejś książki, a także kozę, która chciała jej ukraść cukierek, w każdym razie tak jej się wydawało i wszyscy bardzo się śmiali.

I z tej właśnie Nieszawy pochodziła Nina. Tam się urodziła i spędziła dzieciństwo. Do Torunia przeniosła się z rodzicami dopiero w drugiej klasie liceum i wtedy się z Bubą poznały. A przedtem miała koleżanki w Nieszawie, z którymi była, przynajmniej w pewnym okresie, bardzo blisko, wiele o nich Bubie opowiadała i przecież może one na miłość boską coś wiedzą.

No więc na pewno były trzy siostry, córki piekarza, znacznie od Niny starsze. Były to trzy Parki-inicjatorki, które zasłużyły się wciągnięciem jej w różne ważne sprawy, jak palenie papierosów i kult Edwarda Stachury. Stachurę można było zobaczyć, kiedy przyjeżdżał odwiedzić matkę w pobliskim Łazieńcu. Był, naturalnie, obiektem żywego zainteresowania całego nieszawskiego liceum (mówiło się, że „Cała jaskrawość” jest o Nieszawie i że jej kulminacyjny moment rozgrywa się na wzgórzu w Przypuście), ale ujrzenie go w drodze do Łazieńca nie każdemu było dane. A jedna z sióstr miała właśnie to szczęście. I raz zapytała Ninę: wiesz, kto to Edward Stachura? Wtedy, opowiadała Nina Bubie, poczuła dreszcz, jaki towarzyszy wyższemu wtajemniczeniu, i okazało się, że bardzo słusznie, bo Edward Stachura był człowiekiem niezwykłym, człowiekiem wolnym, który żyje, jak chce, przemieniając wszystko w poezję, i przemieszcza się pomiędzy Grudziądzem a Acapulco, zahaczając po drodze o miejscowość o znaczącej nazwie Łazieniec, gdzie ma matkę. I właśnie pewnego letniego poranka jedna z koleżanek Niny (jakby Wiesia?) zobaczyła go na dworcu w Aleksandrowie, skąd udawał się do Łazieńca, swoim zwyczajem, na piechotę. Niejedną od tej pory odbyły w tamtą stronę wycieczkę licząc na powtórne objawienie, ale na marne, i musiały zadowolić się czytaniem jego książek. A także przepisywaniem ich: był jakiś wspólny zeszyt, w którym każda wpisała kaligraficznym pismem swoje ulubione opowiadanie z tomu „Falując na wietrze”, a Nina swoje ozdobiła ilustracjami.[...]


Agata Sobczyk. Na Kujawach tuż po zmierzchu. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Marta Kucharska - Saudade




Marta Kucharska – ur. 22.05.1984. Do tej pory prozę i poezję publikowała m.in. w Odrze, Toposie, Twórczości, Akcencie, Ricie Baum, Wyspie, Latarni Morskiej, internetowej stronie Biura Literackiego. Finalistka jednego z Połowów organizowanego przez Biuro Literackie, wyróżniona drugą nagrodą w konkursie TVP 2 „Dolina kreatywna”. Wydała do tej pory zbiór opowiadań „Kino objazdowe” i tomik wierszy „Abisynia”, nagrodzony 2 nagrodą w ogólnopolskim konkursie Złoty Środek Poezji za debiut poetycki. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.



Czyściec

Czyściec polega na tym, że nie ma w nim ciebie. Chodzę jego ulicami, taki blady i senny, mijam naszych wspólnych znajomych, witam się z krewnymi, którzy odeszli kilka lat przede mną. Są mili i gościnni, zapraszają mnie na niedzielny obiad, oprowadzają po mieście i opowiadają długie i nudne historie, jak na nowo ułożyli sobie życie. Częstują mnie też setkami dobrych rad, na przykład co zrobić, by ukrócić sobie męczarnie w czyśćcu albo dostać kredyt na życie wieczne w niebie (póki co, moja zdolność kredytowa jest żadna, jak oświadczył wysuszony anioł-urzędnik w banku „Gloria e Stefan”). Słucham ich jednym uchem, bo wcale nie jestem zainteresowany niebem, w przypadku, gdy nie znajdę tam ciebie, a przypuszczam, że od razu do nieba się nie dostaniesz, niezłym przecież byłaś ziółkiem. Stąd raczej poczekam.

Tak więc jest całkiem czysto i miło. Nieustannie kwitną drzewka migdałowe i bladoróżowe magnolie, które wydzielają z siebie delikatny, mydlany zapach. Gdy wychodzi się na miasto, zapach ten miesza się z kropelkami, jakie nadciągają ze strony oceanu, i idąc ulicą co chwilę odnajduje któryś z zapachów, jakim pachniałaś: Giorgio Armani, Coco Chanel, Chloe. Niestety, nawet gdy odnajduję twój zapach, i z bólu zaczynam wyć do ciebie, nie jestem w stanie sobie ulżyć, gdyż nie mam prawej ręki (na tym między innymi polega piekło czyśćca).

Ale poza tym nie jest źle. Mam tu swoich przyjaciół, z którymi regularnie umawiam się na karaoke, choć nadal nienawidzę śpiewać (pewnie dlatego, że mój głos jest ciągle piskliwy jak u kastrata, a w dostępnym w konkursach karaoke repertuarze nie ma nic nad religijne pieśni i kilka utworów Amalii Rodrigues). Co jakiś czas chodzimy też na paintballa albo do kasyna, co akurat jest nielegalne, i gdzie można przegrać wszystkie swoje grzechy za cenę czyichś dobrych uczynków. Hazard tu jest ryzykowny, a to ze względu na panujące w czyśćcu obostrzenia, zabraniające gier pod karą dostania „zawiasów” na najmniej sto następnych lat, jak i możliwość przejęcia po kimś rozmaitych grzeszków, co wydłuża czas oczekiwania na przelot do raju (czy wiesz, że tutaj również pracuje Lufthansa i British Airlines? Swoja drogę ciekawe, jak wysoki musieli zapłacić okup, by wygrać ten przetarg?), mimo to chętnych nie brakuje. Korzystam z tej rozrywki rzadko, i wolę już wypady do kina „Sant Gabriel”, gdzie nieustannie wyświetlają Casablancę, albo do kawiarni „Verandas”, która wygląda niemal tak samo jak nasza, tyle, że nigdy nie spotkałem tam ciebie, a ty przecież nigdy nie stroniłaś od mocnych trunków.

Powiem ci coś jeszcze, choć może nie powinienem. Mam tu nawet swoje kochanki. Spotykam się z nimi co jakiś czas, idziemy na spacer do Miejskiego Ogrodu, gdzie wszystkie drzewa mają ciepłe, pożółkłe liście, tak jak lubisz, a koło fontanny Świętego Szczepana stoi ojciec Roberto (on też najwyraźniej musi coś mieć na sumieniu, skoro od razu nie poleciał do raju, lecz nie miałem odwagi zapytać go co. Złośliwi jednak mówią, że jest tu już od stu dwudziestu lat i nie zapowiada się, by miał stąd na dniach odlecieć). Ma on tu własny kram, w którym sprzedaje jadalne kasztany i cukrową watę. Te kochanki bardzo lubią, gdy kupuję im słodycze, zupełnie jakby były małymi dziewczynkami. Potem idziemy do „Verandas” albo „Casa dos biscos”, zamawiamy duże ilości alkoholu, tańczymy. Jedziemy do niej albo do mnie, albo do któregoś z hoteli, które pracują równie nielegalnie jak kasyna.

Choć spotykam się z pięknymi kobietami, nie wyłączając modelek, jakich we wczesnochłopięcym wieku wycinałem fotografie, nigdy nie przeżyłem tu orgazmu. Z tego co mówił mi mój zaufany przyjaciel, na tym polega między innymi piekło czyśćca. Stąd po pewnym czasie wszyscy stają się wykastrowanymi aniołami, eunuchami, o załzawionych oczach, podobnymi do chorych z zespołem Marfana. Dlatego też spotykam się tu z innymi kobietami. By, gdy się pojawisz, być gotowym cię objąć. I pamiętać, jak to się robi.

O ile w ogóle się pojawisz, bo póki co czyściec polega na tym, że nadal nie ma w nim ciebie. Nie dostałem telegramu, że może być inaczej.

Marta Kucharska. Saudade. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Krzysztof Rytka - Heretycy





Krzysztof Rytka, ur. w roku 1952 w Śremie, mieszkał od 1954 do 1979 we Wrocławiu. W roku 1977 ukończył studia archeologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim i uzyskał w roku 1989 doktorat
w Niemczech w Würzburgu, gdzie obecnie mieszka. W latach 70-tych był członkiem teatru studenckiego „Kalambur” i wioślarzem wrocławskiego AZS-u. Oprócz publikacji fachowych i reportaży z podróży (m.in. Australia 1989) pisze wiersze i opowiadania. K. Rytka jest również autorem komentarza w katalogu do wystawy fotografii Andrzeja J. Lecha „Dziennik podróżny Ameryka” 2001, który przedrukowany został w „Przeglądzie Polskim” (nowy dziennik, New York 1.2.2008).
Jego wiersze publikowane były we własnym tłumaczeniu w niemieckich antologiach poetyckich: „Autoren Werkstatt 51” (R.G.Fischer Verlag, Frankfurt/Main), „Ly-La-Lyrik Edition 1996” (Frieling Verlag, Berlin), Edition „Gedicht und Gesellschaft” Goethe-Gesellschaft Frankfurt/Main 2001 oraz w würzburgskim kwartalniku artystycznym „Quer”.
W Polsce mały wybór jego wierszy ukazał się w r. 2002 w antologii poezji miłosnej szczecińskiego Wydawnictwa „MAK”. W kwietniu 2008 K. Rytka otrzymał wyróżnienie w kategorii poezji w konkursie im. Zbigniewa Herberta w Londynie. Wyróżnione wiersze ukazały się w miesięczniku „Rzeczpospolita Kulturalna” 4/2008 (Br@ndBook London Publishing). W styczniu 2010 ukazał się we frankfurckim wydawnictwie Haag& Herchen we własnym tłumaczeniu na niemiecki tomik poetycki K.Rytki pt. „Aus dem Tagebuch” („Z notatnika”), zaś zbiór wierszy „Zapiski w brulionie&#8220; został wydany w 2015 roku (MaMiKo).
Pojedyncze opowiadania (Kochankowie, Kondor, Kurduple i wielkoludy, Latarnik, Napalona opalona) drukowane były w „Rzeczpospolitej Kulturalnej” 5/2008. We wrześniu 2009 wrocławskie wydawnictwo Astrum wydało autobiograficzną książkę K.Rytki pt. „Opowiastki wrocławskiego urwisa”. W roku 2015 wydawnictwo MaMiKo wydało także powieść K.Rytki pt. „Pionek”.



Wielkie, masywne, okute żelazem drzwi otwarły się ze zgrzytem. W wejściu pojawiła się grupa mężczyzn. Na przedzie podążali strażnicy z pochodniami, za nimi stąpali jacyś duchowni, a wśród nich ubrany w purpury jegomość, jakby biskup lub zgoła kardynał.

Krętymi schodami zeszli do obszernej piwnicy, oświetlanej płomykami licznych kaganków, zamocowanych na ścianach. W rogu żarzyło się duże palenisko, przy ścianach stały wielkie regały pełne różnych narzędzi służących do torturowania więźniów, wisiały łańcuchy zakończone okowami. Pośrodku piwnicy, na wielgachnych drewnianych stołach, widać było rozciągnięte ciała dwóch osobników. Ich ręce i nogi przywiązane były do kołków na narożnikach stołów.

Przybysze podeszli do pierwszego stołu. Leżał na nim, co prawda rozebrany do naga, ale nieszpetny z wyglądu jegomość w średnim wieku. W ubraniu musiał się zapewne wspaniale prezentować i nikogo by nie zdziwiło, gdyby w salonach był ulubieńcem pań, a zwłaszcza panienek, co zresztą miało miejsce, zanim go pojmano. Tu jednak nie miał szans na wzbudzenie sympatii u przybyłych duchownych dostojników. Wręcz odwrotnie. Z Komisją Śledczą Przenajświętszej Wielkiej Inkwizycji nie było żartów i nikt z nią jeszcze nie wygrał.
Osobnik w purpurowych szatach pochylił się nad więźniem i zasyczał jadowicie:
- Przyznajesz się złoczyńco?
- A do czego? – zapytał leżący.
- Do wszystkiego!
- Do wszystkiego nie mogę...
Purpurowy osobnik, zwany Wielkim Inkwizytorem, odwrócił się do stojącego obok ubranego na czarno Pierwszego Inkwizytora i powiedział:
- No to jedziemy według listy. Czytajcie, bracie Marcelianie.
Ten wyjął spod pachy Wielką Księgę Protokolarną Inkwizycji.
Mężczyzna leżący na stole tortur roześmiał się:
- Chcecie mi bajki czytać?
Wielki Inkwizytor wściekł się:
- Słuchaj no, Giacomo, błaźnie, coś ty wygadywał na statku „Burchiello&#8220;, jak płynąłeś ze swoją rodzinką do Padwy?
- Nie pamiętam, byłem jeszcze wtedy taki mały, malutki, tyci...
- Mam ci przywrócić pamięć, ty nędzna kreaturo? Cesare! – zawołał Wielki Inkwizytor do kata – Napnij no nieco sznura!
Kat zakręcił korbą, sznur skrzypnął złowieszczo, ale Giacomo zawołał radośnie:
- O, stretching, stretching!


Krzysztof Rytka. Heretycy. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Franciszek Olejniczak - Podgłosy




Nowoczesny bunt czy niezgoda na współczesność? Franciszek Olejniczak celnie wbija swoje ostre sztylety w czarno-białych pokojach, na mokrych alejach, przetartym bruku. Słucha, zapisuje, podgląda i wymierza niespodziewane językowe strzały zaskoczonej publice. Poezja, której strach nie poznać.

Czerwie

Odcisk na stopie, po którym sam sobie deptam.
Przyspieszając gubię czerwie z cienia. Mijam twarde kry krawężników.
Podglądam mknące paski po asfalcie. Błogosławię gościa,
który wskazał mi ten skrót: lukę w kluczu, dziurawą klamkę
w szklanych drzwiach. Dzwonek do drzwi

mógłby teraz załatwić wszystko,
albo mnie zgubić – skruszyć źrenicę Judasza, w zwarciu
wyiskrzyć Iskariotę (patrona namiętnych pocałunków
w gejowskich zaułkach). W ślinie mam tytoń

i kilka bąbelków tlenu. W pępku kulkę bawełny. W domu
wejście, wyjście i wgląd w prześwit. I cokolwiek
wyrzucone za siebie, wracając, odnajduję przed sobą.

Zdeptane.


Korespondencja z upału

Jest tak gorąco, że długopis się topi. Moje ciało się skrapla
i schnie na wiór. Jeszcze trochę a zostanie ze mnie plama tłuszczu.
Zawczasu adresuję kopertę. Susza w ustach, więc znaczek pocieram
o ciało: o czoło, o klatkę piersiową, o lewe i prawe ramię. Kocham się

modlić do wszystkiego i o wszystko. Krojąc chleb mam w głowie Biblię,
na końcu języka cytaty, w dłoni nóż. Chodzę coraz niepewniej i dalej.
Gubię się w podwójnych ciągłych. Na skrzyżowaniach rozkładam ręce.

Wspominam chłód listopada, brud pod paznokciami, martwe naskórki
koniuszków palców. Swoje ciało myję regularnie i właściwie.
Nigdy natomiast nie czyściłem języka – to obce jest

we mnie i drga. Wyobrażam sobie wtedy głowę
zanurzoną w wodzie jako próbę wywołania ciszy embrionu.

P.S. Dziś moje małpie serce zaakceptowało moją świńską skórę.
Tym samym natura stała się nie do przyjęcia.



Dojrzewanie

Mówią, że bez zbędnej protekcji archeologów
udało mi się wygrzebać z ruchomych piasków klepsydry.
Przejść przez heblowane ściany piaskownicy. Dojrzeć.

Mówią, że zamiast rzęs mam drzazgi a w oczach
wirujące sęki prowadzące wzdłuż linii ognia.
Bredzą coś o samopodobieństwie.


Franciszek Olejniczak. Podgłosy. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Zyta Bętkowska - Dwa chutory






"Dwa chutory" to tomik prosto z bieszczadzkich uroczysk, doprawiony porządnie współczesnością. Autorka umiejętnie łączy język codzienny, poetycki i gwarę łemkowską. Wielokolorowy kolaż ze słów dla znudzonych sztampą współczesnej poezji polskiej.


Zyta Bętkowska, urodzona w 1966 r. w Sanoku. Zakochana w bieszczadzkich zakamarkach - miejscach swojego dzieciństwa. Od 2004 roku pisze i publikuje wiersze w internetowych portalach poetyckich.





***
Zamieszkałam w papierowym mieście, ktoś mi powiedział:
- Atrapa, to brzmi dumnie - niech ja go znajdę!
Stoję, ludowa Niobe, która nawet skamienieć nie potrafi.
Mogłam stekturzyć się, zbibulić, przyglucić płasko
do sztucznego muru, jak przeceniona tapeta w głupawe
potworki. Dogasa wysycona emulsją galeria, w dali
fatamorgana. Tłumy pobiegły właśnie w tamtą stronę.
- Oaza, to brzmi dumnie! - już mnie nie nabierzesz.



eden?
Drobiowy przystojniak nigdy nie daje za wygraną, świta
w głowie chaos. Na krzywej bradrurze wyświechtana chochla
kołysze soplowaty zarost, cuchną bety krochmalone szronem,
filtruję mętny oddech przez rękaw piżamy. Nie wstanę
pierwsza. Może później. Tu słońce jest cząstką sztafety
światła. Latarnie, neony, pęknięty reflektor tramwaju
z koszmarnym wav&#8217;em na zakręcie. Walczę. Przegrywam.
Nigdzie nie będę szczęśliwa, jeśli zabiorę tam siebie.



za/nim
Suniemy amfiladą zdarzeń. Próbując zyskać - tracisz
mnie z oczu. Nie chcę wołać, biegnę, a ty przystajesz
na to. Widzę, jak ślizgasz się spokojnie na filcu
muzealnych kapci. Nie boisz się dotykać eksponatów
w sąsiedniej sali. Tłoczno. Ucichły słowa przewodnika.
Nerwowo wertuję paginy prospektów. Tyle tu jeszcze
można by zobaczyć, znaleźć. Fiksacja nagle przechodzi
w olśnienie - zbuduję ci lunetę do bliży. Zobaczysz!


Zyta Bętkowska. Dwa chutory. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Krzysztof Lutowski - Czytając poetów przeklętych





Krzysztof Lutowski (ur. w 1976 roku w Bydgoszczy) - poeta, gitarzysta, wokalista, dawniej dziennikarz. Pracował w wielu zawodach. Poezje publikował m.in. w Fa-arcie, Opcjach, Akcencie, Lampie i Iskrze Bożej i wielu innych. Współtworzył bydgoskie czasopismo literacko-artystyczne Dlatego. Współtwórca zespołu Ranoc, z którym zagrał kilkadziesiąt koncertów i dokonał kilkunastu nagrań studyjnych i radiowych (patrz youtube). W roku 2003 wydał w białostockich Kartkach debiutancki tomik poezji pt. 33 wiersze. W 2017 ukazał się drukiem kolejny tomik poezji pt. Ranoc (bydgoska licencja marek). W planach kolejne tomiki wierszy i zbiór opowiadań. Obecnie od 5 lat mieszka w Reading w Anglii. Zarabia na życie jako lorry driver.



CZYCZ

Chcę wyrazić chcę się zbliżyć
dokąd tylko można
zbliżyć się
wyraźniej zobaczyć

/Czycz/

W poezji polskiej, angielskiej, niemieckiej, amerykańskiej,
rosyjskiej i francuskiej

Jak długi i szeroki
jak świat stary
poeci chcą wyrazić
chcą się zbliżyć
dokąd tylko można
wyraźniej zobaczyć

W poezji polskiej, niemieckiej, angielskiej, amerykańskiej,
rosyjskiej, francuskiej, w starogreckiej i w ameryce południowej.

Co chcą wyrazić, do czego się zbliżyć, cóż wyraźniej zobaczyć?

dokąd tylko można
dokąd tylko można



xxx

Coś z dziecka
spontaniczność reakcji
wstydliwa, nie na miejscu
ukrywana
za brutalnością, cynizmem, nihilizmem
ale nieszczelnie
gra wolnych skojarzeń
splecionych irracjonalną
logiką somnambulika

Zapis dźwięków
jakie wydaje poeta, gdy go spotyka

Kontrasty
sielanka ukazana w czasach pogardy
odarty z okrycia seksualizm
wśród popiołów cmentarnych łąk
można udać się do wyjścia
ale trzeba je wybrać
albo doczuć się
trupiego piękna w profanum
rozłożonych nóg
chłodno patrząc



xxx

życie odbierane jako byt ku śmierci
spazmatyczne poszukiwanie porozumienia
z drugim człowiekiem, które jest nierealne
ale coś zmusza do poszukiwań
czego nie da się wytłumaczyć
biologicznym instynktem

jaka śmierć jest lepsza? nagła,
czy ta rozciągnięta, jak tortura

miłość rozjaśnia to konanie
jest, jak blask w ciemności, jak latarnia
jest pochodnią, która wygaśnie
a konanie jeszcze bardziej dojmujące
rozświetlone i na widoku

będzie to już zawsze świeciło
i nie licz, że kiedykolwiek zgaśnie
będziesz konał oświetlony
pochodnią, z której kapie krew


[...]

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, dla kogo jest ten tomik, musiałbym stwierdzić, że wyłącznie dla wtajemniczonych, to jest wyćwiczonych w cierpieniu. Dla wszystkich zatem? Być może, jednak nie każdy znajdzie w książce bydgoszczanina zadowalające przepisy na życie, nawet na życie po życiu. Poeta nie daje nam najmniejszych złudzeń, bo sam ich nie ma. „Ci, których wzywam/ nie są w stanie pomóc nawet sobie/ niebo i woda zmierzają w przeciwne strony”.

A więc – katastrofa? Powiedzmy otwarcie, katastrofa wydaje się najracjonalniejszym rozwiązaniem. Rozwiązaniem, które Lutowski opisuje z właściwą sobie dezynwolturą kogoś, kto nie ma pojęcia, że „tak nie wypada”. Może właśnie dlatego wychodzi mu to tak przejmująco, tak prawdziwie./ Jarosław Jakubowski


Krzysztof Lutowski. Czytając poetów przeklętych. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Jakub Domoradzki - Wiersze, których nie lubi mój tata





Jakub Domoradzki – ur. 13 XI 1992 r. Student filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Stajni Literackiej SPP w Warszawie. Miłośnik kina, gór i historii. „Wiersze, których nie lubi mój tata” to jego debiut.



*

Co robi poeta
w galerii obrazów? –
spytałem sam siebie
patrząc na Rembrandta.

Onieśmiela mnie
ich wzrok na obrazach –
bo oni tu pracują,
są w trakcie czytania,
kolacji
i tak od setek już lat,
a ja,
gorzej niż intruz,
nie mogę nawet
zapukać do drzwi
i spytać czy mogę.
„Ja tylko na chwilę,
początek wiersza
choć podpowiedzcie,
resztę dokończę sam –
wśród moich ścian bez obrazów”.
Nie słuchają.
Tylko koń w oddali
zdaje się mnie nie słyszeć.
Wodę piję.
Tę samą, która sztormem
statek przewraca
w obrazie obok.
„Może pomóc?” –
wołam do kapitana.
„A po co nam poeta?” –
odpowiada zziajany głosem Veldego.
Już odwracałem się stamtąd
na pięcie –
ale akurat mleczarka
przygotowała ciepłe mleko
do kolacji –
chociaż nie znała mojego imienia
(ja wiedziałem tylko kto ją namalował)
i tak czułem,
że muszę z nią chwilę posiedzieć.
I tak siedzieliśmy.
Mleko wystygło,
a ona nawet pieca nie miała,
aby je podgrzać.

Jaki artysta
zostawia kobietę bez ogrzewania
na tyle stuleci?
A ona –
przyzwyczajona chyba do tych
długich zimowych wieczorów
odrzekła z mądrością
czerpaną przez wieki:
„I po to poeta,
żeby dokończyć to,
o czym malarz zapomniał.”

Jakub Domoradzki. "Wiersze, których nie lubi mój tata". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Patrycja Paterak - była.




Patrycja Paterak (ur. 07.11.1985r.) kobieta trudna do rozszyfrowania, odpychająca od siebie negatywy drugiej osoby gdyż z pewnością chłodniej bez nich zamrożonej artystce. Podziwia podobno lekceważące i boi się „wszystkiego w porządku”. Nie znosi kurewskiej mazi dorzucanej do sekretów. Z mikro-ekspresją zapiernicza w przestworzach, gubiąc najczęściej zasięg. Mieszka w Tarnowie.


Rozcięta pomarańcza, odkrojony ogonek wiśni czy gruszki, obrany banan ze skórki, usunięte włoski z kiwi, odcięta kiść winogrona, poprzecinany wzdłuż i wszerz granat to tylko namiastka tego, co sami sobie i z sobą robimy, kim jesteśmy, czym jesteśmy w tym byciu kimś, kim jesteśmy w tym byciu czymś, czymś, w czymś, kimś w kimś...

Patrycja Paterak. byla.. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Zofia Mikuła - Nie goń mnie Alafufu




Zofia Sofim Mikuła - autorka zbioru wierszy Kuriozalnie z szypułkami. Publikowała między innymi w Autografie, Dzienniku Polskim, Kozimrynku, Znaj, Angorze, a także w wielu antologiach i almanachach. Laureatka ogólnopolskich konkursów literackich. Współpracuje z pismem społeczno-kulturalnym Własnym Głosem. Odznaczona odznaką honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej MKiDN (2015). Więcej o autorce na stronie: zofiamikula.manifo,com



reakcja alergiczna


schniemy w słońcu.
ty trzysta trzynaście metrów nad poziomem morza. ja na nizinie.
gdyby dodać twoje szóste piętro byłoby trzysta trzydzieści trzy.
lubisz trzynastkę. lubisz też trójkę. trójkę wygrałam kiedyś w totka.
nigdy więcej mi się nie zdarzyło. tobie zdarzyły się trzy ważne kobiety.
przelotne romanse zjawiają się często
romans z kokardą przychodzi z rzadka niespodzianie.

schniemy w słońcu.
ty nad górską rzeką ja w dolinie wisły.
opuchlizna powoli schodzi z twarzy jeszcze tylko oczy podkrążone
nieznacznie. nie wiedziałam że jestem uczulona na salicylany i na ciebie
w obu przypadkach należy zachować ostrożność.
nawet niewielka dawka powoduje stan nadwrażliwości.

schniemy w słońcu.
jedziesz z mamą na zastrzyk odwiedzasz siostrę w samotności.
moja siostra bierze chemię i traci pamięć.
schniemy w słońcu. jeszcze nie wiemy kiedy zacznie się odczulanie.




mandarynki to chiński talizman


rozsuwamy zasłony na panoramę miasta. antrakt a może krótka pauza.
w głowie mrowie aktów. uwolnione wzlatują wprost w neony ulic
za moment przepadną wszystkie pozostaną tylko ciemne myśli.
będą tłuc się po zakamarkach pokoju uduszą brzuszny lot trzmiela

podpalą różowe okulary. noc w hotelu felix jest z zasady łatwopalna
to o niej pisał niejaki l.ż. zamykamy miasto. cisza przebija na wskroś.
pozornie odchodzimy od siebie lecz tak naprawdę wracamy.
mistyczny czas jeszcze nie przebrzmiał.

za cztery pięćdziesiąt (na więcej nie stać młodych amfitrionów)
tworzymy zimny wodospad wody mineralnej i skałki mandarynek.
chłód strumienia zaprzecza że tylko ciepło pobudza erotycznie.
mandarynki to chiński talizman miłości
i nie ma znaczenia że nie mówimy o mandarynkach.


Zofia Mikuła. Nie goń mnie Alafufu. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Paweł Nowakowski - Między innymi




Oto mamy książkowy debiut poetycki Pawła Nowakowskiego, który w zadziwiający sposób dysponuje darem autorozproszenia oraz troistością poetyckiego, biologicznego i metafizycznego namysłu nad tworzeniem. Prawdopodobnie jest to poetycka propozycja, która stawia czytelnika w sytuacji biernego palacza, który zostaje spętany przez dym poetycki zawierający ponad siedemdziesiąt siedem groźnych substancji dla zdrowia i życia. Czy tak można zamieszkać w światach języka? Jestem pewien, że książka ta pozostawi odbiorców w pewnym rozkroku: zmęczy, ale także każe wyczekiwać ciągów dalszych. Pojawia się szansa na wkroczenie w nieskończoność prawd, choć prawdopodobnie i tym razem ją zmarnujemy. Niestety.

Waldemar Jocher



Paweł Nowakowski (ur. w 1992 r. w Sieradzu) – poeta, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Laureat m.in. OKP im. R. Wojaczka (2014), jeden z finalistów 10. edycji Połowu organizowanego przez Biuro Literackie (2015), nominowany również do nagrody głównej w OKP im. J. Bierezina (2015) oraz w II Konkursie im. Tymoteusza Karpowicza (2016). Wiersze publikował na łamach 2Miesięcznika, Arterii, Opcji 1.1., Wakatu oraz na stronie internetowej Biura Literackiego w ramach BiBLioteki. Między innymi to jego debiut książkowy. Mieszka w Poznaniu.



Próg (1)

choć pozorny zabieg, nawet niewystarczający i raczej domyślny
niż rzeczywisty, powoduje utratę materiału (zachowując w stanie
niezmienionym próg dotyku na długość zarysowanego dystansu
i ten wybór jest wolą bez niedomówień i rozczarowań); choć nikt
nie potrafi tego wyjaśnić, mijamy odstęp jak kamienie w wąskich
korytarzach, a szerszy kontekst stanowi część odmienną od intencji,
w której oczekujemy pozostałych warunków na krawędzi wpływu.



Dialekt

od nowa zacieramy ślady, powstałe w wyniku ograniczenia swobody przepływu.
jak nosicielka, pojedyncza i ujednolicona, deklarujesz wtórność niezgodnej symulacji:
izolacyjny środek, w którego okręgu przybierasz formę dokładnych starań, redukuje

wówczas stan napięcia, organicznie dociera do przyczyny wstrząsów. odkładam na bok
zwyczaj natychmiastowej wykonalności karcenia, wystrzegając się znaków szczególnych
jak w rysopisie. uzasadnione definicje są nieprzekraczalne, ale przywracalne; zachowują w

mocy stan deklaratoryjnej zapowiedzi skracania dni płodnych, odrzucają koncepcję nabycia
przez kreację. podatny na sugestie buduję dwuinstancyjny zbiór błędu, którego wymiar jest
podstawą więzi ulotnej na wyłączność i utraty kontaktu z powierzchnią w państwie środka.

Paweł Nowakowski. Między innymi. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Piotr Barański - Lekkie piosenki




Piotr Barański (ur. 1986) Autor. Grzeszy częstotliwością wydawania książek; wie, że to nieładnie, że tak się nie powinno, nie wie, czy się poprawi – być może. No dobrze, poprawi się. Za swój debiut uważa tomik wierszy pt. Nocne południe. Za swoją drugą książkę uważa tomik wierszy pt. Poziom morza. Za swoją trzecią książkę uważa tomik wierszy pt. Lekkie piosenki, tj. ten tomik. Przed Nocnym południem opublikował też Skrajności i Drogi oddechowe. Wszystko to, oczywiście, kupować poleca (a kupować w celu przeczytania polecałby subiektywny debiut i kolejne książki, gdyby miał siebie polecać). Jest samokrytyczny. Pyszni się tylko swoją fenomenalną, ukrytą przed światem grą na gitarze. Poezja, muzyka i proza drogie mu są. Mieszka w Warszawie.



Niegodne części ciała


Miejsca, którymi
nie można ukraść.
Miejsca, którymi
nie można być dziwką.
Miejsca, którymi
nie można grzeszyć.

Nie zasługują
na świętość.



Domy poprawcze


Hotele, które wstydzą się pokazać
ile dostały gwiazdek.
Hotele, w których nie ma śniadania
w formie szwedzkiego stołu.
Hotele, które każą zostawiać klucz w recepcji
przy wychodzeniu.
Hotele, których pokoje wyposażone są
w czternastocalowe telewizory Elemis.
Hotele o zapachu papierosów.
Hotele, w których nikt się nie kocha.

Jeszcze będą nas miały.
Jeszcze naprawią.



Słyszałem T.Love Alternative, kiedy pisałem ten wiersz


Jesteśmy w stanie
zrobić prostą miłość,
którą docenią
krytycy.

Jesteśmy w stanie
zrobić dobrą miłość,
mimo że nie umiemy
jej robić.

Miłość z przekazem.
Miłość z garażu.

Alternatywa.




Piotr Barański. "Lekkie piosenki". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Piotr Marcin Kraska - ROK END LOL




Już sam tytuł tomu Piotra Marcina Kraski wiele obiecuje i obietnicę tę spełnia z naddatkiem. To jakby trzy tomiki w jednym – każdy z nich zostaje zapowiedziany osobnym segmentem tytułu i każdy mówi własnym, indywidualnym stylem, idealnie korespondującym z treścią. Wszystkie one łączą się jednak w harmonijną całość, co ostatecznie potwierdza maestrię poety. Kraska prezentuje nie tylko niezwykle wyostrzoną świadomość potencjału języka, ale również doskonale potrafi się nim bawić. Oryginalna kompozycja i językowa inwencja nowego zbioru wierszy budzi wielki apetyt na kolejne dokonania młodego twórcy./prof. dr hab. Anna Burzyńska

Piotr Marcin Kraska, wykorzystując różne słowniki i głosy, poezję nostalgiczną, surrealną i konkretną, stwarza bajkowo-rzeczywiste uniwersum. Humor miesza się tu z horrorem, egzotyczne flashbacki z oddechami w zatłoczonym polskim autobusie, pełna powaga i namysł z kolorowymi balonami pełnymi wspomnień. "ROK END LOL" jest jak odnaleziona płyta z występami komika, który sam zaplanował swój pogrzeb./Kornel Maliszewski



WIOSNA

Obudziłem się na krańcu. Niekompletny. Puzzle trzeba poskładać w bliżej znajomą całość. Tafla kałuży, w którą uderza spadający sopel? Marzanna powinna była już dawno się utopić, stracić tchnienie, a nie pływać pod lodem, roztaczając zimne macki. Wiatr, zielony kataryniarz, wygrywa majaczące nuty. Tylko ja to słyszę? Idę brzegiem Wisły. Zdejmuję czapkę, szalik, rękawiczki. Nie trzęsę się ze strachu przed Królową Śniegu, która rzuca się do rzeki jak Wanda, siostra Marzanny.



zapach szkolnych fartuszków mieszał się z wonią chloru
po zajęciach pływania na basenie miejskim krytym
pewnego popołudnia pani od plastyki ogłosiła że koniec
z fartuszkami tarczami i w ogóle makroumundurowaniem materii
umiałem zrobić kilka długości skacząc z słupka na głębię
CZERWIEC 1989 – pęknięcia rybich łusek



#
murawa stygnie
dżin kopie piłkę w górę
obrona ni drgnie
#



4.

Zaśmiej się, zaśmiej tęgo, rubasznie!
Nieco buńczucznie czy wręcz wulgarnie!
Wady swe spiętrzyć musisz banalnie;
W żart je obrócić! Ciut nierozważnie&#8230;

Wytknij im, sobie, kwaśne bolączki,
Co wkurwia do cna i spać nie daje,
By w krasnym raju odkryć te gaje,
Które napełnią żebrzące rączki.

Piotr Marcin Kraska. ROK END LOL. Nowa Ruda: MaMiKo, 2018






Grażyna Bajer - przez zamknięte drzwi







Grażyna Bajer , z domu Kobiela - od 10 lat mieszka w Norwegii. Pisze od 13-tego roku życia. Tęsknota za Polską stała się inspiracją do napisania i wydania czterech tomików wierszy, w których często przewija się motyw miłości i tęsknoty za domem. "Sercem pisane w bólu wydane" - to debiut poetyki, następne tomiki to: "Nie rzucim ziemi", "Mój dom ", a także - "Zrozumieć życie". Wiersze autorki są w antologiach "Rozbudzeni poezją" oraz "Potyczki z Kupido".







przez zamknięte drzwi

dotykiem serca
otwieram horyzonty wyobraźni
karmiąc zmysły iluzją

krew pulsuje
rozlewając lawę gorącej pożądliwości
codziennie umieram przed czasem

gdzie jesteś miłości moja



białe noce

dwunasta dawno już minęła
barany wszystkie policzone
z nerwów pod nosem znów zaklęłam
przewracam się na drugą stronę

z kranu miarowo woda kapie
natrętna mucha lata wkoło
zaś obok mój małżonek chrapie
mówię wam nie jest mi wesoło

w okno się gapię raz za razem
tam ciągle jasno do cholery
tęsknię za swojskim krajobrazem
smutek i żal mnie ściska szczery

na zegar patrzę to już piąta
do kuchni idę chwiejnym krokiem
obijam się po wszystkich kątach
na świat spoglądam wściekłym wzrokiem

małżonek wciąż coś tam szczebioce
lecz bunt narasta ciągle we mnie
ach na cóż są te białe noce
przecież im ciemniej tym przyjemniej



melancholia/tautogram

mami
marzenia moje

mnogość myśli męczy mózgowie

materialny motyw
miesza
marnując morze misternej mądrości

„memento mori”

majestatyczny mistrz maluje
mnóstwo magicznych metafor

masz Magdalenę – mówi mama

mija marazm




Kamil Galus - Trzęsawiska




"Trzęsawiska" to poezja z soku życia, z doświadczenia, z sytuacji granicznych, małych radości i wielu załamań. Kamil Galus wziął sobie do serca postulaty autorów, którzy zawsze z nosem i piórem byli blisko prawdziwych doświadczeń prostych ludzi. Nie znajdziemy u niego językowych gierek, języka, który bawi się sam sobą, ale pisanie, które przylega do rzeczywistości, uczuć i zasad wnętrza. Poezja z serca, płuc i wątroby.


Kamil Galus - (ur. 11 maja 1993 r. w Grudziądzu) absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Grudziądzu oraz Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. W 2014 roku został wyróżniony w ogólnopolskim konkursie Szuflada w Olesnie. Obecnie mieszka w Poznaniu. Książka Trzęsawiska jest jego pisarskim debiutem.



gdy poznałem kobietę w ciąży

gdy poznałem kobietę w ciąży
nie wiedziałem czy mogę przybić piątkę
z jej brzuszkiem

całe spotkanie
byłem lekko skołowany
w końcu to kto inny
ulokował się
na kolanach mojej randki

całe spotkanie był małomówny
chyba się obraził że próbuję odbić mu matkę

nie godziłem się na wieczór we troje
zwłaszcza z damskim bokserem

widziałem wszystkie ciosy
spadające na żołądek tej kobiety
która mimo to uśmiechała się
jak kobiety których mężowie piorą je na kwaśne jabłko
a one i tak skoczyłyby za nimi w ogień

koniec końców odprowadziłem ich do domu

gdy wszedłem na górę
były frytki i ruski szampan

gdy mnie pocałowała
brzuszek kończył jeść kolację

pościeliła w salonie
a ja położyłem ją na łóżku
szeptałem że ze mną będzie bezpieczna
mimo wszystko mam nadzieję
że wtedy brzuszek już spał




trzęsawiska

wydawało mi się że teraz
udaje mi się twardo stąpać po ziemi
ale wiecie jak to jest
stąpać po bagnach i trzęsawiskach
najtrudniejsze są pierwsze kroki
gdy zaczynają moknąć ci łydki
lecz potem gdy brodzisz już po kolana
zaczynasz piąć się w górę
znajdujesz odpowiednie tempo i rytm
zależnie od twojej wagi
postury i specyfiki poruszania
jesteś w tym rytmie oryginalny
pamiętaj że mogłeś wpaść po uszy
a z dwojga złego
chyba lepiej czasem upaść na kolana
upadek nie zawsze oznacza koniec
podobno Jezus upadał trzy razy
a zobacz jak na tym wyszedł
później z jaskini po trzech dniach
czyżby jeden upadek przypadał
na jeden dzień zwłoki
niektórym pisane jest chodzić po wodzie
bagno widzieć tylko z daleka
przez szklane szyby gdzieś w oddali
zakrzywioną rzeczywistość
dzieci wpływowych rodziców

na horyzoncie widać już koniec
ten wymarzony
twardy nie wsysający grunt
który wiesz na pewno
nie pociągnie cię na dno

nikomu nie zabroniono marzyć
nawet nam ramię w ramię
brodzącym obok siebie

Kamil Galus. Trzęsawiska. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Grażyna Bajer - Nie potrafię Cię pokochać




Grażyna Bajer z domu Kobiela - od 12 lat mieszka w Norwegii. Pisze od 13-tego roku życia. Tęsknota za Polską stała się inspiracją do napisania i wydania pięciu tomików wierszy, w których często przewija się motyw miłości i tęsknoty za domem. "Sercem pisane w bólu wydane" - to debiut poetki, następne tomiki to: "Nie rzucim ziemi","Mój dom", a także - "Zrozumieć życie", "Przez zamknięte drzwi". Wiersze autorki są w Antologiach - "Rozbudzeni poezją", "Potyczki z Kupido", "Kiedyś wrócimy do...".


dobra zmiana

tak dzisiaj przy kawie z rana
myślę i łamię tym głowę
co to jest ta dobra zmiana
czy ktoś mi na to odpowie

czy tak jak remont mieszkania
gdzie pleśń i grzyb się rozgościł
trza zacząć od usuwania
bo tak jest przecież najprościej

niektóre ściany rozwalić
to przestrzeń zyska się większą
a stare rupiecie spalić
bo domu już nie upiększą

co jeszcze można wymienić
sprzęty wygodne lecz stare
bo to już jest bez znaczenia
że choć stare ale jare

tak jak przy każdym remoncie
jest chaos i zamieszanie
lecz widać na horyzoncie
inne jest już to mieszkanie

a jeśli się nie spodoba
mieszkańcom domu ta zmiana
to niechaj taka osoba
opuści go proszę pana

myślę i tak się tym głowię
i w okno spoglądam gdzieś w dal
może się jakoś wysłowię
że mnie tylko koni jest żal



nic mi się dzisiaj nie chce

gapię się w okna zapłakane
tam deszcz ze śniegiem w berka grają
za nic mój stan tragiczny mają
gdzie myśli ledwo posklejane

fiord skuty lodem słońce więzi
i krzyku mew już nie usłyszę
nie chce się nic – więc wiersz napiszę
może te smutki precz odpędzi

siedzę i dumam nad tym wiecie
że choć ten naród trochę dziki
trza było jechać do Afryki
a nie gdzie mrozy i zamiecie

może i wy też dziś tak macie
że nie chce się mrugać oczami
jeśli tak jest to jestem z wami
na rum zapraszam – lecz w herbacie


Grażyna Bajer. Nie potrafię Cię pokochać. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Justyna Nawrocka - Paragon




Lata 90., wojewódzkie miasto na południu Polski. W mgłach, oparach smogu na pogórniczych zapadliskach i ciemnych uliczkach włóczą się subkulturowe bandy, szukające zniszczenia i resztek znaczeń. Główna bohaterka, dziewczyna z dobrego liceum, gnana ciekawością wyrusza w swoją prywatną podróż w głąb miasta, zatapiając się coraz bardziej w mroku i delirycznym, rozedrganym punkowym podziemiu. Justyna Nawrocka plastycznie przeprowadza nas przez ten czyściec pełen dziwacznych postaci, zapomnianych światów, tworząc lekko przybrudzoną, choć czułą laurkę o niechcianych i niewidzialnych, oraz tych, których już nie ma lub nigdy nie było. Kolejne historie gnają w Paragonie niczym dzikie psy, podczas lektury wybuchają w nas wspomnienia, obrazy, szalone sekwencje, spiętrzenia słów. Chcemy wreszcie dobiec do końca tej przygody, aby potem wielokrotnie wracać do naszych ulubionych kawałków.


Justyna Nawrocka, poetka, laureatka wielu nagród i wyróżnień (Poeta Dolnego Śląska 2011, 2017, Dolnośląska Biblioteka Publiczna im. T. Mikulskiego, Wrocław, Nagroda Prezydenta Wrocławia za wiersz o Juliuszu Słowackim). Fragment powieści "Paragon" został nagrodzony uczestnictwem w warsztatach literackich „Pisanie Nowej Rudy", prowadzonych przez Olgę Tokarczuk, Karola Maliszewskiego, Zbigniewa Kruszyńskiego. Jest autorką dramatów („Noc z K.”, „Singing queen”, „Tupinambarana”, wystawionych w formie czytania performatywnego w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. „Pan od busa” dostał się do półfinału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej). Publikuje recenzje teatralne w „Dzienniku Teatralnym”.


Babcia stopniowo zamieniała się w niemowlę, przynajmniej w ilości zapotrzebowania na pampersy, papki, jogurty. Starzejąc się, dziecinniała, karlała, stawała się małą Marysią z cieniutkimi nóżkami o dorzeczach żył. Na twarzy błogi uśmiech, białka oczu ufnie i bezrozumnie pozwalały zrobić ze sobą wszystko, co wymyśliły wredne pielęgniarki. Babcia Marysia pewnego dnia po kawie bez kawy, do tortu bez tortu, postanowiła coś zmienić. Czuła, że wariuje z tej chorej nudy i ciszy telewizora. Prądu szkoda, a renta mała, tak jej mówili w domu, pokazując niedorzecznie wysokie rachunki za leki. Zdecydowała, że umrze. I koniec. Każdy musi to zrobić jakoś po swojemu, mieć pomysł na siebie, wykreować odejście, jak kabotyn zagrać ostatni akt. Mówią, jakie życie, taka śmierć. Pokaż mi, jak umrzesz, a powiem Ci, kim jesteś. Zaczęła od zapominania. Amnezja świadoma jest najlepszą ucieczką od porzuconych nadziei i planów. Pozostało jej podążanie w przeszłość, uporczywy monolog z Bolusiem, mężem krawcem. Nie tym wyśnionym, wymarzonym, z niemych filmów, bo ten, którego ślepo pokochała, oblał egzamin z miłości, a nawet z jej udawania.

Poznali się na tańcach w pobliskim parku. Tańczyli na tarasie widokowym, przed oczami mieli panoramę całego miasta. Wieże dwóch kościołów, czerwonego dla katolików i białego dla protestantów, maszerujące domy wielomieszkalne, ukrywające śmiechy i płacze, pijackie kłótnie i czułe szepty kochanków. Marysia tego wszystkiego nie widziała, patrzyła w jego zrośnięte brwi i wyobrażała sobie, że poznała właśnie króla cygańskiego. Był przystojny, rosły, barczysty, o żywych oczach, kwintesencja męskości.

Ona urodziła się z wadą, z bielmem na lewym oku, porośniętym mleczną łuską. Jej wielki kompleks, szczególnie, jak podziwiający jej zdrowy profil mężczyzna, doznawał szoku na widok drugiego boku twarzy. Kojarzyła mi się w wiedźmą Ple-Ple z dobranocki, wynurzającym się z błotnistej mazi potworem, znającym odpowiedź na każde pytanie.

Piękny, ukrywany przed znajomymi i rodziną, romans urwał się jak niesmaczny żart. Jedyny okres w jej całym życiu, kiedy wierzyła w swój czar, powab. Czuła się jak księżna, przechadzając się z nim parkowymi alejkami różanymi, jego dłonie ślizgające się po skórze, jak gładki materiał, pieściły jej niekochane nigdy ciało. Nic jej nigdy nie obiecywał, nie mogła mieć pretensji. Zbyt wybuchowe wyznania studził chłodem warg. Pytania o dalsze losy związku zmieniał w pytania retoryczne. Kiedy zaszła w ciążę, rumuński książę zniknął. Tego nie było w planach ani jej, ani jego.

– Babciu, a pamiętasz prawdziwego ojca mamy?
Oczy babci rozmarzyły się pod lepką papką zmarszczek, nawet to bielmo wiedźmy Ple-Ple przybrało jakiś rozkoszny wyraz. Spoważniała.
– Na niego nie masz co liczyć – już odpłynęła w swój świat, wcisnęła się w głębokość łóżka. Jaskinia samotności szpitalnej pryczy. Zastępuje Ci kuchnię, salon, toaletę, sypialnię i nawet przedpokój. Stała się autochtonem jednego mebla. Białego, żelaznego, niewygodnego Madejowego łoża.


Justyna Nawrocka. Paragon. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Agata Wielgołaska - Zaplanowane nieporozumienie




Agata Wielgołaska - autorka książek ("Stambuł. W oparach miejskiego absurdu.", "Turcja. Półprzewodnik obyczajowy") i artykułów o Turcji, blogerka (Agaty tureckie kazania), absolwentka socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Zakochana w Stambule, w którym mieszka od dziesięciu lat. Cały czas nie może zdecydować, która strona Bosforu bardziej ją pociąga.



jest

jest coś podejrzanie szlachetnego w pobudce o piątej
w dobrowolnej pobudce o piątej nad ranem

nie do fabryki
nie do podmiejskiego pociągu
z jednego zadupia
na drugie zadupie

nie z jednego świata
do drugiego świata

pobudka na granicy dwóch światów
na wielu granicach wielu światów

prawdziwym buntem byłby świat bez granic
ale w tym celu nie można nawet zmrużyć oka



czarna dziura robi się głodna

czarna dziura ma swoje złe i gorsze dni:
fazy maniakalno-depresyjne
stany bulimiczno-anorektyczne

czasem ze smakiem delektuje się starannie wyselekcjonowanym
niebieskim ciałkiem
kiedy indziej pochłania, co popadnie
w kosmicznym amoku

mały wóz krzywo się na to wszystko patrzy
Duży od dawna przymyka Gwiezdne Oko Zen

czarna dziura ma za sobą głodną przeszłość
przed sobą nienażartą przyszłość

czas pomiędzy jakoś tam zleci


Agata Wielgołaska. Zaplanowane nieporozumienie. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Patrycja Paterak - Widzimisię





Patrycja Paterak (ur. 07.11.1985r.) kobieta trudna do rozszyfrowania, odpychająca od siebie negatywy drugiej osoby gdyż z pewnością chłodniej bez nich zamrożonej artystce. Podziwia podobno lekceważące i boi się „wszystkiego w porządku”. Nie znosi kurewskiej mazi dorzucanej do sekretów. Z mikro-ekspresją zapiernicza w przestworzach, gubiąc najczęściej zasięg. Mieszka w Tarnowie.




***

kiedy wszystkie złożoności zasypiają
w głowie budzi się uśmiech stateczny
z rozmachem stawia sobie dom
urozmaicony z lekko opadającymi liśćmi
po dachu...

i tylko ten szum nieszczęsny w uszach
zrozumieć nie potrafię
po co, skoro całość wygląda tak pięknie...

budzę się z letargu,
wysuwając jedną linię papilarną na zewnątrz
po omacku oczekując zimy...

stopa ma kształt wyraźny, rysuje mi bałwana
ponad wszystkim wychodzi słońce
jest nagrzane ustami...

jak leniwiec zsuwam się z dachu
by zająć miejsce na poddaszu
odzyskując władzę.

P.P.



***

miękka woń kruszonego ołówka zwiastuje nową porę
gdy rozpalone okna przedstawiają sobie zawartość
zamykając już siebie nawzajem na zawsze
oddaję...

w tym jednym pokoju, pośrodku dokładnie
opierając stopy rozsiądziesz się,
ginący Pinokio z drewna złudzeń
pulsujący w Ciebie tlen.
otwartą dłonią ujmuję rozedrgany przed jutrzenką księżyc,
który wróci przed zmierzchem by napełniać wiotkie kształty
bez naparstków obaw posypywać złotem
uwypuklając powierzchnię gęsto rozlanej piany.
nieudawana maska, jedyna z wielu sama
zaczerwienia mi usta niczym mech skałę.

M.B.



poddana

gdy po ciemku zbliżam się do łóżka
kiedy nie widzę ściany, o którą mnie opierasz
jak tylko obecność Twoją czuję za sobą
podczas gdy przy ciele, fizyczność szeleści promieniowaniem
jeśli spocona wydam z siebie ostatni odgłos
a Twoja dłoń w dalszym ciągu nie przestanie mnie przyciskać
...
i bezspornie udam się po omacku do wyjścia
stłuczona przerzucaniem przez światło
zadrżę ostatni raz, bo odkąd pamiętam poisz mnie energią
bez której nie potrafię udać się nigdzie już sama
otwarta na nową impresję przeżyć w tle za drzwiami
opisującą mnie najczulej jak tylko potrafisz
...
emanacją ponownie wbijając w bezdech porozumienia


Patrycja Paterak. Widzimisię. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Aleksandra Zbierska - Biegnij




Aleksandra Zbierska (frikoglo@gmail.com) ur. 1968r. – absolwentka poznańskiego Studium Piosenkarskiego im. Czesława Niemena. Występowała na deskach kabaretu "Warsztat" w Warszawie na Nowym Świecie (1987/89). Obecnie szef sekcji śniadaniowejw Cafe & Lunch Lavenda, w Poznaniu. Laureatka wielu konkursów literackich, m.in.: Konkursu im. Jacka Bierezina Łódź 2008 (wyróżnienie honorowe), a także I Konkurs na zbiór wierszy imienia Scherffera von Scherffensteina Brzeg 2008, którego pokłosiem jest debiutancki tomik pt.: Wibrujące ucho. W 2009 roku zostaje wydany drugi tom poezji pt. Panoptikon (Wyd. Black Unicorn). Publikacje: „Odra”, „Pogranicza”, „Arterie”, „Rita Baum”, „Tygiel Kultury”, „Wakat”, Antologia poezji kobiet (1989-2009) "Solistki". Antologia "Free Over Blood". New Polish Poets Series (Zeszyty Poetyckie/OFF Press, Londyn 2011).




Nowy tom Aleksandry Zbierskiej jest brawurowy, bezkompromisowy, zaskakujący. Pojawia się w nim kilka świetnych poetyckich szotów; ogólnie ów tom rozpada się na dwie części: pierwszą, ryzykowną, zmagającą się z eksperymentem formalnym, drugą, skupioną na opowieści, scenkach rodzajowych, gdzie podmiotem jest wielogłosowość. Pojawiające się gwara poznańska i zlatynizowane wyimki z rosyjskiego ubarwiają pejzaż językowy książki. Można rzec, że „silnikiem napędzającym” wiersz jest szczelina pomiędzy fascynacjami lekturowymi, kulturowymi, a zwykłym życiem, pełnym szalonych niespodzianek najróżniejszego autoramentu, a te zdarzają się tylko tym, którzy tego życia się nie boją.

Robert Rybicki



Walentina – huśtając

krzesło – odwracam się, żeby poznać przyczynę
poruszenia: zapach białego bzu wisi w powietrzu;
kolumny dziękczynne, jak ordery Tierieszkowej,
dryfują, aż do sufitu. a ona, wciąż odwraca głowę –
do łokcia. rękawiczki – w połowie cieliste, w połowie
kolorowe (fajna sprawa!). nagle, chmura wonnego
kadzidła obmacując twarze uderza na podzwonne!
wstępowała w niebo, prując głową niebieski firmament.
przestało kołysać. a łzy wciąż kapią. (Elegancko!)
Worhole, też idą w górę – w Sotheby's!



Tramwaj Gaudiego

torebka z metką, garsonka i Maanam. cicho. tłoczno.
czemu nie samochodem? są już tysiące Ahmedów
łamiących przepisy. i bałwochwalców w tramwaju. dzyń,
dzyń, tasiemiec czaruje zakręty. kto czaruje, tego zabijcie
Mojżesz? na pewno nie Ramtha. intryga ewakuacji
trwa. drzwi nie wyglądają zdrowo. tłum zamiera

w bezdechu. torebka z metką ma błogosławieństwo –
nic się z niej nie wysuwa. Ahmed skręcił w prawo. (Gaudi
wpadł pod tramwaj w 1926 roku – może zajmował się
czarami, w końcu Sagrada Familia – pokutna bez precedensu;
w Rosji, od sześciu lat, rządzi czerwony car. Admirał Wszech-
Syberii
zostaje w przeręblu złożony w kształt krzyża – na wieki

wieków – dla viecznosti
). już można odetchnąć. czary,
mary
i, po ciszy. wszyscy wszystkim życzą szczęścia. Kora,
słoneczny spleen, ktoś jeszcze: Ave Maryja (jest czerwiec,
jak wtedy, u Gaudiego). od kilku minut jestem już na gruncie.
Ahmedowi się nie udało (słuchał Genesis), przezajfona.
ale, że tego w telewizji nie puścili? transparent się nie przyda.



Gdy miłość odeszła

Ten trzeci cierpi jeszcze, ale ja tego
nie czuję. Zjadłam za dużo mikrobiotyków.
Zresztą, zgodnie z instrukcją, która ma mnie
gdzieś. Wąskie łóżko, bez prześcieradła. Pająk śpi
na podłodze, poduszka śpi obok. Pierwszy dzień
zmartwychwstania – jeszcze się chwieję.


Aleksandra Zbierska. Biegnij. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Bartłomiej Siwiec - 16 schodów






Bartłomiej Siwiec (ur. w 1975 r. w Bydgoszczy) – prozaik, poeta, dramatopisarz. Ukończył politologię ze specjalizacją dziennikarską na WSP w Bydgoszczy i studia podyplomowe z zakresu archiwistyki na UMK w Toruniu. Autor trzech powieści Zbrodnia, miłość, przeznaczenie, Autodestrukcja, Przypadek Pana Paradoksa, zbioru opowiadań Wszyscy byli umoczeni, dwóch zbiorów wierszy Instrukcja zabicia ptaka, Matka i róża i kilku dramatów 64 pozycje z życia szachisty, Wyszła z domu, Skóry, Anyżek.
Jego dramaty były nagradzane i wyróżniane przez Dom Literatury w Łodzi, Teatr Powszechny w Łodzi i jury XII Ogólnopolskiego Konkursu im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie; znalazły się też trzykrotnie w półfinale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, a miniatura Wpuszczony w maliny została wyróżniona w konkursie pamięci Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim. Jego książki były też dwukrotnie nominowane w konkursie na najlepszą Bydgoską Książkę Roku Strzała Łuczniczki.
Od 2013 r. felietonista Bydgoskiego Informatora Kulturalnego.
Bartłomiej Siwiec jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.


Spośród tych tysięcy popołudni i wieczorów, które się zlewają, tworząc jedną, przeraźliwie długą, podziurawioną niczym szwajcarski ser historię, które pewnie można by jakoś uporządkować, miesiące oznaczyć beczkami, a lata cysternami, wyróżniają się te spędzone z Ferdynandem, które można by połączyć w nowe ciągi beczek i cystern. Pamiętam jednak jeden tajemniczy wieczór, krótko po śmierci mego druha, gdy głęboko odczułem, że życie jest bez sensu. Stary Rynek pustoszał, siedziałem samotnie, dopijałem ostatnie piwo. Na dworze wciąż było ciepło. Zdarzało mi się, że czasami zamawiałem piwo z sokiem malinowym, pamiętając dawne zwyczaje mojej matki, która czasem, dla poprawienia humoru, sięgała po cukier. Na chwilę odszedłem do toalety i gdy wróciłem, zobaczyłem osę tańcującą na słomce. Wpadała do napoju, za chwilę się wydobywała, znów wpadała i tak dalej. Nie przerywałem jej. Nie rzuciłem koła ratunkowego, ale też nie pomogłem jej utonąć. Czekałam na finał. Była uparta, niezwykle waleczna, w słodkiej pułapce. W końcu jednak wydostała się na zewnątrz i po słomce pięła się ku górze. Potem spacerowała wycieńczona po krawędzi szkła.

Bartłomiej Siwiec. 16 schodów. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Krzysztof Bieleń - Pył zawieszony





Krzysztof Bieleń, ur. w 1967 w Kolbuszowej, studiował slawistykę; opublikował Roztwór nienasycony, Wiciokrzew przewiercień, Błystki wahadłowe.

Poezja z zapomnianych światów o prostym życiu i prostych czynnościach, w których może tkwić filozoficzna głębia. Prowincja jako wszechświat, poeta jako wyplatacz wikliny, czytelnik jako mały kotek z kłębkiem wełny.


Dzisiejszej nocy

Śnił mi się Madej, odpoczywający pod naszym płotem,
podczas tej krótkiej wędrówki do sklepu i z powrotem,
podług jego słów. U jego stóp leżał ten lniany worek
na zakupy, na chleb głównie, i ten kij leszczynowy,
naturalnie ugięty w odpowiednim miejscu, by dobrze
leżał na jego ramieniu. I pozdrowiwszy go, jak niegdyś,
usiadłem obok, by słuchać z ochotą po raz któryś z rzędu,
niby spowiedzi, tych jego opowieści o tym, jak to w wojnę,
ukryty w ziemiance pod księżym lasem, cudem nie zginął;
potem o tym chłopku, którego zakłuł nóżką od wideł,
gdy go napadnięto za młodu w Budach Głogowskich;
i w końcu o tej żmii, którą zatłukł kijem na środku izby,
pod kołyską. A była to połyskująca miedzią i złotem
żmija jadowita. I że całe szczęście, że to był dzień.


Zagadka

Mój Fortunacie, zgadnij skąd we mnie
ta odwieczna niedorzeczność, i to ciągłe
podważanie znaczeń rzeczy, których dotknę,
jakbym w rzeczy samej był środkiem
tej odwiecznej mocy, która chce dobrze,
a wychodzi na odwrót. I zostaje niesmak,
bezsilność i bezsens. O, gdybym był został
dobrym handlowcem, takim, co to potrafi dobrze
sprzedać czy to biurowce z rtęcią, czy skażony
spirytus, nie cierpiałbym dziś, na miłość boską
(nawet gdybym później popełnił samobójstwo),
ni na brak pieniędzy, ni pewności siebie.
A nade wszystko nie roztrząsałbym tej kwestii,
którą Budda poruszył w kazaniu w Benaresie.


Przymiarka

Zahaczyłem o gwóźdź, wbity ukośnie w ścianę,
po powrocie nocą do domu (a światła nie śmiałem
świecić, by nie budzić tych, co już twardo spali);
i rozdarłem sobie tę moją ulubioną kurtkę z sinawo-
-zielonej skóry, dobrze spłowiałej już miejscami,
przybierającej teraz subtelny, choć nieokreślony
do końca, odcień. A rozdarłem ją tak niefortunnie,
że ze środka wyszła wata (rozdarcie było absolutne,
począwszy od ramion aż po krzyż), co tak mnie
rozstroiło, że do samego świtu wzbierał we mnie
ni to żal, ni wstyd. I nawet myśl o tym, że to tylko
przymiarka przed rozstaniem się z własną powłoką,
nie niosła żadnej ulgi (wręcz przeciwnie). A trzeba
było iść spać, wychyliwszy z fasonem strzemiennego.

Krzysztof Bieleń. Pył zawieszony. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Sylwester Gołąb - Garda





Agresja czy poetycka defensywa? Sylwester Gołąb w "Gardzie" pokazuje, że można być twardym i bezpośrednim we frazie, przy okazji broniąc pozycji poezji czułej - otwartej na obserwację i dialog z rzeczywistością. Kto jest gotowy, aby przebić się przez "Gardę"?


Sylwester Gołąb - ur. w 1980 r. w Kamiennej Górze. Mieszka w Stavanger w Norwegii. Wiersze publikował w polskiej oraz w norweskiej prasie literackiej. Garda jest jego pierwszym tomikiem poetyckim.




Dentysta

myliłem imiona nazwiska
myślałem że dentysta
Santarias
zastrzeli mnie jak
Pistorius
poezja to świetna sprawa
ta wojna toczy
się też po śmierci



Garda

samochód
przeprosił mrugnięciem
Kliczko
padł pod jebnięciem
Andrzeja Sosnowskiego

Alberta Sosnowskiego



Palacze

tereny ciepłownicze w śniegach
dom w śniegach
ślady krwi
kojarzę skopconych palaczy z zapleczem
z przyczepką tego co można sprzedać
tych na których wydaliśmy wyroki
choć nie wykazują chęci odejścia
na przekór naszej wyobraźni doświadczeń
z materii krzywdy nieodwracalnej

przybieram i mam się świetnie zasługuję
by stać się kłamcą przy klamce i w stójce
zwłaszcza w styczniu można powiedzieć

węgiel ukradli palacze
idźcie po śladach krwi zwierzęcia

zaczną zarastać wzrastać
tereny nadbrzeżne
miejsca powydobywcze
tuż po pierwszych roztopach


Sylwester Gołąb. Garda. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Klaudiusz Engelmajer - Dla twoich oczu




Klaudiusz Engelmajer – poeta liryczny, pisarz spełniony. Urodzony 27 lutego 1968 roku, w Legnicy. Z zawodu leśnik, absolwent Wydziału Leśnego SGGW. Z charakteru romantyk i marzyciel, co częściej po błękicie nieba stąpa niż po czarnej ziemi.
Od 2001 roku, członek Związku Literatów Polskich. Autor tomiku poezji „Dziewczyna i Anioł” (1998); baśni „W krainie Tomatakao” (2001); bajki dla dzieci „Opowieści Starego Drzewa” (2006).



1968

sto lat blisko minęło
i żaden dzień się nie powtórzył
i żadna miłość
co jak statki całe pokolenia
o podwodne skały rozbijała
a wśród nich byli tacy
co z dna głębin się wyrwali
ale nikt ich już dziś nie pamięta
czyżby dlatego że sił im brakło
by dłużej kochali

byli też i tacy
co z głębin miłości wydostać
się nie chcieli albo nie zdołali
ogarnięci niemocą
w miłości wtuleni ramiona
za życia jeszcze woleli skonać

to z ich tragedii
jak z rajskiego źródła
nieustannie gasimy
pragnienia naszych miłości
co ponad śmiertelność
czasami się wzniosą
ledwie słyszalną pieśnią skowronka

albo na kartkach białego papieru
czarnych liter stawiamy szeregi
by nikt nie zapomniał
tych co od dawna już w niebie
na zawsze sobą spleceni
bo dla miłości choć niespełnionej
woleli skonać bardziej
niż żyć obok siebie


Klaudiusz Engelmajer. Dla twoich oczu. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Krystyna Alicja Jezierska - Gdy przyśni się dom





Krystyna Alicja Jezierska z domu Kozarzewska wydała dotychczas następujące tomiki poezji Deszcz złotych przecinków, Z muzami nad Krakowem, Morzem malowane, Gdańska sonata i Mojej miłej. Publikuje też wiersze w licznych almanachach.
Pisze również opowiadania, których fragmenty były drukowane w wydanych przez Oddział w Krakowie Związku Literatów Polskich, w tomach Proza proza proza oraz w egzemplarzach Literata Krakowskiego. W 1998 roku została zauważona w konkursie poetyckim Radia Alfa, a w 2011 roku otrzymała wyróżnienie w konkursie „Limeryki na Prawy Brzeg”. Poetyckie ballady tej autorki są wykonywane przez artystów i pieśniarzy, a nawet znajdują się na ich płytach.


– Ooo, a, I love you! – zakończył piosenkę głos Paula Anki z winylowego krążku.
Gdy z kolejnej płyty na odmianę Presley wołał głębokim aksamitem:
- Fever! - Janusz wyrósł przede mną jak spod ziemi, wyciągając rękę w zapraszającym geście.
Napotkałam jego ciemne oczy, kuszące spod czarnej czupryny. Wydatne, kształtne usta rozchylały się w śmiałym uśmiechu. Poczułam, jak krew uderza mi do głowy, a stopy wrastają w podłogę.
– Nie tańczę – wydusiłam przez ściśnięte gardło, marząc o zrobieniu kilku kroków w objęciach Janusza, po czym pierzchłam, kryjąc się za oparciem starego fotela.
Przy Januszu momentalnie znalazły się dwie inne dziewczyny, z którymi począł poruszać się w takt tej sugestywnej melodii.

Krystyna Alicja Jezierska. Gdy przyśni się dom. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Paweł Majcherczyk - Ponieważ





Paweł Majcherczyk (ur. 1988 w Warszawie) – logopeda, nauczyciel akademicki. Prowadzi stronę Współczesna Polska Poezja. Pomysłodawca ogólnopolskiego konkursu poetyckiego: „Brwinowski Parnas”. Publikował swoje wiersze m.in. w „Zeszytach Poetyckich”, „Nowym BregArcie”, „Śląskiej Strefie Gender”, „Helikopterze”, „2Miesięczniku”, „Akancie”, „Aspiracjach”. Eseje, recenzje, artykuły publikował m.in. w: „Twórczości”, „Odrze”, „eleWatorze”, „artPAPIERZE” i „Projektorze”.




poeta w biedronce

przy kasie w biedronce
jestem skittlesem
durexem

jestem gumą be fresh
batonami wafelkami
i swymi zakupami
czyli mięsem i czosnkiem

które za chwilę
zamienią się w ceny

jestem kasjerem
z przypiętym imieniem
i uwagą uczę się



Zwarty druk

hurtem mówimy o tłumach literatury
kręgosłupa rdzeń obolały
potok w wierszówce łez
na przemian w zagubionej nudzie
metallica wydała nowy singiel

a ty zastanawiasz się nad literackim
miesięcznikiem
kwartalnikiem który wyda twój tekst
podchodzisz do ściany empikowej szukasz siebie w druku
siebie na papierze
siebie tak jak inni którzy tu przychodzą
do tego regału tego działu

nagle kręgosłup literatura łzy
stają się bliskie tobie
wolisz siebie w zwartym druku
niż w zwartym ciele



Wybacz

jest wieczór
skowyczy pęknięte niebo
czarna piłka lekarska
gdy idziemy paskudnie się lepi
do nas gdy siedzimy możemy obserwować
nad naszymi głowami
ciemny globus trzymających się muszek
blisko nas płynie wisła

krajobraz tej rzeki przy brzegu
na Powiślu na Gocławiu jest inny
lecz owe muszki trzymają się
wszędzie razem

wybacz że męczy mnie
gdy idziemy przeszkadza
gdy siedzimy obserwujemy
ta forma


Paweł Majcherczyk. Ponieważ. Nowa Ruda : MaMiKo, 2018





Maciej Sowicki - DAM





Maciej Sowicki – poeta, urodzony w 1990 roku. Wiersze publikował m.in. w "Helikopterze", "Akcencie", "Fabulariach" i "2Miesięczniku". Współautor antologii „Przewodnik Po Zaminowanym Terenie” i „Grała w nas gra”. Pochodzi z Olkusza.

Sowicki dyskretnie przemyka wśród codziennych rekwizytów, bez użycia sztandarów i koktajli Mołotowa. Z pewnością nie jest cyklopem w składzie porcelany. Gdybym miał użyć terminologii szachowej, powiedziałbym: jak on, kurwa, pięknie gra pionkami! – Krzysztof Śliwka


LATAWCE

Chciałbym napisać dla ciebie wiersz tak piękny,
jak świąteczne dekoracje na Damstraat,
lecz czy moja korpo pensja pokryje rachunek za prąd?
Puszczam makra jak latawce, scalam komórki jak narody,
wypełniam timesheety
miłością, kocham cię, lecz czy to wystarczy,
by napisać wiersz tak piękny jak świąteczne dekoracje na Damstraat?



TA CHWILA TRWAŁA BARDZO DŁUGO

Ta chwila trwała bardzo długo, nie pamiętam
co nastąpiło po niej, pamiętam tylko chwilę.
Długo mieszkałem w tej chwili, choć nie było
w niej prądu i gazu, okien i drzwi. Przyjaciół
zbywałem: w tej chwili nic się nie dzieje, nie możecie
mnie odwiedzać – długa i niebezpieczna jest bowiem droga
do tej chwili.



KRÓTKI WIERSZ O KOŃCU

Robotnicy siedzą w kole, dzielą się
dwoma papierosami i jedną
zapalniczką – mają przerwę, wcześniej
układali kostkę. Patrzę na ładną blondynkę,
która nie jest podobna do ciebie i wysiada
zanim zdążyłem zauważyć, że jest
w ciąży. Mijamy boisko, na którym strzeliłem
wiele goli i skręciłem dwie kostki. Mijamy kościół,
dwie kobiety żegnają się,
i ja się żegnam.


Maciej Sowicki. DAM. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Grzegorz Marszałek - Apostołowie złej nowiny




Grzegorz Marszałek urodził się w 1978 r. w Świdnicy. Poeta, nauczyciel historii. Żonaty, dwie córki. Mieszka i pracuje w Wałbrzychu. Publikował swoje wiersze w Dolnośląskim Roczniku Literackim "Pomosty", w czasopiśmie Vege oraz w internetowym serwisie poezja-polska.pl, gdzie jeden z nich został wyróżniony przez poetę Adama Ziemianina. Tomik "Apostołowie złej nowiny" jest jego książkowym debiutem poetyckim.


Sara

Czytanie zdjęć, czarno-białych, dla lepszego wrażenia
artystycznego, epopei klimatyzowanych uczuć. Pierwsze:
twarz Gosi po wyjściu od ginekologa, kiedy Sara mogła
mieć na imię Mikołaj i w maju przynieść się w prezencie.

Fotoreportaże o odysei z przewijaka do wanienki, pływa,
my ogromni jak Scylla i Charybda, z tą różnicą, że kochamy
i moje nieduże ręce, które okazały się wystarczająco męskie,
żeby trzymać. Sesje pt: obalanie piersi, pociąganie z butelek.

Na koniec ulubiona, z wystającymi spod czapeczki rozwianymi
kędziorkami, a'la portret Che Guevary Andy Warhola, zagadkowy
uśmiech, jeszcze gwary używa do tego, jakby mówiła, rewolucja,
hasta la victoria siempre, niewiniątko, a rzeź dla uszu. Kolka.
Godzina noszenia, kwadrans snu. Każdy ma swoje piętnaście minut.


Chłopcy z Jaworzyny Śląskiej

Kradli owoce z ogródków, ja stałem na czatach,
ubezpieczałem tyły, zawsze dostawałem swoją dolę,
czereśnie, gruszki, agrest, jabłka, często niedojrzałe
jak my, wakacyjne, chłopięce żołądki nie były wybredne.

Grali w nogę, strzelali, faulowali, ja na bramce,
średnio co dwie strony przygód Tomka – Alfreda
Szklarskiego interweniowałem, nie zawsze udanie.

Obserwowałem ich wieczorami, siedząc przy oknie
i grając z dziadkiem w szachy. Bawili się w chowańca,
puchę, kłócili się, czyj resorak najwięcej spala na setkę.

W niedzielę, całą bandą przypuszczaliśmy szturm na kościół,
ostatni przychodziliśmy, pierwsi wychodziliśmy. Do dziś
przechowuję smak opłatka lepiącego się do podniebienia
i lodów za pieniądze, które nie zawsze kładło się na tacę.

Kąpiele na żwirowni, pierwsze fajki, dla mnie ostatnie,
strzały z procy, koedukacyjne zabawy, zbieranie słów
do Boga, ludzi i wierszy – nauka gramatyki dorastania.

Mężczyzn z Jaworzyny nie znam, boję się tam pojechać
i sprawdzić, ile lat przepaści narosło pomiędzy nami.
Uczę historii nie ich dzieci, na wywiadówki przychodzą
nie ich żony, ich samych nie spotykam w kościele,
do którego nie chodzę. Kibicujemy pewnie innym drużynom,
pijąc różne gatunki piwa. Piszemy i czytamy inne wiersze.
Jeśli w ogóle.

Grzegorz Marszałek. Apostołowie złej nowiny. Nowa Ruda : MaMiKo, 2017





Katarzyna Monel - Lalka taka jak ty






Poetka, malarka, wokalistka i gitarzystka w Scalp of Marlin Monroe. Mówi: „Wszystko, co miało być już stworzone. Już istnieje. Najtrudniej jest wymyślić coś nowego.”


Rozważ to
Rzeczy za które bym umarł
I sprowadziły mnie na kolana
I nie wiem co zrobić

Mówiłem za dużo

To ja
Ja w kącie
Własnych iluzji
Ja w prześwicie
Światła
Tracący wiarę

Myślałem, że mam wszystko
Myślałem, że mam ciebie
Ty tak bardzo się starałaś

Myślałem, że mnie kochasz
Myślałem, że tak mówiłaś

Życie staje się większe
I większe
Przerasta mnie i ciebie

Myślałem, że się staramy
Słowa zmieniają się w czerń
Co pochłania wszystko
Malutki idealny sen
Taki, który boli najmocniej
Niechcący znowu się budzę
Kocham i nienawidzę śnić o tobie



Katarzyna Monel. Lalka taka jak ty. Nowa Ruda : MaMiKo, 2016





Ryszard Częstochowski - "Martwa natura z łapką na osy"






Ryszard Częstochowski

urodził się 12 września 1957 roku w Bydgoszczy. Poeta i dramatopisarz. Opublikowano
dotąd 13 jego książek. Jest także autorem 10 dramatów, kilka z nich miało swoje premiery
w teatrach Polskiego Radia, Lublinie i Bydgoszczy. Debiutował pod koniec lat 80
w ogólnopolskim miesięczniku Poezja. Później jego utwory były prezentowane
w kilkudziesięciu najważniejszych periodykach kulturalnych kraju m.in. Tygodnik Powszechny, Więź, Literatura, Res Publica, Odra, Twórczość, Kresy, Akcent, Topos, Kartki, Nowa Okolica Poetów, Nowy Nurt, Fraza, Undregrunt, Tytuł, Migotania, Pogranicza, Kwartalnik Artystyczny i paryska Kultura. W roku 1993 był współtwórcą i zastępcą redaktor naczelnej
Kwartalnika Artystycznego, który opuścił w styczniu 1997. Laureat nagród literackich im.
Klemensa Janickiego i medali im. Jerzego Sulimy-Kamińskiego a także Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego za 30 lat pracy twórczej. Członek warszawskiego oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Zawodowo zajmuje się psychoterapią osób uzależnionych od środków psychoaktywnych. Jest certyfikowanym przez Ministerstwo Zdrowia terapeutą uzależnień. W roku 1985 założył w Bydgoszczy na prośbę ś.p. Marka Kotańskiego Poradnię Monar.



METAFIZYKA WYGODNEGO UBRANIA


nie umiałem w swoim życiu rozstać się ze spodniami
gdy zaczynały być wygodne i znoszone
pojawiał się bezlitosny głos
najpierw mamy a potem żony
&#8220;kiedy wyrzucisz te spodnie wyglądasz strasznie”
broniłem się długo aż do przetarć

wyrok był nieuchronny kiedy pojawiała się dziurka
po praniu zaczęła się rozrastać
nic już nie dało się uratować
powoli musiałem oswajać nowe spodnie
po mękach zakupów i torturach przymierzania
w ciasnych przymierzalniach
przychodziła refleksja że ciało w którym
przyszło ludziom żyć
dostarcza z wiekiem coraz mniej
rozkoszy a
coraz więcej cierpienia




LOSOWANIE


A- zmarł ze smakiem kiełbasy polskiej
akurat w trakcie konsumpcji żona walnęła
go obuchem siekiery skonał w mękach
B- jechała na śliskiej dziurawej drodze
rzuciło ją na drugi pas wprost na czołowe
zderzenie z tirem urwało głowę
wydała ostatni skowyt bólu
C- szedł rano w pośpiechu do pracy
paląc papierosa nagle zrobiło mu się słabo
coś zakłuło w klatce piersiowej
jęknął jakby syknął osunął się na ziemię
wydając ostatnie tchnienie
D- wstydziła się krępujących wizyt u
ginekologa gdy poszła było już za późno
umierała w mękach morfina niewiele
dała ukojenia
E- umarł przyjemnie w trakcie orgazmu
obok swojej żony
F- ledwo się urodziła zmarła bo jej organizm
był słabiutki z licznymi defektami
G- miał 14 tygodni wyrzucili go z macicy
i wrzucili w niebyt nie dano mu się zetknąć
z tutejszym światem
oszczędzono ludzkiej męki wysłano na
rajskie łąki gdzie ciało jest zbędne



Ryszard Częstochowski. "Martwa natura z łapką na osy". Nowa Ruda : MaMiKo, 2016







© 2001 - 2018 - Mamiko