„Dwa chutory” to dwa domy, dwa folwarki, które są prawdopodobnie wspomnieniem tego, co było. Można też pomyśleć, że jeden reprezentuje przeszłość, a drugi myślenie o przeszłości. Teraźniejszości w tomiku Zyty Bętkowskiej jest niewiele, woli ona skupić się na obrazach w sepii, domach i ludziach, których już nie ma, zapomnianych przedmiotach. Nie jest to wspominanie afektowane, a raczej zagadkowe tworzenie zdań, często gorących i nieprzystających do siebie, które rozrywają miejsca i czas. W pewnych fragmentach tomiku autorka przedstawia proste sceny, które prawdopodobnie się wydarzały. Małe zwierzę przemyka pod płotem, linia słońca przesuwa się po ścianie, wiatr nadciąga od strony łąki. Czuć w tych fragmentach umiłowanie do detalu,Read More →

trusewicz zakwity

„Zakwity” podzielone są na trzy części, rozpoczynamy inicjacją, kończymy „pierwszym razem”, a pośrodku jest jeszcze miłość. Każdą część otwiera zwersyfikowany kawałek wyjęty z różnych porządków tekstowych, napotykamy się na hasło ze słownika, opis serialu oraz kilka zdań wyciętych z poradnika dla młodzieży. Ten zamysł może świadczyć o świadomym podejściu autora do poezji inicjacyjnej, próbie podjęcia gry z mocno zajechanym motywem. Można byłoby się kłócić, czy pierwsza miłość i „pierwszy raz” same nie są inicjacją, wstępem do czegoś, choć prawdopodobnie autor przez umieszczenie na początku tomiku definicji inicjacji, niejako zeruje jej znaczenie i wprowadza swoje zasady. Gdyby traktować część inicjacyjną według chronologii tomiku, jest to wtajemniczanieRead More →

Monika Sadowska podjęła się trudnego zadania, postanowiła zmieścić w ramach jednego, niezbyt długiego tomiku poezję emocjonalną, ciążącą raczej ku tradycyjnym rozwiązaniom językowym i tematycznym oraz konceptualny eksperyment z wykorzystaniem aplikacji Messenger. Przyjrzymy się jednak najpierw tytułowi, który nie łatwo rozgryźć: „Naczynka i demencje”. Mamy myśleć o naczynkach ceramicznych poddanych zapomnieniu? O pewnym połączeniu materiałów rzeźbiarskich z żyłami, aortami, skórą, krwią? Powstałyby wtedy półludzkie, na wpół ożywione stwory wystawiane za szybą, przypominające grafiki, które towarzyszą wierszom. A może interpretacja powinna być najprostsza, mówiąc o przemijaniu i powolnej utracie elastyczności ciała, o popękanych naczynkach i zmarszczkach, które wystąpiły już w tytule pierwszego tomiku Sadowskiej. Możliwe też, żeRead More →

Pisanie o książkach młodych autorów sprawia dwa problemy. Pierwszy wiąże się z zawartością ich dzieł, sposobem komunikowania się ze światem, drugi dotyczy odbioru, zdradliwej postawy, formy, w które może wpaść czytelnik, interpretator. Zwykle młoda twórczość chce natychmiast zaznaczyć swoje miejsce na mapie, kojarząc się z okrzykiem „jestem tutaj!” i wystawianiem samemu sobie, swojemu charakterowi laurki. W życiu przechodzi się przez różne fazy, zaczynamy jako dziecko, które ma silną potrzebę pokazania się, bycia w centrum, i aby to osiągnąć, użyje wszelkich metod – a tu chyba najbardziej klasyczną jest wchodzenie w buty i ubrania dorosłych w celu stworzenia małego teatrzyku. Wraz z dorastaniem „dogrywamy się” iRead More →

W Sudetach chwilowe ochłodzenie. Tajemnicze mgły wiszą nad lasami, a w powietrzu unosi się ciężka wilgoć. Na szczęście mamy też powody do radości – w Nowej Rudzie zaczyna się w Festiwal Góry Literatury i nasza nowa książka przyszła właśnie z drukarni. Jej autor, Jerzy Kaśków tak opisuje swój zbiór wierszy: “Pozycja bezwzględnie wstrząsająca. Niezwyczajna książka egzystencjalna o miłości w czasach odwiecznej zarazy. Intymny pejzaż refleksji w uniwersalnej oprawie, kunsztownie zmieszany z brudem rzeczywistości. Erotyką, absurdem, grozą, mistycyzmem…”. Przeczytaj kilka wierszy z “Unde Malum?”Read More →

Jerzy Kaśków o swojej książce: “Pozycja bezwzględnie wstrząsająca. Niezwyczajna książka egzystencjalna o miłości w czasach odwiecznej zarazy. Intymny pejzaż refleksji w uniwersalnej oprawie, kunsztownie zmieszany z brudem rzeczywistości. Erotyką, absurdem, grozą, mistycyzmem…”. Kilka wierszy ze zbioru “Unde Malum?” Miałem kiedyś kolegę w Chorzowie, który zbierał pocztówki z aniołami. Każdemu z nich wyrywał pióra, aby zrobić sobie pióropusz. Bardzo chciał być. Wodzem Mówił, że człowiek powinien jeść tylko trociny. Wszystko byłoby prostsze i znośne. To całe wysmakowanie – jak twierdził – sprawia, że poezja traci swój sens. Jeśli poezja, to tylko czysta forma na brudnej pościeli. Jeśli życie, to tylko wśród martwych. Jeśli praca, to tylkoRead More →

Mgły, zimne rzeki, szron pod butami, zapomniane chaty, a to wszystko pod kopułą z zatrutego, rakotwórczego dymu, pyłów wypluwanych przez niedoskonałe instalacje. Krzysztof Bieleń w „Pyle zawieszonym” zaczyna od swojej ziemi widzianej w początkach sezonu grzewczego, aby później regularnie – z biologicznym zegarem w sercu – do niej wracać. Opowiada o powolnej utracie ciepła, przygotowywaniu się na popiół, o stanie zawieszenia, byciu w przedsionku, który kiedyś trzeba będzie na zawsze opuścić. Śmierć odmieniana jest tutaj przez wszystkie przypadki, choć raczej bez dosłowności; powolny stoicki rytm zapomnianej ballady napędzany jest spokojem, beznamiętnymi konstatacjami, przytaczaniem małych sytuacji, wydarzeń, podpatrzeń, myśli, słów, obracanych w ustach niczym anyżowe cukierki. Przestrzeń, krajobraz,Read More →

Po prawej stronie poetyckiej skali ustawmy poezję stricte językową. Grudy, zawijające się nawzajem taśmy i zamglony obraz człowieka stojącego za wersami. Nie wiemy, czy lubi piżamy, jeździ na pikniki polskiego radia, jaki jest jego status towarzyski i egzystencjalny. Grasuje w pewnej rzeczywistości językowej, której prawdopodobnie użyje przy wyplataniu swojej twardej wikliny, stąd od biedy można pokusić się o wróżenie z wersów, będzie to jednak czytanie niczym z czarnego ekranu, po którym suną losowe kombinaty znaków. Po lewej stronie wykresu musi znaleźć się w takim razie miejsce dla poezji realizowanej poprzez język przezroczysty, który niczym psiak ma wiernie służyć oddawanemu środowisku i światu, ma służyć doRead More →

Orzeł nad Fukagawa Susaki skrzydła nad śniegiem ponad lodem dziób wyostrzony w dole wszystko małe za duże by unieść ale to czego pragnie oko wypatrzy i zapoluje na przyszłość taką która zmieści się w szponach a ja po drugiej stronie wplątana w siwe włosy Nagła ulewa w Shōno mgła w kawałkach ludzie między przepaściami próbują ocaleć ulewa zatopiła ich domy a oni rozchwiani za obrazem czekają przyszłe pokolenia aby ich podtrzymać by się przypadkiem nie potknęli i by widok nie spłynął zanim deszcz nie przestanie padać Karp wpływający pod wodospad jak nie posłuchać nurtu który przestawia brzegi jak zatrzymać prawo natury że źródła zamykane sąRead More →

Wykonywanie montażu to podobno jeden z trudniejszych fachów w przemyśle filmowym, wiążący się z potrzebą wielomiesięcznego wgapiania się w kilka ekranów i poszukiwania takich wizualnych konstelacji, które poniosą historię danego filmu. Jednak nasz codzienny montaż, oparty na hipnagogicznych przedsennych seansach, lepieniu życiowych drobiazgów w większą całość czy szybkim przymykaniu oczu na ulicy to coś zdecydowanie przyjemniejszego i bardziej potoczystego niż bycie skazanym na kantorek montażysty. Właśnie do tak rozumianego cięcia klatek nawiązuje Anna Sadzik w swoim “Montażu”, w którym z wręcz dziecięcą dezynwolturą rozprawia się z językiem, wspomnieniami, popkulturowymi nawiązaniami czy najbliższym sobie światem. Nie sposób nie czytać tego zbioru wierszy z perspektywy wizualnej, obserwacyjnejRead More →