Franciszek Olejniczak po agresywnym debiucie w 2018 roku, kazał na siebie chwilę czekać. Jest początek 2021 roku i autor z Jarocina uderza po raz kolejny, tym razem biorąc na cel nie tylko poszarpane związki i ciemne uliczki, ale także aktualną sytuację społeczno-polityczną w kraju nad Wisłą. Chętnych na potyczkę z tym materiałem zapraszamy do przeczytania kilku wierszy z “KRAJUobrazy“.Read More →

W “Podgłosach”, czyli poetyckim debiucie Franciszek Olejniczak “celnie wbijał swoje ostre sztylety w czarno-białych pokojach, na mokrych alejach, przetartym bruku. Słuchał, zapisywał, podglądał i wymierzał niespodziewane językowe strzały zaskoczonej publice”. W “KRAJUobrazy” specjalnie się nie zmienił – dalej jest krnąbrnym obserwatorem, który macza pióro w kwasie, aby rozpuścić czarno-biały świat. Tym razem jednak gdy jest taka potrzeba, kąsa jeszcze mocniej, sprawniej operując poetyckim skrótem. Agresywne wersy pomieszane z przebłyskami czułości? “KRAJobrazy” zaprasza do tańca. Rozpadało się a nam się dobrze moknie Deszcz zaznaczył się drobnymi punktami odniesień.Dłońmi roznosimy papilarne pręgi– maleńkie apokalipsy w tych tycich wpisach. Znamy to miasto, bez powodu tylko wyszliśmy.Pochowaliśmy inne nazwy,Read More →

Te obrazy już gdzieś się widziało: problemy ze wstawaniem, picie wczorajszej kawy, zgaga, golenie się przy słabym świetle, zacięcie, skrzepy krwi spadające w ceramiczne kółko. Potem pogoń do drzwi, do auta, zmarznięta ręka trze szron z szyby, korki, para spod masek, za oknami czarno-białe mazy. 8 godzin, powrót, wieczór z alkoholem, nierozgarnięte romanse z samym sobą. Powtórz pięć razy, odpocznij dwa dni, powtórz pięć razy. Franciszek Olejniczak w swoich „Podgłosach” wyświetla przed nami podziemną etiudę. Kamera 8mm śledzi każdy ruch bohatera, czarno-białe kadry zlewają się w smołę i beton, a słońce funkcjonuje jako niedoskonała część scenografii, ukryta w piwnicy zza dymem z dymiarki, burymi ścianamiRead More →

Nowoczesny bunt czy niezgoda na współczesność? Franciszek Olejniczak celnie wbija swoje ostre sztylety w czarno-białych pokojach, na mokrych alejach, przetartym bruku. Słucha, zapisuje, podgląda i wymierza niespodziewane językowe strzały zaskoczonej publice. Poezja, której strach nie poznać. Czerwie Odcisk na stopie, po którym sam sobie deptam.Przyspieszając gubię czerwie z cienia. Mijam twarde kry krawężników.Podglądam mknące paski po asfalcie. Błogosławię gościa,który wskazał mi ten skrót: lukę w kluczu, dziurawą klamkęw szklanych drzwiach. Dzwonek do drzwi mógłby teraz załatwić wszystko,albo mnie zgubić – skruszyć źrenicę Judasza, w zwarciuwyiskrzyć Iskariotę (patrona namiętnych pocałunkóww gejowskich zaułkach). W ślinie mam tytoń i kilka bąbelków tlenu. W pępku kulkę bawełny. W domuwejście,Read More →