Codzienność to za mało – recenzja “Przedwiecznego”

Gombrowicz w dzienniku pytał, dlaczego nie mamy pięciuset rąk. Zwolennicy teorii wieloświatów odpowiedzieliby, że pewnie mamy, ale akurat nie w tej rzeczywistości. Każda wyprawa na pola fantazji, w obszary potencjalności jest naturalną ucieczką spod brzytwy Ockhama; kiedy przestaje nas interesować ekonomia dowodzenia, dokładamy w wyobraźni tysiące zmiennych, nowych rozwiązań, nieistniejących bytów. Nie różnimy się pewnie w tym względzie od ludzi z dawnych czasów, którzy gdybali sobie o tym, tworząc swoje historie, że może istnieć coś więcej, coś, co jest niewidzialne na pierwszy rzut oka. System wyobraźni, gdy mózg gatunku już się ugruntował, prawdopodobnie niewiele się zmienił przez wieki, z tą małą różnicą, że fantazji, snów, pomysłów, przebłysków nie uznajemy już automatycznie za prawdę czy objawienie, traktując je bardziej jako źródła poznawczych gier i przyjemności. Wystarczyłoby jednak kilkutygodniowe pełne zanurzenie w myślach, światach wyobrażonych, aby odkleić się od wymagań codzienności i wybiec nago na osiedlowy skwer, przypominając tym samym jakiegoś starożytnego mistyka.

Wyróżnijmy teraz na nasze chwilowe potrzeby dwa typy wyobraźni: wyobraźnię pomniejszającą i powiększającą. Kafkowski robak, w którego zamienił się Gregor Samsa, to zdecydowanie wykwit fantazji ukorzenia się, a wszelcy mitologiczni herosi i komiksowi superbohaterowie muszą być wynikiem marzeń, które chcą więcej. „Przedwieczny” Oskara Wiadernego jawi się jako krzyk ośmielonej wyobraźni, niezgadzającej się na spokojne, zrytualizowane życie w małym miasteczku w Kotlinie Kłodzkiej. Młody autor usiadł w fotelu, podbił stawkę rzeczywistości, krzycząc WIĘCEJ i wszedł na kilka lat do swojej głowy, aby stworzyć fantastyczne uniwersum.

Niełatwo oddać szereg fabularnych zwrotów, retardacji, zapętlających się motywów, które pod koniec „Przedwiecznego” sprytnie się dogrywają. W tej historii o młodym, niezbyt chętnym do nauki w liceum, chłopaku, prowadzonym przez mentora, ducha astralnego, który szepcze mu na ucho tajemnice wszechświata i tajniki głęboko ukrytych mocy, najbardziej uderzają fabularna sprawność i plastyczność zadziwiającego makrokosmosu. Jest to świat wynikający z codzienności, realistycznych obowiązków, sennych noworudzkich poranków, w których pojawia się nagle szczelina, przez którą płyną fantazyjne formuły. Zwykły licealista, Piotr Rey, odkrywa swoje galaktyczne przeznaczenie i wpada w wartki nurt zdarzeń. Od momentu stopienia się bohatera z Astralem, kosmicznym aniołem stróżem, podróże w czasie, magiczne pojedynki, wywoływanie potworów z najdalszych zakątków wszechświata oraz ciągłe rozważania o dobrze i złu pojawiają się prawie na każdej stronie „Przedwiecznego”.

Oskar Wiaderny w swojej pierwszoosobowej narracji prawdopodobnie przemyca sporo z siebie i ktoś mógłby czytać jego książkę jako podrygi wielkościowej fantazji, gdyby nie autorski dystans i swoisty profesjonalizm w podejściu do mechaniki historii. Młody pisarz wie, że bohater nie może dostać wszystkiego od razu, musi mieć swoje lęki, słabości, niedoskonałości i bardzo mocnego przeciwnika. Postać musi przejść swoją drogę i się zmieniać (niekoniecznie na lepsze), a kwestie fabularnej moralności nie mogą zostać schematycznie rozdane. W „Przedwiecznym” pojawia się także sporo fragmentów, które są alegorią współczesnych problemów społeczno-politycznych, niektóre motywy poddane są podwójnemu kodowaniu, które możemy starać się odczytać albo potraktować je po prostu jako część przygód.

Cenna jest w książce noworudzkiego autora troska o wewnętrzną logikę fantastycznego świata, według Lemowskiego przykazania w tym gatunku nic nie powinno dziać się samo z siebie. Autor zdaje się o tym wiedzieć, dbając o odpowiednie wstawki wiedzy, które trzymają nas bez zakłóceń w tym nadprzyrodzonym świecie. Jeśli jesteśmy już przy dużych nazwiskach, trzeba wspomnieć o tym, że w rozdziałach „Przedwiecznego” z podróży w czasie do średniowiecznego zaczarowanego lasu przypomina się Tolkien, przy szaleństwie fabularnych zapętleń Dick, a w innych momentach tysiące komiksów, bajek czy filmów. Tutaj musimy dla rzetelności opisu zwrócić uwagę na kilka fabularnych sztanc w „Przedwiecznym”. Międzynarodowa szajka przestępcza odnaleziona w magazynie w małym miasteczku musi budzić zdziwienie dociekliwego czytelnika, przypominając mu wyimek raczej z pulpowych powieści. Zwracają uwagę także inne popkulturowe prefabrykaty, które jakby odrobinę wystają z rzutkiego materiału powieści. Chciałoby się też w książce Wiadernego większego zróżnicowania języka, ponieważ postaci współczesne, średniowieczne i galaktyczne mówią względnie podobnym do siebie stylem.

Poza tymi nieco frasującymi odbiorcę drobiazgami, które na pewno ulegną transformacji w następnych książkach, dopiero dziewiętnastoletniego, autora, generalnie mamy do czynienia z jędrną fantastyką, plastycznym, bardzo wizualnym, stworzonym z polotem, uniwersum. Wysnuty z podświadomości, ale przecież nie bez planu i namysłu, „Przedwieczny” to rzecz, w którą łatwo wsiąknąć, kolejny jasny punkt na mapie, nie tylko noworudzkiej, literatury.

Edmund Czip